|
- A więc to tak. - Danka przeżuła chipsa - To był przypadek?
Pokiwałam głową. Dziewczyna wbrew moim pozorom nie przejęła się zbytnio koszmarem, jaki przeżyłam na "Imprezce". Wydobyła ze mnie najdrobniejsze szczegóły, lecz sama nie była skłonna do wyjaśnień. Byłam ogromnie ciekawa, dlaczego nazwała mnie potężnym medium i co to jest ta blokada pamięci, którą rzekomo złamałam. Siedziałyśmy same w domu Wacusia. Reszta załogi odwoziła do domów niedoszłych imprezowiczów. No dobra, nie same. Był jeszcze brat Danusi, aktualnie przesłuchujący naszego gospodarza. Była już chyba ósma rano. Wyobraziłam sobie wspaniałe powitanie w domu. Mama na pewno nie uwierzy, że padłam ofiarą szalonych kultystów, wywołałam demona i zostałam ocalona przez grupę nastolatków, którzy nazwali mnie potężnym medium i oskarżyli o kradzież jakieś karteczki. Znowu pogrążyłam się w rozmyślaniach!! Ostatnio często mi się to zdarza. Zupełni zapomniałam o Danusi, która najwidoczniej nie lubi, gdy się ją ignoruje więc sobie poszła. Ostrożnie wstałam. Szuuuuuum w głowie! Chyba to kac. Ostrożnie poszłam do kuchni. Zastałam Danię przegrzebującą lodówkę. Spojrzała na mnie nieco speszona z kiełbasą w zębach i zaczęła się niezbyt wyraźnie tłumaczyć. Z resztą trudno się wysławiać z wędliną w zębach. Nie zważając na nią wyjęłam z lodówki kabanosa i ser. Koszmarny głód nie dawał się jednak zaspokoić, więc przepiłam go colą i dopchałam chipsami. Danka tymczasem siedziała na stole i patrzyła na mnie z podełba. W końcu znowu ją ignorowałam. Pomyślałam iż dobrze byłoby ją teraz o coś spytać. Może byłaby bardziej skłonna do tłumaczeń?
- Co to jest blokada pamięci? - spytałam nieśmiało.
- To taka technika polegająca na założeniu blokady dla umysłu na niektóre wspomnienia. - powiedziała jakby od niechcenia (ale założę się ,że była zachwycona zwróceniem na nią uwagi)- Ale i tak mi pewnie nie uwierzysz.
- Stara, po tym co wczoraj widziałam uwierzę we wszystko.
- No właśnie! Widziałaś za dużo!
- No i co? Zabijesz mnie teraz?1
- Po co? Tobie i tak nikt nie uwierzy.
- Znajdzie się parę osób...
- TYLKO SPRÓBUJ! - Mój nieudany żart wywołał prawdziwą furię u dziewczyny. Rzuciła się na mnie wrzeszcząc, że mnie zabije jeśli komuś powiem.
- P - R - Z - E - S - T - A - Ń - G - Ł - U - P - I - A - J - A - T - Y - L - K - O - Ż - A - R - T - O - W - A - Ł- A - M - Wysapałam między uderzeniami.
- DANKA przestań!!! - Ryknął ktoś z korytarza.
Dziewczyna przestała mnie okładać i wydarła się w stronę drzwi.
- ONA CHCE WYGADAĆ!
- DANKA PRZESTAŃ, BO POWIEM MAMIE, ŻE WZIĘŁAŚ JEJ DYCHĘ Z PORTFELA!
- Cholerny, starszy brat.. - prychnęła dziewczyna przestając mnie dusić.
- Wiesz co Dania ty chyba jesteś jakaś chora! Rzucasz się na wszystkich i to z byle powodu. - chłopak podszedł do nas i podniósł mnie z ziemi. - Nic ci nie jest?
- To przez tą księgę tak mnie wali. - przez poważną twarz Danki przeleciał jakby wyraz bólu - Zresztą, nie ważne. Ona nie ma wiedzieć. Nie powinna nawet słuchać o księdze!
- Powinna.
- Nie.
- Tak.
- Nie!
- Tak, ksiądz Damian chce ją wziąć do zakonu.
- Nie! - w głosie dziewczyny słychać było nutkę zazdrości. - Nie, nieeee noo. Dzwoniłeś?! Kto ci pozwolił?! Dlaczego ksiądz zadzwonił do ciebie?!
- Bo tobie pomału nie ufa. - Brat Danki spoważniał i zmierzył siostrę ostrym wzrokiem.
- Nie przy niej! - syknęła urażona - Ksiądz jej nawet nie widział, niech sam za dużo nie decyduje! Poza tym niewiele o niej wiemy. - spojrzała na mnie wrogo.
- Wacuś mówi, że to jego koleżanka. I wiesz kto to? To Painmaker, gitarzystka "Arachnofobii"
- Kto? Acha! To pewnie znowu jakiś twój ukochany zespół metalowy. - powiedziała bez entuzjazmu Danusia
- Jesteś fanem naszego zespołu? - ucieszyłam się. W końcu nasz zespół nie jest popularny.
- Byłem na waszym występie w "Bazylu" i mam parę empetrójek...
- Dosyć. Daj komórkę, muszę zadzwonić do księdza! - władczo wyciągnęła rękę siostra chłopaka.
- Nie masz swojej?!
- Kasa na koncie mi się skończyła.
Chłopak bez słowa wyciągnął telefon z kieszeni i podał dziewczynie. Danka pośpiesznie chwyciła ów przedmiot i pośpiesznie podążyła ku łazience Zapadła chwila niezręcznej ciszy. Chłopak chwilę pokręcił się na krześle. Nieśmiały. Postanowiłam rozpocząć rozmowę.
- Więc... Lubisz nasz zespół?
- Eee.. Tak.
- Daj mi numer gadu to ci prześlę naszą płytę.
- Blahh... zespół chce mi dać swoją piracką płytę! - Zaśmiał się.
Zawtórowałam mu. Faktycznie ciekawie to zabrzmiało. Śmialiśmy się dłuższą chwilę.
- Mietek - przedstawił się chłopak.
- Zosia - Przybiłam żółwika - Żółwik!
- Fakk! To brzmi zupełnie inaczej niż Painmaker!
- Źle?
- Nie, po prostu dwa inne światy.
Zaczęliśmy gadać. Fajny chłopak. Zupełnie zapomniałam o koszmarze wczorajszej nocy. Rozmawialiśmy o wszystkim: o RPG, o muzyce, Starcraft' cie, mandze, fantastyce. Mijały kwadranse. Z kibla słychać było zawzięty głos Danki. Wiedziałam, że im dłużej tu siedzę tym bardziej "gorąco" powitają mnie w domu. Cholera. Wacek wstał i sprzątając dom nawet wtrącał czasem parę słów do rozmowy. Naj bardziej zaskoczyło mnie to, że absolutnie nie domagał jakichkolwiek wyjaśnień dotyczących wczorajszej imprezy. Wydawał się tylko troszkę ospały i... Naćpany? Nie to nie jest odpowiednie słowo, raczej "ogłupiony". Z resztą ze mną też nie było najlepiej. I nie zanosiło się na poprawę.
- Mietek! Jedziemy na Dębiec, do parafii! - energicznie wkroczyła do kuchni Danka - Ksiądz Darek chce ją poznać.
- Fajnie, mieszkam na Dębcu -podniosłam się z krzesła - ale nie mam czasu na żadne parafie. Rodzice w domu czekają.
- Nie możesz zadzwonić?!
Ko.. ko... Komórka! Właśnie!!! Jezzu! Fakk! 55 połączeń nieodebranych! Mama, mama, tata, mama, tata, tata, mama.... Ale zaraz. Przecież mogę zadzwonić i wszystko wyjaśnić. Pośpiesznie wybrałam numer.
- Halo? Mama? - zaśpiewałam trochę głupio do słuchawki.
- GDZIE TY SIĘ PODZIEWASZ?!?!!?!?!?!?!!? - ryknął z telefony głos mamy - CZY TY JESTEŚ POWAŻNA?!?! NAWET POLICJĘ ŻEŚMY ZAWIADOMILI O TWOIM ZNIKNIĘCIU!
- Nnnie mogliście zzdadzwonić dzzdo Wacka?
- Dzwoniliśmy chyba z tysiąc razy i nikt nie odbierał! "Abonent niedostępny". - panikowala rodzicielka -I policję zawiadomiliśmy! Dwa razy i bez odpowiedzi!
- Pały wezwaliście? Pały? - zgasiło mnie - Były tu jakieś pały?!? - zawołałam do Danki i Miecia.
- Byli tacy z dwa, trzy razy ale Dania ich ogłupiła, skasowała pamięć i wysłała z powrotem.
- Nie mogła im wziąć trochę wiadomości? - powiedziałam z wyrzutem.
- Z kim ty tam gadasz?! - dobiegło z słuchawki.
- Co? A! Z Wackiem, z Wackiem...
- Nic ci tam nie jest? I co się działo? - nadal męczyła matka - Ty, może coś piłaś?! Albo brałaś jakieś świństwa?!
- Mamo! Nic się nie stało! - postanowiłam trochę pochrzanić - Kolega Wacka sprowadził jakiegoś kolegę, który, wiesz młode i głupie, skądś wziął narkotyki i przedawkował i z Wackiem go zawieźliśmy do szpitala samochodem Joli.
- To po co Jolę żeście nie brali tylko Wacka? - dopytywała się rodzicielka.
- Bo się Jola spiła. - kłamałam jak najęta. - I w ogóle się wszyscy spili. Tylko nie ja i Wacek. - Wacek właśnie przewrócił się podnosząc butelkę. - Teraz jesteśmy na Przybyszewskiego. I będziemy jeszcze tego kolegę kolegi odwozić.
- Gdzie tam! - oburzyła się matka - Jedź mi tu zaraz do domu. Ojciec się zdenerwował.
- Ale najpierw jego musimy odwozić... A potem Joli samochód!
- Wsiadaj w pekaes i jedź! Dosyć się już namartwiłam!
- Aa, ale biletów nie mam!
- To trudno! Jedź na gapę!
- Mama, to nieładnie!
- Masz tu być najpóźniej za dwadzieścia minut! - gniewnie warknęła mama - I już ci chyba nie pozwolę na takie prywatki chodzić.
- Mhm, tak, pa... - rozłączyłam się. - Nie pójdę z wami, muszę wracać do domu - zwróciłam się do reszty.
Rodzeństwo egzorcystów wpatrywało się we mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Oczekiwali chyba odpowiedzi typu "Tak, oczywiście, jadę, mama się zgadza". Danusia nagle uśmiechnęła się okrutnie i dobitnie rzekła:
- No to trzeba będzie użyć przymusu bezpośredniego... Mieciu bierz ją!!
Chłopak chwycił mnie i uniósł trochę nad ziemią. Spróbowałam się wyszarpnąć. Cholera, mocny ma koleś uścisk. Przez moment wiłam się jeszcze jak wąż ale po chwili dałam spokój. Siłą nie dałabym z nim rady. Ja takie chucherko byłam przy nim jak komar przy krzyżowcu. Spróbowałam więc innej metody. Rozwarłam paszczę i z całej siły ugryzłam Mietka w rękę. Wrzasnął, szarpnął ale tym razem ja nie puściłam. Wgryzłam się jeszcze głębiej nie zwracając uwagi na otępiałego Wacka i piszczącą bezsilnie Danką. W sumie tchórz z niej. Innym potrafi rozkazywać a sama się boi. Chłopak z początku starał się zrobić mi jak najmniej krzywdy ale teraz najwyraźniej uznał, że przegięłam. Kopnął mnie od tyłu w mięsień nogi. Pisnęłam z bólu puszczając rękę Miecia. Danka w nagłym przypływie odwagi wynikłym z uwolnienia brata podbiegła i wbiła mi pięść w żołądek. Myślałam, że zwrócę kabanosa! Chciała jeszcze poprawić lecz ja czując osłabienie ręki Mietka wyrwałam się. Chwyciłam talerz i cisnęłam nim w rodzeństwo. Odskoczyli i naczynie niemal trafiło w Wacka. Chłopak słysząc świst powietrza koło ucha i trzask talerza rozwalającego się o ścianę zemdlał z wrażenia. Wrażliwy z niego człowiek. I jaki delikatny! Korzystając z zaskoczenia rodzeństwa rzuciłam się do drzwi. Zamknięte! Niewiele myśląc chwyciłam za stołek i rozwaliłam okno w korytarzu. Wlazłam na parapet skoczyłam na dół. Z pierwszego piętra! Na szczęście dzisiaj był dzień ziemi i pod kamienicą leżały jeszcze nie wywiezione worki śmieci i papierów pozbierane przez dzieci z pobliskiej podstawówki. Cholera, przeciecz ja dzisiaj też powinnam pojawić się w szkole! Pośpiesznie zeszłam z kupy worków i spojrzałam w okno. Widziałam w nim tylko Dankę. Obok po schodach zbiegał właśnie jej brat. Zbladłam, i odwróciłam się na pięcie. Biegłam jak głupia w stronę przystanku. Właśnie nadjeżdżała dwójka. Wparowałam do środka mijając się z rodzicami Wacka. Spojrzeli na mnie zdziwieni. Najwyraźniej nie wyglądałam najlepiej po tej strasznej nocy. I najwidoczniej zastanawiało ich też co ja robiłam do tej godziny u ich syna. Chyba nie zadowolą się widokiem ich mieszkania po " kameralnym spotkaniu " ich synka. Wepchnęłam się do środka tramwaju i usiadłam. Powoli zamknęły się drzwi. Mietek właśnie dobiegł i rzucił się jeszcze na drzwi tramwaju w nadziei, że się otworzą. Motorniczy najwidoczniej nie był litościwy bowiem olewając chłopaka ruszył. Za szybą widziałam jeszcze Mietka patrzącego na mnie z przystanku. Miał taki dziwny wyraz oczu. Nie wyglądał jak żal, złość czy groźba, tylko...tylko jakby chciał powiedzieć... " Uważaj..." ?
c.d.n.
Kyuketsuneki Hime Zelda
[ kyuketsuneki_hime_zelda@wp.pl ]
|