Maj 2006      


|:  RECENZJA  :|

Stephen King  - Regulatorzy
Bezimienny Grzegorz

Richard Bachman (znany szerzej jako Stephen King) książką „Regulatorzy” udowadnia, że nie lubi swoich sąsiadów, ale z drugiej strony kto z nas ich lubi? Okupują zawsze ubikację (jeśli jest wspólna oczywiście) niczym Andrzej L. sejmową mównicę, w blokach urządzają przemeblowanie w środku nocy, a do domów jednorodzinnych zaglądają przez okna jakby zależał od tego co najmniej sens ich istnienia. Muszą wiedzieć wszystko, a kolaborując z moherową koalicją prawię im się to udaje. Przed sąsiadami nie ma ucieczki, jesteśmy na nich skazani jak PiS na koalicję z Samoobroną i LPR. Można narzekać, przeklinać ich, kpić, albo jak Stephen King wyładować frustrację z pomocą słowa pisanego i napisać powieść, w której trup sąsiedzki ściele się gęsto.

Opowiadają „Regulatorzy” o mieszkańcach ulicy Topolowej w mieście Wentworth, których terroryzują postacie z serialu dla dzieci „MotoGliny 2200”. Od czasu do czasu przejeżdżają w kolorowych furgonach wzdłuż Topolowej i jedyne co ze sobą przynoszą to śmierć i zniszczenie. Z czasem grupka ocalałych sąsiadów odkrywa, że otaczająca ich rzeczywistość zmienia się w fikcyjny świat z telewizora widziany oczyma dziecka. Postanawiają walczyć, lecz każdy tylko o własne życie...

Fabułę poznajemy na dwóch płaszczyznach. Jedna – teraźniejsza – opowiada historię chęci przetrwania grupki mieszkańców ulicy Topolowej; druga – przeszła, z pomocą różnych pamiętników i listów – ujawnia czytelnikowi kto stoi za przeniesieniem w realny świat bohaterów dziecięcego serialu.

Być może warstwa fabularna za tym nie przemawia, ale „Regulatorzy” to najkrwawsza z powieści Kinga, pełna jest przemocy i makabrycznych opisów, które w przeciwieństwie do książek choćby konkurencyjnego Mastertona, mają swoje uzasadnienie. Brutalizm nie przeszkadza jednak w czerpaniu przyjemności z czytania. Pisarz bowiem jak na uznanego rzemieślnika przystało czaruje prostymi, przemawiającymi do wyobraźni słowami wyśmienicie kreując psychologiczny obraz bohaterów oraz surrealistyczny świat. Akcja trzyma w napięciu niczym biegunka i mknie do przodu jak narciarz ze szczytu Mount Everest ani na moment nie zwalniając morderczego tępa.

  The Regulators
  horror
  brak

 


Oczywiście „Regulatorzy” to nie ponadczasowy fenomen literatury, krytycy przyczepią się do braku jakiejś głębszej myśli będącej motorem napędowym dzieła, malkontenci wypomną „głupkowatą” wręcz fabułę. Nie można jednak odebrać tej książce jednego – przyjemności płynącej z czytania. Bo po cóż brać się za coś, czego kartkowanie idzie nam opornie; za coś, czego sama nazwa przyprawia nas o myśli samobójcze? Jedne książki trzeba rozumieć, inne interpretować, a jeszcze inne po prostu czytać. „Regulatorzy” należą do tej ostatniej grupy.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!