Maj 2006      


|:  RECENZJA  :|


Terry Pratchett
- Ostatni kontynent

Gadio

Na początek tytułem wyjaśnienia. "Ostatni kontynent" dzieje się po "Ciekawych czasach", a przed "Ostatnim bohaterem". W Polsce "Ostatni bohater" był wydany wcześniej niż "Ostatni kontynent'. Z niewiadomych powodów. Prawdopodobnie winne są kwanty, ale w końcu nie ma problemu, lepiej późno niż wcale.

Jak wiadomo Rincewind, po pobycie na Kontynencie Przeciwwagi trafił na kontynent Iksiksiksiks (Czteriksy). Stało się to w wyniku błędu jednej z mrówek, którym napędzany był HEX. Miał wylądować na Niewidocznym Uniwersytecie, ale stało się inaczej. Nikt się tym specjalnie na początku nie przejmował, bo jednak był tylko magiem rynsztokowym. Okazuje się, kontynent Czteriksy nie powstał razem z całym Dyskiem. To znaczy nie powstał, ale kiedy już był, to był od zawsze. Trudno to wytłumaczyć, ale tam czas ulega kompletnemu zakrzywieniu, ponieważ ten kontynent nadal jest w trakcie konstrukcji. Poza tym został stworzony przez innego Stwórcę. Jako dobudówka. Przybycie Rincewinda zachwiało proces tworzenia kontynentu. I teraz Rincewind jest jedynym, który może go uratować przed bezwzględną suszą. Musi tylko sprowadzić legendarne zjawisko - deszcz. I przy okazji zostać największy bohaterem ostatniego kontynentu. Co oznacza m. in. strzyżenie owiec na dopalaczu oraz picie dużej ilości piwa, które smakuje jak siki. A także widowiskową ucieczkę z więzienia, a której by można napisać pieśń. Oprócz tego Rincewind musi zostać odszukany przez magów z Niewidocznego Uniwersytetu. Dlaczegóż tak nagle odczuli potrzebę odszukania go? Bibliotekarz jest bardzo chory. Jego pole morficzne uległo całkowitemu zachwianiu i teraz przyjmuje on różne niezwykłe kształty. Między innymi mahoniowego stołu lun książki "Historia Uuk" (o bardzo monotonnej fabule). Biblioteka nie może funkcjonować, bez Bibliotekarza. Tylko on wie jak tu wszystko działa. Najwyżsi magowie orzekają, że jedynym lekarstwem jest zamiana z powrotem w człowieka. Jednak do tego potrzebne jest jego imię. Niestety, nikt nie jest w stanie powiedzieć jak on się ludzkiej postaci nazywał. Jego znajomi z czasów studiów już pożegnali się z tym światem. W księgach pamiątkowych i archiwach Uniwersytetu, zaś, pewne konkretne stronice zostały wyrwane, pozostawiając tylko lekki aromat bananów. Jedynym, który może znać imię Bibliotekarza jest Rincewind, jego były asystent i dostarczyciel bananów. Niestety, jak wspomniałem, Rincewind jest na Czterechiksach. Głowni magowie szukając Profesora Nadzwyczajnego Okrutnej i Niezwykłej Geografii trafiają na czarną dziurę, która prowadzi na Mono Wyspę, siedzibę boga ewolucji... Magowie postanawiają sobie zrobić wakacje, zresztą plaża dobrze zrobi Bibliotekarzowi. Niestety pani Withlow, przez przypadek, usuwa zabezpieczenie, które hamuje zamknięcie się czarnej dziury. Magowie zostają odcięci od świata, we właściwie nie znanym sobie miejscu i czasie. W tym czasie Rincewind zawiera znajomość z mówiącym kangurem, który każe się nazywać Skoczkiem. Wyjaśnia mu on szczegóły jego misji. Dalej fabuła szybko idzie do przodu. Główny bohater spotyka krasnoluda Mada, barmana Krokodyla Dongo (ewidentne nawiązanie do filmu "Mad Max"). Ujeżdża dziwacznego konia Śnieżka, oraz staje się owcokradem. Spotyka również lokalny klon G.S.P. Dibblera. Po pewnym czasie dołącza do niego Bagaż. Tu nazywany również Kuferką...

  The Last Continent
  fantasy
  brak

 

Mimo pomysłowej fabuły Ostatni kontynent jakoś nie chwycił mnie za serce tak jak inne książki z cyklu o Świecie Dysku. Nie twierdzę, że jest to książka zła. Pratchett już nie raz udowodnił, że nie jest w stanie napisać złej książki. W mojej opinii jednak sprawdza się bardziej jako parodia Australii, niż jako dyskowa książka. Nawiązań zaś jest tu mnóstwo. Od surfingu, aż po nieoficjalny hymn Australijski, Waltzing Matilda. Wszystko to sprawia, że książkę warto przeczytać. Jeszcze słówko może o tłumaczeniu. Jak każde firmowane nazwiskiem Piotra W. Cholewy stoi na najwyższym możliwym poziomie. Udało mu się nawet wpleść w tłumaczenie nawiązania do obecnej polskiej sytuacji politycznej. A nie było to raczej zamiarem PTerrego, przynajmniej jeśli chodzi o polską politykę. Według pewnej osoby Dibbler w OK, mówi słowami pewnej australijskiej polityczki. Ja tego nie potwierdzę, bo nie znam australijskiej polityki.

Kończąc powiem, że każdy kto jeszcze się nie zapoznał się z twórczością Terrego Pratchetta, powinien to zrobić. Może niekoniecznie zacząć od tej książki, bo stanowi ona już pewną z kolei, ale powinien przynajmniej spróbować.

Recenzja pochodzi ze strony:
 http://www.worldofdiscworld.go.pl
 

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!