Przejdź do spisu treści...

Strażnik Wichrów


Błękitnooki mężczyzna czule spoglądał na płatki śniegu na swojej dłoni. Były piękne. Zafascynowany ich urokiem, nie zwracał uwagi na chłód. Siedział na zboczu skalnym, wpatrując się w zasypany śniegiem kamienny kurhan. Kilkoma zręcznymi ruchami dłoni przyzwał mały prąd ciepłego powietrza, który zaczął roztapiać grudkę śniegu. Gdy po jego palcach zaczęła kapać woda, nabrał powietrza w płuca i lodowatym podmuchem zamroził krople wody w kryształowe łzy.
Mężczyzna uśmiechnął się smutno. Jego lodowate dłonie zaczęły nawijać zamrożone krople na nić. Po kilkunastu minutach przyjrzał się swojemu dziełu. Trzymał w rękach migoczący w bladym świetle słońca lodowy naszyjnik. Trzymając go w rękach wolno podszedł do kurhanu i klękając złożył go na podłużnym kamieniu.
- To dla ciebie, najdroższa. - powiedział mężczyzna w starym zapomnianym języku.
Klęczał jeszcze przez chwilę, po czym wstał i zaczął wchodzić na łagodne zbocze Białej Damy, jednej z dwóch gór okalających dolinę, która była mu domem.
- Ciekawy widok. - powiedział zamyślony młodzieniec, bawiąc się przewieszonym przez ramię łańcuchem.
- Przyzwyczaj się do tego, Kurt. - krótko uciął idący za nim mężczyzna o kocich oczach i bladej niezdrowej karnacji. - To Dolina Łagodnych Wichrów. Tutaj właśnie spędza zimę cesarz i połowa arystokracji Reinholmu.
- Czy tutaj nigdy nie wieje wiatr, mistrzu Morisethi?
- Nigdy, Kurt. - odrzekł mistrz. - Widzisz te szczyty? To Biała Dama i Królowa Śniegu. Razem z mniejszymi górami osłaniają dolinę od wichrów. A przez swoje położenie w tej dolinie rzadko kiedy panuje taki mróz, jak w innych zakątkach tych gór. To prawdziwy śnieżny raj, drogi uczniu.
- Dlatego właśnie Inkwizycja wysłała właśnie nas? - spytał się Kurt.
- Dokładnie. To miejsce to zimowisko całej arystokracji Reinholmu. W tej dolinie nasz kochany cesarz - Morisethi splunął z pogardą - raczy zażywać wypoczynku a nic nie przeszkadza mu bardziej, niż tajemnicze morderstwa kobiet.
- Rytualne morderstwa. - dodał Kurt złowrogo mrużąc oczy. Podał swojemu trzeźwiejącemu już mistrzowi bukłak z gorzałką.
Morisethi łapczywie pociągnął z bukaka. Wódka spłynęła mu po ustach i nie golonym od dwóch dni zaroście. Kiedy skończył, uśmiechnął się błogo, pokazując szparę po wybitych przednich zębach.
- Ano rytualne, drogi uczniu. Pięć lat zarzynali tu dziewice. Pierdolone pięć lat. - uniósł palec do góry. - A dopiero teraz, gdy ktoś przejechał po gardle córuni jakiegoś arystokraty, to kardynał Rothen wykopał nas w te góry.
Kurt skrzywił się z pogardą, gdy usłyszał nazwisko inkwizytora. Ten grubas pewnie się modli, by już nie wrócili z tej wyprawy.
- Jak go nazywają? - wrócił myślami do zadania.
- Strażnik Wichrów. - powiedział Morisethi. - Krąży tu od wielu lat. Pewnie ocalał z tej rzezi, którą zakony zafundowały tubylcom wiele lat temu. Może nawet jakieś pomniejsze bóstwo, które zachowało ułamek pradawnej mocy. W każdym razie, trzeba zarżnąć. - wzruszył ramionami.
- Ano trzeba. - dopowiedział Kurt i ruszył dalej za swoim mentorem.

Błękitnooki stał na szczycie góry. Jego nagie ciało smagane wichrem nie czuło chłodu. Szeptając pradawne zaklęcia, których go nauczono, pętał lodowate wiatry z północy i odrzucał je jak najdalej od doliny. Nie chciał by miejsce, w którym spoczywa jego ukochana było takim samym lodowym piekłem, jak całe Szare Góry. Władcy Zimy mogą skuwać lodem cały północny Reinholm. Mogą smagać wichrami wszystkie szczyty, jakich zapragną.
Ale ta dolina należała do niego i kobiety, która spoczywała pod kamiennym kurhanem. I tu zima miała być piękna, a nie surowa. Taka była jego wola.

Kurhan był tam, gdzie miał być. Szukali go kilkanaście godzin. Już chcieli wracać i znaleźć tego starego bajarza, który im opowiadał o tym tajemniczym kurhanie na zboczach Białej Damy.
- Jesteś pewien, że to jest to miejsce?
- Tak. - Morisethi skinął głową. - Te zakute łby z Zakonu Sagittariusa mogą szukać Lodowego Strażnika po całych górach. Nie znajdą go. Ja nie mam zamiaru taszczyć mojego cennego tyłka po tych skałach. On sam do nas przyjdzie.
Kurt uśmiechnął się tylko ponuro.
- To jest jego dom. - kontynuował Morisethi. - Ostatnie wspomnienie po jego pogańskich bogach i smętnej cywilizacji, która upadła lata temu. W tym miejscu morduje pewnie te dziewczyny. - splunął na śnieg.
Obaj umilkli. Morisethi łyknął jeszcze gorzały i ruchem dłoni nakazał Kurtowi ukryć się. Teraz miała zacząć się najgorsza część ich roboty.
Czekanie.

Błękitnooki mężczyzna wolno schodził zboczem. Szedł zamyślony, spoglądając w niebo. Gdy podszedł do kurhanu, podświadomie zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Rozejrzał się przestraszony. Ze zdziwieniem obserwował wyłaniających się zza skał dwóch ludzi.
Odrzucili futra, żeby nie przeszkadzały im w walce. Byli uzbrojeni. Po chwili zrozumiał, że przyszli go tu zabić.
- Przybywam w pokoju. - powiedział w swoim języku i uniósł bezradnie ręce do góry.
- Szepcze zaklęcia! - krzyknął ostrzegawczo olbrzym z mieczem, gotując się do ataku.
Hak na końcu łańcucha tylko o włos minął błękitnookiego, który uskoczył w bok. Przerażony obserwował z jaką perfekcją młody chłopak wywija łańcuchem. W rękach mistrza to była śmiertelna broń. Ten chłopaczek nim był.
Olbrzym rzucił się na błękitnookiego. Ten instynktownie powalił go podmuchem lodowatego wiatru. Zyskał zaledwie chwilę, ale to wystarczyło by uchylić się przed kolejnym ciosem świszczącego łańcucha. Działając pod wpływem adrenaliny zmroził powietrze wokół siebie do niewiarygodnie niskiej temperatury. Chłopak z łańcuchem odczuł ten mróz i zdezorientowany zaczął się cofać.
Błękitnooki skupił na nim całą swoją uwagę.
Nie dostrzegł olbrzyma, który nie mogąc znaleźć swego miecza, rzucił się na niego i zacisnął dłonie na jego gardle. Był silny. Niesamowicie silny. Ale chłód wysysał z niego siły. Błękitnooki wyrwał się z jego uścisku i potężnym uderzeniem wichru cisnął nim o skałę.
Olbrzym jęknął, ale nie stracił przytomności. Z czego on miał kości?
Błękitnooki usłyszał za sobą świst łańcucha. Jego nogi przeszył przeraźliwy ból. Rozejrzał się wokół przerażony. Spojrzał raz jeszcze na kurhan. W ostatnim błysku świadomości zdał sobie sprawę, że nadszedł już czas, w którym połączy się ze swoją ukochaną.

- Brudna robota, Kurt. Ten chłopaczek wcale nie wyglądał na takiego, coby dziewice mordował.
Kurt wzruszył ramionami, ale trudno mu było zachować beznamiętny wyraz twarzy. Tęsknota zastygła na twarzy uśmierconego chłopaka za bardzo przypominała mu przybraną matkę ubitą przez pogan. Z zawstydzeniem odwrócił twarz.
- Nie wstydź się emocji, Kurt. - powiedział ciężkim tonem Morisethi, odwracając zwłoki twarzą do śniegu. Jemu też nie było łatwo. - To był morderca. Osiemnaście dziewczyn z poderżniętymi gardłami. O nich pamiętaj. Nie będzie już dziewiętnastej.
Kurt zagryzł wargi. Spojrzał w stronę szczytu Królowej Śniegu.
- Mistrzu? - powiedział niepewnie.
Morisethi flegmatycznie odwrócił się w stronę ucznia. Ten wyraz znudzenia zamarł na jego twarzy, gdy ujrzał co tak przeraziło Kurta. Poczuł na karku smagnięcie lodowego wiatru.
Tu nigdy nie wieje wiatr.
Ze szczytów waliła na nich nawałnica śnieżna. Uderzała z siłą, jakiej nie pamiętali najstarsi górale. Potężna nawałnica śnieżna.
To śnieżny raj.
Chwycił przerażonego Kurta i cisnął nim pod półkę skalną. Sam ledwo zdążył się schronić.

Ledwie przeżyli. Przypadkiem trafili na grupę rycerzy zakonnych pod dowództwem Henryka Hoffnera, która ich odkopała z zasp i zabrała do miasteczka. Lodowate wiatry jeszcze przez wiele dni szalały nad Doliną Łagodnych Wichrów. Po kilku latach jej nazwa zatarła się w pamięci ludu i tylko szaleńcy zapuszczali się w Dolinę Wiecznego Mrozu, jak ją odtąd nazywano.
Prawdziwego zabójcę odnaleziono kilka lat później. Złapano go na gorącym uczynku, gdy podrzynał gardło swojej trzydziestej ofierze. Był arystokratą, jednym z tych, którzy sądzili, że są ponad prawem. Miał rację. Wykupił się z więzienia i wyjechał gdzieś daleko.

Szymon "Alkioneus" Chojnacki [ szymon_chojnacki@o2.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści