| |||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
Strona - 10 - Beenia Man...
Beenia ManKontrowersyjny facet, który jednego dnia chce nowej Jamajki z zabitymi gejami, a następnego daje milion dolarów nagrody za znalezienie zabójcy kolegi. Jednocześnie gość, którego każda nowa płyta staje się kopalnią przebojów.Nieomal skręciło mnie ze śmiechu, kiedy wrzuciłem jego pseudonim do internetowej wyszukiwarki. Beenie Man pojawił się tuż zaraz obok... Beethovena w melodyjkach do telefonów. Nie tylko to świadczy o popularności tego artysty nawet w Polsce. Na naszych stronach internetowych jest spory wybór jego tekstów, mówią o nim w hip-hopowych audycjach. Podejrzewam, że nawet krajowym radiowych molochom zdarza się zagrać jakiś jego kawałek. I, omijając pewne cechy jego charakteru, o których później, z muzycznych powodów, jest to popularność uzasadniona. Choć obecnie na parkietach triumfy świecą nawijacze tacy jak Sean Paul, czy boysband T.O.K., to jednak Beenie Manowi muzyka dancehall zawdzięcza prawdziwy sukces. Pod koniec lat 90. wiele stacji radiowych na świecie zaczęło gorączkowo dopytywać się o utwór "Who Am I". Był to pierwszy dancehallowy utwór w historii, który znalazł się na czele listy Billboardu. DJ w pieluchach Jest żywym przykładem tezy, że na Jamajce muzycy rodzą się w kołysce. Pierwszy kontakt z muzyką Anthony Moses Davis, bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, jako DJ miał w wieku... 5 lat. Jako ośmiolatek wygrał już konkurs nastoletnich talentów. Wtedy też ukazał się jego pierwszy singiel ?Too Fancy". Można on nim zatem powiedzieć, że Beenie Man (z jamajskiego języka patois - mały, niski) to taka jamajska Natalka Kukulska. Z tym, że on muzycznie usytuowanych rodziców nie miał. Na 10 urodziny sprawił sobie płytę ?The Invincible Beenie Man, The 10 Years Old DJ Wonder". Oczywiście, najwięcej pracy w krążek włożył jego producent - Bunny Lee. Ale chłopak zaistniał. Następne lata były okresem współpracy z sound systemami i okazjonalnym nagrywaniem. Ta praca zaowocowała. W wieku 22 lat nagrał przeróbkę Boba Marleya ?No Mama, No Cry" będącą wyrazem sprzeciwu wobec przemocy na ulicach Kingston. Utwór stał się jego pierwszym numerem 1 na jamajskich listach przebojów. Dodajmy, że pierwszym z kilkudziesięciu. Zaczęli się nim interesować inni znani producenci - Sly & Robbie, Black Scorpio czy Dave Kelly. Właśnie z tym ostatnim w 1995 r. nagrał przeboje ?Slam" i ?Wicked Ride". To był pomrok przed burzą. Dwa lata później duet Beenie Mana z Chevelle Franklin ?Dancehall Queen" podbił listy przebojów Wielkiej Brytanii. Sześć miesięcy później wielki triumf już na całym świecie zaczął święcić jego największy hit ?Who Am I". Dalej poszło już z górki i nikt specjalnie nie zdziwił się, że album ?Art & Life" zdobył nagrodę Grammy za najlepszą płytę reggae w 2000 roku. Gospodarstwo rolne Śpiewanie Beenie Mana jest charakterystyczne. Wokal ma gardłowy i lekko histeryczny, przerywany śmiechami, kwikami, a czasem nawet można odnieść wrażenie, że Pan Maluśkiewicz ma wiele wspólnego z rechotem żaby w stawie lub kozą albo wroną. Ma jednak równocześnie dość wysoką skalę głosu, choć z niej rzadko korzysta. No chyba, że kwiczy. Śpiewając gardłowo, pomrukując i pokrzykując w czasie piosenek jest jednak bardzo rozpoznawalny. - "Zwiedziłem cały świat, nauczyłem się robić interesy i dojrzałem, a dancehall był dla mnie windą w tych latach. Kiedy teraz patrzę na siebie, to wiem, że robię dla dancehallu tyle, co Bob Marley robił dla roots reggae" - mówi o sobie nieskromnie artysta. No ale ma ku temu trochę powodów. Bo oprócz tego, że robi bardzo melodyjne piosenki, które stały się dla wielu innych muzyków dancehall drzwiami na świat, to jeszcze potrafi je czysto zaśpiewać. Muzycznie niemal kompletny. Jako człowiek... są wątpliwości.
|
Miliony na nagrodę Wydaje się bowiem, że cechami charakteru nie odbiega za bardzo od wielu innych artystów rodem z Jamajki. Zdarzyło mu się popełniać te same grzechy, co wielu innych wokalistów dancehall. Są pieniążki, jest zabawa - tak pewnie pomyślał po swoich sukcesach i zaczął szaleć. Skończyło się nieomal tragicznie. Miał poważny wypadek samochodowy. Złamany nos, skręcony nadgarstek oraz uszkodzone cztery żebra to jednak i tak pestka w porównaniu z tym, jak wyglądał jego super samochód. Może wtedy przyszło opamiętanie? Trudno ocenić, ale jakiś czas później znów zadziwił świat. Tym razem pozytywnie. W styczniu tego roku zastrzelony został jego kumpel - Gerald ?Bogle" Levy. Strzelaniny i broń niemal zawsze towarzyszyły artystom dancehallowym, ale ta wstrząsnęła wieloma. Bo Levy wymyślił nie tylko pierwsze kroki dancehallowe, ale też był ojcem sukcesu Beenie Mana i Elephant Mana. Ten pierwszy dał milion dolarów za schwytanie mordercy. Później nagroda miała wzrastać po każdych trzech tygodniach będzie o jeden milion dolarów. Media nie informowały o dalszych losach śledztwa, więc pewnie miliony pozostały w kieszeni wokalisty. Ale gest poszedł w świat. Srogie konsekwencje Jego pseudonim jest znany głównie wśród fanów dancehall i reggae, ale często też widnieje na stronach homoseksualistów. Z niezbyt miłych powodów. Beenie Man śpiewał o tym, że ?marzy mu się nowa Jamajka, chodź dokonać wyroku na wszystkich gejach" oraz "cioty muszą zostać zabite". Prężne środowisko gejowskie szybko wychwyciło te złowrogie manifesty i wspólnie z innymi wokalistami został on napiętnowany. Tu akurat nie był odosobniony, bo nie był jedynym celem ataków grup skupiających gejów. Dostawało się również innym artystom dancehall. Problemy mieli Elephant Man, Vybz Kartel czy Buju Banton. Tyle że inni nie ponosili tak srogich artystycznych i medialnych konsekwencji takich tekstów. - "Teksty Beenie Mana są pełne agresji, skierowanej szczególnie przeciwko czarnym gejom. Gdyby jakiś biały piosenkarz śpiewał teksty, wzywające do zbrodni na czarnych, nie otrzymałby ani jednego zaproszenia na koncert, nie grałaby go żadna radiostacja i nie nagrałby żadnej płyty. To skandal" - oceniał brytyjski działacz gejowski Peter Tatchell. W związku z problematycznymi tekstami i nagłośnieniem tego niemal od razu wycofał się sponsor jego amerykańskich koncertów, co doprowadziło do odwołania występów. Z kolei MTV zdjęła niemal w ostatniej chwili Beeniego z występu na gali MTV Video Music Awards, która miała odbyć się na Florydzie. Powód - organizacje gejowskie zapowiedziały protest w odpowiedzi na antygejowski utwór. - Nie chcemy, aby cokolwiek przyćmiło ten wspaniały weekend - powiedziała rzecznik prasowy MTV Marnie Black. Ubiegły rok był zresztą ciężki dla niego, bo także w Europie odwołano kilka jego koncertów. Powody były te same. Wątpliwe, by zadecydowały o tym względy moralne, ale Beenie zdecydował się przeprosić. - "Moje teksty są bardzo osobiste. Nie piszę ich z intencją zranienia kogoś i składam szczere przeprosiny tym, którzy poczuli się urażeni moimi piosenkami" - wygłosił te słowa krótko po nasileniu się afery wokół swojej osoby. Dancehallowe faworytki
I na razie rzeczywiście jego osoba nie wywołuje wielkiego fermentu. Może zadecydowały o tym naciski wytwórni (przeprosiny wygłosił w
siedzibie macierzystej wytwórni Virgin) i sponsorów, a może sam artysta doszedł do jakichś konstruktywnych przemyśleń. W każdym razie, ostatnim jego wyczynem jest, na szczęście, znów muzyka.Wiosną tego roku wypuścił na rynek swoich najlepszych kompozycji wzbogacony o płytę DVD. Płyta nazywa się dość szumnie ?Kingston to King of the Dancehall: A Collection of Dancehall Favorites", ale takiemu artyście pewną buńczuczność wybaczyć można. Znajdują się na niej największe przeboje: ?Bossman" - Featuring Lady Saw & Sean Paul, ?Bookshelf", czy ?Girls Dem Sugar" - Featuring Mya, a otwiera go oczywiście ?Who Am I ". Jest też osiem teledysków. Czy od czasu dwupłytowego krążka ?Best Of Beenie Man" takiej gratki dla fanów nie było.
Autor:@nia | ||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||