n u m e r :
5
maj 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
strona - 17 - recenzje...

Trzy szybkie recenzje by Michał Chmielewski

No doubt - "Everything in time"

Czteroosobowa grupa ze słodką i wytapetowaną Gwen Stefani na swoim godle nagrała dość fajny album. Ale tylko do czytania książki, sprzątania tudzież innych czynności, jak np. obieranie ziemniaków. To nie jest album, przy którym można położyć się na łóżku, parę swoich ocząt wkleić w sufit, a resztę pozostawić muzyce, jaką w sobie zawiera. Taka muzyka, bez szczególnych wyróżnień, nadaje się do rozmów, na jakąś domówkę - byleby coś grało. Grupę kojarzę z "Don't speak" i "I'm just a girl". Płyta ta nie zawiera ani tego, ani tego, więc przeleciała mi przez głowę bez żadnych wyskoków. Ot, kolejna płyta z fonoteki, którą oddam bez uczucia tęsknoty.

Ocena: 3/6

Nickelback - "All the right reason"

Chad Kroeger został kiedyś okrzyknięty najbrzydszym rockmanem roku (mniejsza o to, którego). Nie żeby mnie to jakoś zadowalało, ale fakt faktem. Chcę jednakże powiedzieć, że ten brzydal (plus trzech jego ziomków) wydało ciekawy, przyjemny, spokojny i mocno sentymentalny album. Chłopaki śpiewają o dawnych czasach, pierwszych miłościach, tęsknocie i takich innych wyższych uczuciach. Wg mnie te 11 kawałków (mało!) pasowałoby do jakiejś amerykańskiej produkcji filmowej o liceum lub colleagu, gdzie kwitną pierwsze, niedojrzałe uczucia międzypłciowe. A takich filmów jest masa. Jedenaście utworów to z lekka za mało. Można by to nadrobić ich długością, ale widać chłopcy nie silili się na ten zabieg. Płyta, z której nie wyławiam ulubionych momentów - po prostu wrzucam do wysłużonej komunijnej wieży Thomsonica i leci. Bo zachwycać się nie bardzo jest czym, ale słucha się przyjemnie. Mimo tego siedem dych, jakie trzeba w to zainwestować, to za dużo.

Ocena: 4/6


Ozzy Osbourne - "Down to earth"

Dla jednych Bóg, dla drugich bardzo barwny artysta sceny rockowej. Dla mnie produkt przemysłowy MTV z kodem kreskowym. Artysta bowiem winien być czymś niedokończonym, tajemniczym, a obecny tutaj Ozz po zamontowaniu w swoim domu kamer przestał istnieć jako artysta. Stał się kolejnym wzorcem do naśladowania przez pokolenie MTV, dochodowym interesem, ozdobą na kubek. No i piosenkarzem o ciekawej nucie wokalnej. Ochów i achów tutaj nie zastałem, utwory są na poziomie, choć mogłyby być szybsze, bardziej dynamiczne. Z całego zestawu najcieplej wspominam "Dreamera" - fajny, prawie pięciominutowy soundtrack do rozmyślań nad lepszym jutrem. Jedenaście kawałków - trochę za mało, co podkreśliłem nieco wyżej. Ale tutaj otrzymujemy pewną rekompensatę: żadna piosenka (poza skitem) nie schodzi poniżej czterech minut.

Ocena: 3/6

autor: Michał Chmielewski eric_wu@wp.pl  

    | poprzednie - spis treści - następne |
grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. wszelkie prawa zastrzeżone!
copyright: layout & gfx: urimourn (urimourn@vp.pl)