Maj 2006      


|:  RECENZJA  :|

Wiktor Hugo  - Gavroche
miekki

 Książkę tę przeczytałem ot tak, z blaku laku. Po prostu, w momencie, gdy miałem czytać Zbrodnię i Karę czy innego Kubusia Fatalistę, zachciało mi się sięgnąć po coś z półki, na której stoją setki książek, z których większości niestety nie przeczytałem. Bo trzeba myśleć perspektywicznie. Wiecie, zapraszamy dziewczynę do pokoju i co oczywiste - chcemy nieco przyszpanować półką aż załamującą się pod naporem książek. Naturalną sytuacją podczas takiego spotkania jest urocze pytanie "wszystkie przeczytałeś?". Heh.. dlatego właśnie od czasu do czasu trzeba sięgać po pozycje z własnej półki.

Jak wiadomo wszem i wobec, najpopularniejszą dzisiaj książką Wiktora Hugo są bezwątpnienia Nędznicy i właśnie od tej pozycji należałoby zaczynać przygodę z francuskim mistrzem. Tak też miałem zamiar. Niestety. Nie dość, że miałem zniszczoną książkę, z dużymi brakami stron, to jeszcze okazało się, że posiadam wyłącznie drugi tom, a od drugiego tomu czytać Nędzników jest oczywiście niezmiernie trudno. Przeleciałem więc wzrokiem po regale i dojrzałem dosyć cienką książkę z wyraźnym napisem Wiktor Hugo - Gavroche. To się nazywa mieć szczęście. ;)

Już na początku tłumacz informuje nas, że jeśli nawet nie mogliśmy znaleźć tomu pierwszego Nędzników, to i tak mamy szczęście - Gavroche jest bowiem killunastoletnim chłopcem, jednym z bohaterów słynnej powieści, który nie ma domu, rodziny, żyje na ulicy i ma wyjątkowo mocny charakter i niebywały spryt. Książka przenosi nas w wir wydarzeń walczącego Paryża z roku 1832. W momencie rewolucji, młody Gavroche poświęca swoje młode życie dla obrony ideałów wolnościowych. Najważniejszą sceną książki jest właśnie moment walki z wojskiem, podczas którego Hugo z właściwą sobie wyniosłością, ale także prostotą języka, ukazuje walczący lud stolicy. Jeden moment szczególnie utkwił mi w pamięci w tych kilku rozdziałach Nędzników. Otóż po lekturze Marzycieli, których miałem okazje także zrecenzować, ciągle miałem przed oczami ostatni fragment książki, gdzie jeden z głównych bohaterów chwyta podnosi sztandar z ziemi i krzyczy rewolucyjne hasło. Identyczną scenę przeczytałem w dziele Hugo. Gdybym wcześniej sięgną po Nędzników lub chociaż po Gavroche bez trudu odczytałbym prawdziwy sens Marzycieli, a tak całego przesłania nie udało mi się wyłowić. ;) Ech, jak to życie potrafi czasami zaskakiwać... ;) Niemniej jeśli miałbym ocenić książkę, to jest to jakby wersja demo twórczości Hugo. Jeśli po przeczytaniu książki pełnej akcji styl pisarza nam odpowiada, to nie pozostaje nic innego niż zabrać się za Nędzników czy Pracowników morza. Bo tak naprawdę sensacyjne wydarzenia, na których opiera się Gavroche są tylko tłem dla sytuacji ludu francuskiego przedstawionej w innych pozycjach autora. Właśnie opisane przez Hugo niedole zwykłych ludzi pokazują, dlaczego był tak kochany przez cały lud francuski.

  Gavroche
  klasyka obca
  brak

 

Jeśli miałbym ocenić samego Gavroche to jest to książka dobra, która jak wspomniałem wcześniej, jest tylko przedsmakiem geniuszu autora widocznego np. w całych Nędznikach. Niemniej czyta się ją jedym tchem, trzyma w napięciu, napisana jest w charakterystycznym dla francuskich pisarzy tamtego okresu stylu, czyli świetnie przedstawia sytuację społeczeństwa i oddaje cały klimat tamtej epoki. Poza tym książka napisana jest prostym językiem, bez zbytniego owijania w bawełnę, opisy są raczej dopełnieniem dla reszty, a nie jakimś istotnym elementem, dlatego czytanie nie staje się nurzące. Dla ludzi zaczynających przygodę z mistrzami literatury francuskiej pozycja wskazana. Dla reszty marzącej o "pełnej wersji", a nie o krótkim sensacyjnym demku, polecałbym od razu rzucić się na głęboką wodę i przeczytać największe dzieło Hugo - Nędzników. O ile nie brakuje Wam któregoś z tomów. ;)

np. louis armstrong - down by the riverside
 

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!