|
Brian Lumley - Dom pełen drzwi
Shakal
Po przeczytaniu dwóch pierwszych części Nekroskopa
(recenzję drugiej części ujrzycie w tym, lub w kolejnym numerze AM Książek),
naszła mnie ochota, aby - prócz wymienionej w poprzednim numerze recenzji
książki - przeczytać inne dzieło Briana Lumley'a. Padło na książkę, której
recenzję właśnie czytacie. Jak się ona przedstawia? Zapraszam do lektury.
Książkę tą kupiłem poprzez serwis Allegro. Korzyść była tym większa, iż książka
sama w sobie była dobrej jakości. Nie przeszkadzały nawet lekko żółte kartki, a
nawet dodawały jej uroku starości, co mi się bardzo podoba.
Sama książka jest dość interesującym sensacyjno thillerowskim kryminałem, gdyż
tak ją można opisać. Pod względem fabuły, powieść Lumley'a przedstawia się
następująco.
Na szczycie Ben Lawers - dosłownie znikąd - pojawia się zamek. Tego "odkrycia"
dokonał Hamish Grieve, były gajowy, obecnie emeryt. Najdziwniejsze w tym
odkryciu było to, że zamek nie miał ani okien, ani drzwi. Gdy dostał się na
szczyt wzgórza, zauważył, że zamek nie tylko nie posiada drzwi i okien, ale sam
jest - tak jaby - półniewidzialny. Owce, pasące się na szczycie góry spokojnie
przechodziły przez zamek, który wydawał się jakby hologramem. Jednak do czasu,
gdyż Hamish próbując dotknąć zamku poczuł jakby go poraził prąd. W tym momencie
zamek zaczął się materializować. Owca, która wcześniej przechodziła przez
zamkowy "hologram" została.. przecięta na pół. Na dodatek, pies Hamisha - Barney
- który był razem z nim... zniknął.
Jednak to tylko początek fabuły. Główną jej osią jest grupa postaci, która
badając okoliczności pojawienia się zamku, została przez niego wciągnięta.
Dopiero wtedy zaczyna się przygoda, pełna śmierci i zmagania się z własnymi
lękami. Spytacie zapewne, dlaczego tytuł jest "Dom pełen drzwi"? W końcu tam
tych drzwi nie ma, więc jak bohaterowie zostali wciągnięci? Przyjemność z
odkrycia pozostawiam Wam, Czytelnicy. Książka ogólnie mówiąc jest bardzo
zagadkowa, tajemnicza na swój sposób. Przynajmniej sam tak to odczuwałem,
czytając co chwila kolejny rozdział.
Czy mogę się doczepić do tłumaczenia? Nie. Phantom Press wywiązało się z tego
wręcz znakomicie. Żadnych literówek, żadnych błędów, zjedzonych literek. Ogólnie
mówiąc, jest super. Szkoda tylko, że książka jest krótka, tylko 250 stron.
Powiecie, że to i tak pewnie sporo, ale nie dla mnie. Jednak z drugiej strony,
może to i dobrze, że nie jest to - powiedzmy - 500-stronicowe "coś" ociekające
tylko od czasu do czasu dość ciekawą akcją.
|
|
|
|
| The House of Doors |
|
|
sensacja, thiller, kryminał |
|
| |
|
|
 |
|
|
Co powiedzieć o samej oprawie wizualnej książki? Jak zapewne widzicie po
okładce, nie jest ona co prawda "wypaśna", lecz swój klimat ma. Szczególnie
podoba mi się podpis "Tę książkę kupujecie na własne ryzyko". Zastanawia mnie
czy to chwyt marketingowy, czy po prostu wydawnictwo chce nas ostrzec przed
"wciągnięciem" nas w lekturę, tak jak tytułowy zamek wciąga bohaterów ;-)
"Dom pełen drzwi - spokojny, z niezliczoną ilością wejść. Otwórz jedno z
nich, a wkroczysz w krainę, której nie da się porównać z żadnym koszmarem. Ogień
piekielny, wieczne przekleństwo, śmierć".
Czy jest ktoś z czytelników, który otworzy drzwi do tej lektury i zostanie przez
nią wchłonięty?
|
|