N U M E R :
5
maj 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 18 - The Vines...

The Vines - Highly Evolved

Życie zaczyna się od krzyku. Pierwszy krzyk australijskiej grupy The Vines nosi tytuł "Highly Evolved". "I'm feelin' happy, I'm highly evolved", Craig Nicholls napisał, zaśpiewał i uwierzył. Uwierzył na tyle mocno, że jeszcze przed wydaniem tej płyty już chciał nagrywać następną.

Ewolucja jak wiadomo sprowadza się do tego, że kolejne pokolenia dziedziczą najcenniejsze cechy poprzednich, aby zapewnić sobie przetrwanie w jak najdogodniejszych warunkach. Wysoki poziom rozwoju The Vines, który w tytule albumu deklaruje Craig Nicholls - autor wszystkich kompozycji i szef zespołu, bierze się stąd, że przejęli oni cechy kilku najlepszych wykonawców z historii rock and rolla. Niestety powstał przy tym zasadniczy problem. Dziedzictwo widać aż nadto wyraźnie. Doszło do tego, że przekaz płyty został przez nie całkowicie zdominowany, a odbiór zakłócony.

The Vines - Highly Evolved

Pierwsze, co rzuca się w oczy to prześwitujący przez kolejne piosenki grunge. Ten sam Seatlle'owski grunge, którego ziarno około 10 lat temu zasiała w świecie muzyków Nirvana. Teraz wydał plon. The Vines próbują dorównać Nirvanie, ale zupełnie bez skutku. Ich dokonania bardziej kojarzą mi się z kiepskimi post-grunge'owcami, którzy osiągnęli sukces tylko dlatego, że ich lider wcześniej grał (na perkusji) w Nirvanie właśnie. Chyba nie o to jednak chodziło. Porównania do Foo Fighters z całą pewnością nie można uznać za komplement.


Począwszy od 5 utworu do gry wchodzą The Beatles. "Homesick" rozpoczyna się jak beatlesowski klasyk. Przy przesłuchiwaniu większości pozostałych kompozycji skojarzenia nasuwają się samoistnie, przeważnie z The Beatles z mniejszą lub większą domieszką Nirvany, ewentualnie innych wykonawców, np. The Smashing Pumpkins ("Mary Jane").

Werdykt dla The Vines jest brutalny: brak oryginalności. Inspiracje, zapożyczenia i odwołania są owszem dozwolone, ale do pewnej granicy. Wielu artystom uchodzi na sucho pożyczanie, czy wręcz ściąganie od zespołów mało znanych, zapomnianych, jednak inaczej rzeczy się mają gdy w grę wchodzi muzyka, którą wszyscy znają bardzo, bardzo dokładnie.

Surową ocenę "Highly Evolved" zdecydowanie poprawiają posiadane przez płytę niewątpliwe zalety. Należą do nich fenomenalne kontrasty, jak mawiają spece od piłki nożnej - arytmia gry oraz budowanie różnorodnych klimatów i poruszanie wielorakich tematów. Płyta tętni życiem, kawałki krzykliwe ("Get Free") przeplatają się ze spokojnymi ("Autumn Shade"), dzikość ("In The Jungle") z sielanką ("Country Yard"). Do "Highly Evolved" tańczyć mogą i kangury i John Travolta. Eklektyzm, a jednocześnie duża dynamika to najmocniejsze strony albumu. Nie przeważają one jednak wad i stąd ostateczna ocena "Highly Evolved" schodzi pod kreskę.

Dobra płyta powinna wciągnąć i zaczarować słuchacza. Słuchając The Vines, zamiast poddawać się podobnemu oddziaływaniu, trzeba cały czas, jak w letni wieczór od komarów, opędzać się od nasuwających się bezustannie porównań. Płyty da się słuchać, ale pamiętajcie, że ostrzegałem. Mające przewagę liczebną uciążliwe owady przeważnie dopinają swego, więc niech nikt pózniej nie narzeka na swędzenie.

(3/10)

Autor:Nawrotus nawrotus@poczta.fm  

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)