Terry Pratchett - Ostatni kontynent
Gadio
Na początek tytułem wyjaśnienia. "Ostatni kontynent" dzieje się po "Ciekawych
czasach", a przed "Ostatnim bohaterem". W Polsce "Ostatni bohater" był wydany
wcześniej niż "Ostatni kontynent'. Z niewiadomych powodów. Prawdopodobnie winne
są kwanty, ale w końcu nie ma problemu, lepiej późno niż wcale.
Jak wiadomo Rincewind, po pobycie na Kontynencie Przeciwwagi trafił na kontynent
Iksiksiksiks (Czteriksy). Stało się to w wyniku błędu jednej z mrówek, którym
napędzany był HEX. Miał wylądować na Niewidocznym Uniwersytecie, ale stało się
inaczej. Nikt się tym specjalnie na początku nie przejmował, bo jednak był tylko
magiem rynsztokowym. Okazuje się, kontynent Czteriksy nie powstał razem z całym
Dyskiem. To znaczy nie powstał, ale kiedy już był, to był od zawsze. Trudno to
wytłumaczyć, ale tam czas ulega kompletnemu zakrzywieniu, ponieważ ten kontynent
nadal jest w trakcie konstrukcji. Poza tym został stworzony przez innego
Stwórcę. Jako dobudówka. Przybycie Rincewinda zachwiało proces tworzenia
kontynentu. I teraz Rincewind jest jedynym, który może go uratować przed
bezwzględną suszą. Musi tylko sprowadzić legendarne zjawisko - deszcz. I przy
okazji zostać największy bohaterem ostatniego kontynentu. Co oznacza m. in.
strzyżenie owiec na dopalaczu oraz picie dużej ilości piwa, które smakuje jak
siki. A także widowiskową ucieczkę z więzienia, a której by można napisać pieśń.
Oprócz tego Rincewind musi zostać odszukany przez magów z Niewidocznego
Uniwersytetu. Dlaczegóż tak nagle odczuli potrzebę odszukania go? Bibliotekarz
jest bardzo chory. Jego pole morficzne uległo całkowitemu zachwianiu i teraz
przyjmuje on różne niezwykłe kształty. Między innymi mahoniowego stołu lun
książki "Historia Uuk" (o bardzo monotonnej fabule). Biblioteka nie może
funkcjonować, bez Bibliotekarza. Tylko on wie jak tu wszystko działa. Najwyżsi
magowie orzekają, że jedynym lekarstwem jest zamiana z powrotem w człowieka.
Jednak do tego potrzebne jest jego imię. Niestety, nikt nie jest w stanie
powiedzieć jak on się ludzkiej postaci nazywał. Jego znajomi z czasów studiów
już pożegnali się z tym światem. W księgach pamiątkowych i archiwach
Uniwersytetu, zaś, pewne konkretne stronice zostały wyrwane, pozostawiając tylko
lekki aromat bananów. Jedynym, który może znać imię Bibliotekarza jest Rincewind,
jego były asystent i dostarczyciel bananów. Niestety, jak wspomniałem, Rincewind
jest na Czterechiksach. Głowni magowie szukając Profesora Nadzwyczajnego
Okrutnej i Niezwykłej Geografii trafiają na czarną dziurę, która prowadzi na
Mono Wyspę, siedzibę boga ewolucji... Magowie postanawiają sobie zrobić wakacje,
zresztą plaża dobrze zrobi Bibliotekarzowi. Niestety pani Withlow, przez
przypadek, usuwa zabezpieczenie, które hamuje zamknięcie się czarnej dziury.
Magowie zostają odcięci od świata, we właściwie nie znanym sobie miejscu i
czasie. W tym czasie Rincewind zawiera znajomość z mówiącym kangurem, który każe
się nazywać Skoczkiem. Wyjaśnia mu on szczegóły jego misji. Dalej fabuła szybko
idzie do przodu. Główny bohater spotyka krasnoluda Mada, barmana Krokodyla Dongo
(ewidentne nawiązanie do filmu "Mad Max"). Ujeżdża dziwacznego konia Śnieżka,
oraz staje się owcokradem. Spotyka również lokalny klon G.S.P. Dibblera. Po
pewnym czasie dołącza do niego Bagaż. Tu nazywany również Kuferką...
|
|
|
|
| The Last Continent |
|
| fantasy |
|
| brak |
|
|
 |
|
|
Mimo pomysłowej fabuły Ostatni kontynent jakoś nie chwycił mnie za serce tak jak
inne książki z cyklu o Świecie Dysku. Nie twierdzę, że jest to książka zła.
Pratchett już nie raz udowodnił, że nie jest w stanie napisać złej książki. W
mojej opinii jednak sprawdza się bardziej jako parodia Australii, niż jako
dyskowa książka. Nawiązań zaś jest tu mnóstwo. Od surfingu, aż po nieoficjalny
hymn Australijski, Waltzing Matilda. Wszystko to sprawia, że książkę warto
przeczytać. Jeszcze słówko może o tłumaczeniu. Jak każde firmowane nazwiskiem
Piotra W. Cholewy stoi na najwyższym możliwym poziomie. Udało mu się nawet
wpleść w tłumaczenie nawiązania do obecnej polskiej sytuacji politycznej. A nie
było to raczej zamiarem PTerrego, przynajmniej jeśli chodzi o polską politykę.
Według pewnej osoby Dibbler w OK, mówi słowami pewnej australijskiej polityczki.
Ja tego nie potwierdzę, bo nie znam australijskiej polityki.
Kończąc powiem, że każdy kto jeszcze się nie zapoznał się z twórczością Terrego
Pratchetta, powinien to zrobić. Może niekoniecznie zacząć od tej książki, bo
stanowi ona już pewną z kolei, ale powinien przynajmniej spróbować.
Recenzja pochodzi ze strony:
http://www.worldofdiscworld.go.pl
|