Przejdź do spisu treści...

Śmierć II

Agnieszka

Magda nachmurzyła się. Aga zauważyła to i natychmiast posmutniała.
- Wybacz, ja... ja nie chciałam. - właściwie nie wiedząc co ma zrobić, Aga pozostawiła rozwiązanie problemu własnemu ciału i jego odruchom. Nieśmiało i delikatnie objęła Magdę. Która do tej chwili miała głowę opuszczoną, a wzrok wbity w podłogę, teraz uniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały. Nastąpiła chwila, która przeciągnęła się w wieczność, pomiędzy Agnieszką i Magdą przeskoczyła iskra, choć nie, lepszym słowem byłby piorun. Ich twarze zaczęły zbliżać się do siebie... Obie zamknęły oczy, a ich wargi spotkały się, to był pocałunek, ale nie taki jak zawsze w policzek, nie to był pocałunek, pocałunek, w którym zawierało się więcej uczucia i treści niż w tysiącu słów. W końcu wieczność przeminęła, a one powróciły do pokoju Agnieszki. Przez chwilę żadna nie śmiała spojrzeć drugiej w oczy, Magda już na początku ich znajomości oznajmiła Adze o swoich odmiennych skłonnościach. Jednak Agnieszka nigdy nie myślała o tym, że może przejawiać kiedyś takie same skłonności. Zresztą właściwie nigdy nie rozmyślała na takie tematy. W końcu jednak ich spojrzenia znowu się spotkały. Nie było, żadnych słów przeprosin, czy zawstydzenia. Był tylko kolejny pocałunek, równie namiętny, co poprzedni, do rozgorączkowanych ust dołączyły, równie chciwe i spragnione dłonie.
Zdumiewając samą siebie Aga skierowała dłoń w kierunku pośladków Magdy. Ta jednak wstała szybko i skierowała się ku otwartym drzwiom, ale nie wyszła, wręcz przeciwnie. Zamknęła delikatnie drzwi i przekręciła klucz w zamku, zamykając je od środka. Obróciła się stronę łóżka, na którym siedziała nadal Agnieszka, Magda rozpuściła włosy spięte do tej pory w kuc, popłynęła fala ciemnoblond włosów. Aga wstała z łóżka i podeszła do Magdy, wzięła jej dłonie w swoje dłonie i po raz kolejny spojrzała jej głęboko w oczy. Magda była od Agnieszki nieco wyższa, więc Aga musiała wspiąć się na palce, by móc ponownie ją pocałować. Po chwili obie roześmiały się dziwnym ekstatycznym śmiechem. Gdy wzajemnie spijały oddechy z swoich ust, ich dłonie błądziły szukając spełnienia. Magda powoli drżącymi palcami rozpięła guziki sukienki Agnieszki. Ani na chwilę nie przerwały pieszczot, mimo to kilka minut później obie były w stroju Ewy. Magda delikatnie, bardzo delikatnie pchnęła Agę na łóżko. W tej chwili z głośników włączonego komputera ozwał się sygnał wiadomości na GG. Agnieszka nagle jakby obudziła się ze snu.
-Magda, co my robimy!- Aga szybko zaczęła zbierać porozrzucane ubranie. Magda spojrzała na nią zdziwiona i jedynie wzruszyła ramionami i również zaczęła się ubierać.
- Lepiej będzie, jeżeli już pójdziesz. - Agnieszka sama nie wierzyła w to, co mówiła, ale przecież tak będzie lepiej, wmawiała sama sobie. Magda po raz kolejny tylko wzruszyła ramionami. Cicho się pożegnała i wyszła, Aga jej nie odprowadziła, bała się, że coś zrobi złego, bała się, że może ją zatrzymać. Usiadła przy komputerze i spojrzała, kto zesłał na nią błogosławione opamiętanie. To był Staszek, chociaż gdy się poznali on używał trochę innego imienia.
-Dziękuje. -napisała.
- Za, co?- spytał.
- Och, nic wielkiego, po prostu za to, że jesteś...

Późnym wieczorem, gdy przebierała się w bluzkę od piżamy i bokserki z całą mocą powróciły do niej wspomnienia wczesnego popołudnia. Znów wyraźnie poczuła dotyk dłoni Magdy na swojej skórze, oraz jej ciepły oddech w swoich ustach. Dręczyła ją myśl, co by było gdyby nie przerwała tego... sama nie wiedziała jak to nazwać. Z niespokojnymi myślami i jeszcze bardziej
niespokojnym sercem, zapadła w jeszcze bardziej niespokojne sny. Zaraz po tym jak się obudziła powzięła decyzję, że musi porozmawiać z Magdą, tylko porozmawiać, powtarzała sobie w duchu przez cały poranek. Poszła do szkoły, która tego dnia okazała się dla niej prawdziwą męką, na niczym nie mogła się skupić, zakończyło się to jedynką z matematyki. Po części, dlatego, że właśnie wtedy postanowiła wysłać sms do Magdy z pytaniem o spotkanie. Nie otrzymała odpowiedzi natomiast dostała jeden za brak uwagi i zabawę komórką. Chciała się spotkać z Magdą w jej mieszkaniu. Mimo braku odpowiedzi Agnieszka miała jakąś wewnętrzną pewność, że przyjaciółka będzie na nią czekać. Rodzicom przesłała wiadomość, że w domu będzie później, ponieważ chce spotkać się z przyjaciółką. Magda mieszkała sama w starej przedwojennej kamienicy, niestety była ona położona z daleka od przystanków komunikacji miejskiej. Aga musiał, więc przejść spory kawałek drogi w nieciekawej, a właściwie niebezpiecznej okolicy. Na jej szczęście wszelkie niebezpieczne typy były już o tej porze tak zalane, że co najwyżej mogłyby jej zarzygać buty gdyby podeszła dostatecznie blisko. Wreszcie osiągnęła cel swojej nieprzyjemnej podróży. Wspięła się na trzecie piętro kamienicy i delikatnie zastukała do drzwi. Po chwili usłyszała po drugiej stronie drzwi kroki, a sekundę później szczęk otwieranego zamka. Otworzyła jej Magda, była ubrana tylko w szlafrok, a włosy miała mokre. Agnieszka zmieszała się na ten widok, ale starała się tego nie okazać. Nie zauważyła jedna, że stoi jak kołek i się gapi na Magdę.
- Wchodzisz?- zapytała Magda, lekko unosząc przy tym brwi.
- Aaaa, tak. - Aga jakby obudziła się ze snu. Bez słowa przekroczyła próg mieszkania Magdy. Stanowiło kontrast tego, co Aga musiała oglądać idąc tutaj, ściany pomalowane w ciepłe kolory, wszędzie mnóstwo kwiatów. Dlatego Magda zawsze pachnie kwiatami, myślała Agnieszka. Magda wskazała jej kusząco wygodną kanapę, Agnieszka chętnie skorzystała z zaproszenia. Została sama w pokoju, wygodnie usadowiła się na kanapie. Przyszło jej na myśl, że Magda wygląda bardzo seksownie w tym szlafroczku i z mokrymi włosami. Szybko odepchnęła od siebie tę myśl, ale ona nie odeszła, czaiła się na skraju świadomości. Starała się skupić swoją uwagę na czymś innym, wiedziała, że Magda maluje, ale nigdy nie widziała żadnego z jej dzieł. Podobnie jak nigdy nie była u niej w mieszkaniu. Na ścianie naprzeciw niej wisiał akt, przedstawiał on młodą kobietę o blond włosach i brązowych oczach. Aga przez kilka sekund przyglądała mu się z przeświadczeniem, że zna tę dziewczynę. Olśnienie spłynęło na nią z delikatnością rozpędzonej lokomotywy. Przecież to Magda, to jest jej autoportret! Wiedziała to z niezachwianą pewnością pewnych zazwyczaj ukrytych szczegółów, pieprzyk na lewym udzie. Zmiana odcienia skóry w szczególnych miejscach. Sama nie wiedząc, czemu zarumieniła się. W tej samej chwili weszła Magda z dwoma kubkami parującej herbaty. Zauważyła jak Agnieszka przygląda się obrazowi i leciutko się uśmiechnęła.
-Musiałaś zmarznąć na dworze jest dość chłodno.- powiedziała to cichym ciepłym głosem. Aga z wdzięcznością przyjęła gorący kubek.
-Tak trochę.- skłamała tak naprawdę to zmarzła dość mocno. Nie tylko ciepła herbata ją zaczęła rozgrzewać, ale także delikatny odcień troski w głosie Magdy.
- Nie gniewasz się na mnie za to, co wczoraj się wydarzyło? - nieśmiało zaczęła Agnieszka.
-To ja myślałam, że jesteś zła. Nie powinnam była robić tego, co zrobiłam.- twarz Agi przybrała wyraz oburzenia.
-Tylko ty?! Gdybym na to nie pozwoliła nic by się nie stało!- zamilkła gwałtownie uświadamiając sobie sens wypowiedzianych przez siebie słów. Sens, który starała się ukryć przed samą sobą. Magda spojrzała głęboko w oczy Agnieszki i powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie.
- Kocham Cię Aguś.- przez chwilę Aga walczyła sama z sobą, by cicho wyszeptać.
- Ja Ciebie też.- gwałtownie przytuliła się do Magdy, zapach jej włosów i delikatne łaskotanie ich końców na policzku było dla Agi niezwykle kojące. Z jej zaciśniętych oczu pociekły łzy, łzy szczęścia, ale również niepokoju. Trwała taj długo, bardzo długo, a z jej oczu przez cały czas płynęły łzy. Wreszcie Magda delikatnym ruchem odsunęła ją od siebie.
- Przez ciebie mam mokre całe ramię.- mówiła to z uśmiechem. Wstała i jednym ruchem zsunęła z siebie szlafrok.
- Dużo lepiej.- w jej oczach błyskały figlarne iskierki. Znów usiadła, obok Agnieszki.
- Nie masz chyba nic, przeciwko, iż będę w takim stroju?- Aga podjęła grę.
- Nie ależ skąd w tym stroju jest ci najładniej. - obie się roześmiały.
- Mam propozycję nie wiem czy się zgodzisz, zechciałabyś mi pozować?- to pytanie zabrzmiało dziwnie nieśmiało.
- Tak bardzo chętnie...

Mijały tygodnie i nastały upragnione przez każdego ucznia wakacje. Również Magda z Agnieszką nie mogły się już ich doczekać. Jeszcze w kwietniu zaplanowały wspólny kilkudniowy wypad nad jezioro. Aga właściwie nie lubiła pływać, ale był inny znacznie ważniejszy powód.
Przez cały tydzień będzie sama tylko z Magdą. W dniu, gdy miały jechać nad jezioro pod namiot, ubrała się w swoje najładniejsze nieoficjalne rzeczy. Zresztą nie tylko spodenki i bluzkę miała ładną. Magda była od niej starsza i miała swój własny samochód, więc gdy
Agnieszka usłyszała jeden krótki klakson o mało nie wyskoczyła pod sufit z radości. Jej ojciec się tylko uśmiechnął pod nosem i pokręcił głową. Agnieszka szybko pożegnała się z rodzicami, chwyciła wcześniej przygotowany plecak i kilka sekund później siedziała w samochodzie Magdy. Nie pocałowały się na przywitanie tak jak miały w zwyczaju, ponieważ jej rodzice Agi mogliby to zauważyć. Zamiast tego Magda delikatnie położyła dłoń na udzie Agnieszki i czule na nią spojrzała. Obie wiedziały, że jeszcze wielokrotnie w ciągu tego tygodnia powetują sobie ten stracony pocałunek. Podróż zajęła im kilka godzin. Agnieszka powiedziała rodzicom, że oprócz niej i Magdy ma być jeszcze kilka osób, skłamała nad jeziorem i pod jednym namiotem będą tylko one. Postanowiły rozbić namiot na polance w lesie rosnącym tuż nad samą wodą. Ale nim to zrobiły poszły się ochłodzić w przejrzystych wodach jeziorka. Okolica była raczej odludna, więc zrobiły to bez zbędnego wkładania jakichkolwiek kostiumów. To były dla Agnieszki najszczęśliwsze chwile życia. Były tylko one same, a wokoło nie było nikogo, kto mógłby je potępić. Były tylko one i ich uczucia. Nie było nikogo ani nic, co mogłoby zakłócić ich spokój i radość. Agnieszka uczęszczała do gimnazjum i nigdy nie podejrzewała siebie o to, że w tak młodym wieku przeżyje takie uczucie i to w dodatku wobec kobiety. Magda była prawie trzy lata od niej starsza, mimo pozornego spokoju, gdzieś w głębi jej jaźni tkwiła pewna nienazwana obawa. Magda usunęła jednak te obawę w najniższe poziomy świadomości. Cieszyła się słońcem, ciepłym ogniskiem i kojącą bliskością Agnieszki. Pierwszą i zarazem ostatnią noc biwaku spędziły prawie bezsennie. Następnego dnia Agnieszka zbudziła się wcześniej niż Magda, co nie oznacza, że była wczesna godzina dnia, wręcz przeciwnie.
Postanowiła wziąć orzeźwiającą kąpiel, a przy okazji przynieść wiaderko wody, by w sposób nader nieprzyjemny, ale za to śmieszny oraz co najważniejsze skuteczny obudzić Magdę. Dobrą godzinę pluskała się w wodzie, dopóki nie złapał ją skurcz w łydce. Powoli kuśtykając, trzymając w ręku wiaderko z wodą ruszyła w stronę namiotu i śpiącej Magdy. Była już na skraju polany, gdy dobiegły jej uszu odgłosy jakiejś szamotaniny, oraz głośny kretyński śmiech. Słońce, które do tej pory świeciło jej w oczy uniemożliwiając zobaczenia czegokolwiek w odległości dwóch kroków zostało przesłonięte prze gałąź. Czerwone wiaderko do tej pory trzymane kurczowo, upadło z cichym chlupnięciem na miękką i nierówną ściółkę leśną. Wywróciło się, a jego zawartość powoli wylała się na spragnioną wody ziemie, w kilka chwil nie pozostał ani ślad wilgoci. Tak samo z duszy Agnieszki w jednej sekundzie zniknęło całe tak pieczołowicie pielęgnowane szczęście. Namiot był przewrócony, z reszta obozowiska, wyglądała jak po ciężkiej bitwie. Oparta plecami o samochód stała Magda, w dłoni trzymała nóż "finkę", wokół niej stało trzech łysych dryblasów w dresach. Gapili się lubieżnie na Magdę i rzucali w jej stronę niewybredne uwagi.
- Niech, któryś spróbuje to mu fiuta utnę!- ona nie była im na tym polu dłużna. Aga wiedziała, że nóż jest tępy jak jego trzonek, ponieważ od dawna zabierała go na wycieczki, gdzie służył jej tylko do otwierania konserw, jakoś nigdy nie przyszło jej do głowy, by go naostrzyć. Wiedziała, że Magda ją zauważyła, cicho zaczęła się skradać do swojego plecaka po komórkę. Zgubiły je resztki szarych komórek u największego z dresów, który kazał jednemu ze swoich kumpli przeszukać ich rzeczy w poszukiwaniu czegoś, co dałoby się opchnąć. Agnieszka otwierała już wtedy plecak, udało się jej jeszcze wybrać numer alarmowy. Dryblas brutalnie wytrącił jej z dłoni telefon i zawołał.
- Hej chłopaki, patrzcie kogo tu mamy jeszcze jedna suczka.- przy okazji obrzydliwie się roześmiał.
- Będzie podwójna zabawa.- ten który złapał Agnieszkę zaczął z niej zdzierać dżinsy oraz top.
- Nie, przestańcie, zostawcie moją siostrę!- Magda rzuciła się w stronę Agnieszki, ale na próżno średni z dresów złapał ją za nadgarstek i boleśnie go wykręcił. Magda krzyknęła z bólu i przerażenia. Została silnie pchnięta na ziemię, upadła i znieruchomiała.
- Z nią zabawimy się później, wiedziałem, że opłaci się wypad nad jezioro.- wszyscy trzej zbliżyli się do Agnieszki. Próbowała się wyrwać temu bydlakowi, który próbował zdjąć z niej ubranie, choć właściwszym określeniem byłoby zerwać. Była na to jednak zbyt słaba, zirytowany jej daremnymi próbami napastnik boleśnie wykręcił jej ręce. Z jej oczu popłynęły łzy, nie trwało to zbyt długo. Jednak dla niej były to godziny męki, ponieważ dwóch pozostałych dresów w bardzo chamski sposób ją obmacywało. Bolesny uścisk nadgarstków gwałtownie minął. Jednocześnie usłyszała za sobą ciche charczenie. Przestali ją obłapiać, więc podbiegła do leżącej Magdy. Przyklękła nad nią i delikatnie sprawdziła jej puls, był wolny, ale wyraźny. Agnieszka delikatnie ułożyła głowę Magdy na swoich kolanach. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu zaczęła się modlić.

Stanisław

Stał w cieniu drzew chroniących przed dotkliwym poparzeniem. Od strony drogi do polanki w środku lasu szło trzech łysych drabów. Istnieli marginalnie w jego świadomości, był syty i nie zamierzał tracić sił na zbędny wysiłek. Młodsza z dziewcząt wyszła z namiotu i poszła nad jezioro, natomiast druga pojawiła się na polanie jakieś półgodziny później. Zabrała się za otwieranie konserw, posłużyła się przy tym jakimś równie długim co tępym nożem. Intruzi byli coraz bliżej, wyraźnie słyszał ich skretyniałe głosy. Mimo wcześniejszego ignorowania ich, teraz zaczął obserwować ich marsz, ponieważ nie skręcali tylko kierowali się wprost na polankę. Coś jakby ukłucie niepokoju zrodziło się w jego wnętrzu. Jednak jego natura była silniejsza od jakiegoś ukłucia. Stał i biernie obserwował, jak trzech dresów próbuje zajść dziewczynę na polanie od tyłu. Nie udało im się to, jeden z nich nadepnął na suchą gałązkę, która pękła z głośnym trzaskiem w ciszy lasu. Dziewczyna z uśmiechem na ustach powoli obróciła głowę, uśmiech natychmiast znikł gdy ujrzała kto stoi kilka metrów za nią. Natychmiast poderwała się do ucieczki, dresy również zaczęli za nią biec, ale przypominało to wyścig hipopotamic w ciąży niż pościg. Dziewczyna dopadła pierwsza stojącego w przerwie między drzewami samochodu i oparłszy się o niego przyjęła postawę obronną. Trzech mężczyzn stanęło przed nią półkolem. Ich wypowiedzi były równie tępe jak nóż trzymany przez dziewczynę. Ich propozycję były jednoznacznie obrzydliwe. Ona w sposób bardzo obrazowy dpowiedziała im co z nimi zrobi jeżeli któryś spróbuje. W tej samej chwili na drugim końcu polany pojawiła się druga z dziewcząt, niosła ze sobą czerwone wiaderko z wodą. Gdy zobaczyło co się dzieje na polanie wypuściło wiaderko z dłoni, a woda się rozlała. Dziewczyna przy samochodzie nie zdradziła, że ją zauważyła. Dziewczyna, która wcześniej niosła wiaderko zaczęła się skradać w kierunku namiotu. -Przeszukajcie ich rzeczy może będzie tam coś wartościowego- miała już w dłoni telefon gdy jeden z dresów gwałtownie wybił go z jej dłoni i brutalnie schwycił. Cała rozgrywająca się sytuacja grała na nim, jak wybitny muzyk na świetnie nastrojonym instrumencie. Jego jądro jestestwa po raz drugi w jego niezwykle długim życiu. Gdy jeden z napastników zaczął zdzierać z młodszej z dziewcząt ubranie, właściwie nie wiedząc dlaczego naraża się na poparzenie, ruszył w stronę sceny dramatu jakim stała się słoneczna leśna polana. Syknął gdy pierwszy promień słońca padł na jego policzek, natychmiast zarzucił na głowę głęboki kaptur. Nie został zauważony ponieważ napastnicy byli zbyt zajęci swoimi ofiarami. Starsza z dziewcząt została popchnięta na ziemię i już się nie podniosła. Przyspieszył kroku i złapał jednego z napastników i gwałtownie odwrócił twarzą do siebie. Dres chciał rzucić zwyczajową wiązkę bluzgów, nie zrobił tego. Trudno było by mu nawet zacharczeć ze zmiażdżonym gardłem. Ułamek sekundy wcześniej zostało schwycone w stalowo zimnie palce zakapturzonej postaci i ściśnięte tak jak zgniata się styropianowy kubeczek. Gdyby ktoś mu szepnął do ucha, jaki los czekał jego dwóch kumpli na pewno by dziękował litościwemu losowi. Jego towarzysze szybko zwrócili na nowo wprowadzonego aktora dramatu.
- Ty gnoju!.- rzucili się na niego z nożami. Napastowana dziewczyna zbliżyła się do starszej koleżanki, uklękła i zbadała jej puls. Następnie ułożyła głowę leżącej dziewczyny na swoich kolanach. Wyższy z napastników próbował wbić mu nóż między żebra, on jednak się uchylił i uderzył pięścią od dołu w żuchwę. Dres uniósł się delikatnie w powietrze i z zadziwiającym łoskotem padł bez przytomności. Drugi, który próbował zajść go z drugiej strony dostał kopniaka w klatkę piersiową i idąc za przykładem swego poprzednika padł na ziemie, z tą różnicą, że próbował przy tym spazmatycznie złapać oddech. Ale bez większego powodzenia. Nie chciał ich jeszcze zabijać, jeszcze nie teraz. Nie spiesznie chwycił obu leżących za kostki i bez wysiłku pociągnął ich w stronę lasu. Mijając przewrócony namiot zauważył długą mocną linkę, pożyczył ją sobie. Jakieś pięćset metrów dalej przywiązał obu pozostałych przy życiu dresów do drzewa. Wrócił jeszcze na polanę i zabrał stamtąd trupa, który dołączył do jeszcze żywych kompanów. Nie zdejmując kaptura po raz drugi wrócił na polanę. Właściwie sam nie wiedział po co. Podszedł do klęczącej dziewczyny tak by ta go widziała od samego skraju polany. Gdy do niej podszedł nawet nie podniosła głowy by mu się przyjrzeć.
- Już nikt wam nie będzie przeszkadzał.- to wszystko żadnych słów pocieszenia. Nic więcej, nic co mogłoby być jakimś punktem dla odbicia się od dna rozpaczy...

Lord_s [ lord_s@o2.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści