N U M E R :
5
maj 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 16 - Hey...

HEY "THEORY AND GENERAL THESES OF THE CONCEPT OF ECHOSYSTEM"

Jeżeli któremuś polskiemu fanowi rocka słowo "Hey" nie nasuwa żadnych skojarzeń, to gówno z niego - nie fan rocka. Bo ten zespół się albo lubi, albo nienawidzi. Jego agresywna gitara, rockowy pazur, spuchnięte od metafor teksty - tego nie można nie znać.

Zespół Hey żyje i ma się dobrze. Dowód tego leży tuż obok mej klawiatury, zowie się "Echosystem", a właściwie "Theory and general theses of the concept of Echosysytem" - tak brzmi tytuł najświeższego produktu piątki elitarnych polskich muzyków. Fani bandu, w tym ja, obawiali się, czy aby nie będzie to taki przypominacz, sygnalizowanie, że pani Kasia i jej pupile dalej funkcjonują. Z ulgą i uprzejmością donoszę - nie zawiodłem się.

Hey

Na samym początku zaznaczę, że płyta jest chyba najdelikatniejszą spośród całego repertuaru Hey. Tutaj charakterystyczny dla tej grupy szpon dźwiękowy został potraktowany pilniczkiem, ostre riffy są tu raczej nieobecne, gdzieś się zapodziały. Źle? Na plus zakwalifikować tego nie sposób, choć nieobecność ta nie szkodzi. Jeszcze przed dostaniem płyty zostałem lojalnie ostrzeżony przed zadziwiającym spokojem i delikatnością tego krążka. A gdy w końcu moja kochana wieża sprzed epoki polowania na Indian ją rozkręciła - rozczarowałem się pozytywnie. Paradoks, wiem. Ale taka prawda. Niby czułem zawód, coś na kształt rozczarowania, wybitnie wymieszanych uczuć, ale słuchało mi się bardzo przyjemnie. Pod koniec każdego kawałka modliłem się do Nie-Wiem-Kogo, aby następny nie był gorszy od tego, żeby nie dał mi pretekstu do prawdziwego rozczarowania. Naprawdę zniesmaczył mnie tylko 12. numer - Nosowską wyręczył jej kolega Paweł Krawczyk. Napisałbym coś o nim, aczkolwiek facet bardzo utrudnił mi to zadanie - wokal został beznadziejnie, całkowicie, stuprocentowo i - to ważne - beznadziejnie przemaglowany przez jakiś edytor dźwięku. Wynik: jeden kawałek do omijania. Osobiście zastąpiłbym to nieszczęście jakimiś multimediami - zdjęcia, strona offline, jakiś teledysk albo cokolwiek innego.


Pudełko jest dość niekonwencjonalne. Ciekawe, fajne w dotyku (i zapachu, serio). Taki pocięty album ze zdjęciami. Widoczny na niej zespół ma pewny bardzo ważny aspekt wizualny i fonetyczny. Nazywa się Nosowska Kasia. Uwielbiam jej drapieżny dźwięk, chrypę. Nie sposób również przemilczeć jej liryczną naturę, jej cechę rozpoznawczą, znak towarowy. Kobieta śpiewa w taki sposób, aby słuchacz przypadkiem nie załapał, o co jej właściwie chodzi. Głębia tekstu, jego przekaz - czysta poezja. I oczywiście jej zewnętrzna budowa. Słodycz. Żaden facet o zdrowych zmysłach nie wypchnąłby jej spod kołdry...

Dobry, naprawdę miły dla ucha album. Całość utrzymana jest w dość spokojnej tonacji, a nie klimatycznych "Have a nice day", "Between", czy chociaż drapieżnej ballady "List", ale nie uznaję tego za minus. Na plus także nie. Po prostu spodziewałem się czego innego.

Ocena: 8/10

1. To tu
2. Luli lali 3. Leżę tu, leżeć chcę
4. Byłabym
5. W imieniu dam
6. A ty?
7. Mimo wszystko
8. Całą noc
9. SOS
10. Mówię
11. Ty, ty, ty
12. Na wieczność
13. Nie wierzę (Jackowi Cz.)


Autor:Michał Chmielewski eric_wu@wp.pl 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)