|
Ingerencja w książkowe
życie me
HODLUM
Książki. Przyznam się, iż nigdy mnie nie ciągnęło do ich czytania. Pierwszy
tytuł, który przeczytałem sam od deski do deski to „Robinson Cruzoe”. Pamiętam
to dokładnie, bo było to w IV klasie podstawówki. Ha czytałem to około
miesiąca... Ale później na szczęście było już coraz lepiej. Zacząłem czytać te
starótkie książeczki dziadka z tygrysem. Po obaleniu tych tomów a było ich około
dwudziestu wziąłem się za Dywizjon 303. Ach, co to była za książka. Taka dziwna.
Dopiero po jakimś, dłuższym, czasie dowiedziałem się, że to takie coś w rodzaju
raportu. Ale nic to, gromkość opisów z 303-ki tylko wzmogła we mnie chęć
studiowania tego typu książek. Na moje nieszczęście okazało się iż ojciec ma
całą szafę książek poświęconych narkotykom (Żeby nie było że ćpa! On w MONARZE
pracuje.) i jak można się domyślić zacząłem je studiować. Książa po książce.
Kartka po kartce. Ale się ciekawych rzeczy dowiedziałem. Wiedzieliście że np.
konopia indyjska (Potocznie Marycha, lub trawka.) około 5000 lat temu służyła do
kontaktowania się z bogiem? Albo że trzynasto latka potrafiła „oddać się” do 10
razy dziennie aby mieć kasę na narkotyk? I moja ulubiona historia. Pierwszy
ośrodek „MONAR” powstał w Głoskowie w 78 roku i w pierwszy dzień wysadziło im
szambo ponieważ ówczesna młodzież nie miała zamiaru korzystać z papieru
toaletowego tylko wolała korzystać z gazet (SIC!!! Wyobrażacie sobie coś takiego
TERAZ?).
Zresztą możecie poczytać te rzeczy w książce pt. „Sprzedałem się ludziom”, albo
„To Ty Ich zaraziłeś” obie autorstwa (Świętej Pamięci) Marka Kotańskiego. W
ogóle do tego Pana miałem bardzo dziwny stosunek. Widziałem go dwa razy w życiu
i jak dowiedziałem się, że umarł... Oczy zaszły mi łzami. Rozpłakałem się. Ale
jedźmy dalej. Później przyszedł okres że czytałem takie króciutkie nowele,
opowiadania i ta tendencja utrzymywała się około roku. |
|
Następny okres to czasy dzisiejsze. Przekonałem się do serii Harrego Pottera,
którą przeczytałem w... półtora miesiąca. Nie było jeszcze wtedy czegoś takiego
jak „Książe Półkrwi”. Te udogodnienia weszły na rynek stosunkowo niedawno. Aaaa
zapomniałem o najważniejszym. W styczniu 2005 roku zakupiłem pierwszy numer CD-a
(Może nie pierwszy, ale od tego numeru [109] zacząłem czytać tę „gazetę :) co
miecha). No i co dalej? Po kolei. „Opowieść Wigilijna”, „Turbo Pascal”:),
„Pamiętnik Narkomanki”, jeszcze raz „Robinson Cruzoe”, „Kamizelka”, „Świątynia
Złych Żywiołów”, „Cienista Dolina”, oraz ostatni wynalazek „Sadzawka Blasku”.
Najciekawszym tytułem z pewnością została „Świątynia(..)” Która nadzwyczajnie mi
się spodobała (No i debiut w AMK:>). Ale poza tym każdy numer Action Maga
czytam, AM Książek, No i CD-actiona. Teraz odpowiem na bardzo trafione pytanie
postawione przez kogoś z naszego forum (www.amksiazki.fora.pl). Jak by wyglądało
twoje życie bez książek? Odpowiedź jest krótka i jednoznaczna, a brzmi... Do
dupy. Dzięki książkom poznałem całą ekipę AMK, mam dobre stosunki z
bibliotekarką i wystawiła mi zachowanie Bardzo Dobre za to że dałem parę moich
duplikatów. Ale nic to. Moje życie zmieniło się nie do poznania. Zamiast
godzinami pogrywać w pirackiego DOOMA, Half Life, piszę do AM. I wiecie co?
Bardzo mi to odpowiada. Jestem bardzo dziwny pod względem patrzenia na świat
ponieważ zawsze staram się poznać jak najwięcej, nieważne, jakim kosztem. Może
dlatego ludzie nie rozumieją mnie zbyt dobrze. Śmieją się ze mnie bo ni mam
Internetu, bo nie gram z nimi w GTA2 przez sieć, bo zamiast grać na kompie wolę
zasiąść i poczytać AM. Mam nadzieje że to naczelny przepuści i da mu nauczkę
(Pulpit na szkolnych kompach byłby dobrym odstraszaczem.). I to wszystko. Mam
nadzieje że jeśli ktoś tu doszedł nie umarł z nudów.
|