|
J.K Rowling - Harry Potter i
Więzień Azkabanu
Michał Chmielewski
Wciągnęło mnie, muszę to w końcu przyznać. Już
dawno żaden cykl powieści - poza mistrzowską Mroczną Wieżą - nie pochłonął mojej
uwagi na tyle, bym z utęsknieniem czekał na ciąg dalszy.
"Harry Potter i Więźień Azkabanu" mimo ogromnego spóźnienia mam już za sobą.
Trzeci raz przełożyłem ostatnią stronicę książki zaszufladkowanej J.K. Rowling z
uczuciem niedosytu.
Tym razem młody Potter daje się ponieść emocjom. Przy pomocy magicznych trików
rozrabia u Dursleyów, ucieka z domu i resztę wakacji spędza na własnym rachunku.
W tym samym czasie z Azkabanu - rowlingowej wersji Shawshank - ucieka Syriusz
Black, groźny, bezwzględny morderca. Poza tym, że zabił on ponad dziesięciu
mugoli plus jednego czarodzieja i że nawiał z kicia, z którego w teorii nawiać
nie sposób, jest zwykłym i silnym czarodziejem. Z czasem okazuje się, że Black
ma względem Harry'ego mało przyjazne zamiary, co potwierdzają lekcje
wróżbiarstwa.
Dla ludzi obcykanych z potterową prozą oczywiste jest, iż spłyciłem fabułę do
rozmiarów plamy soku na stole. Prócz powyższych wątków "Więzień Azkabanu"
zawiera wiele innych, pobocznych, mniej i bardziej ważnych (sekret Hermiony,
wypady do Hogsmeade, finał quidditcha, nowa posada Hagrida), aczkolwiek ich
przedstawienie może przyjemność z czytania zetrzeć w pył - dlatego nie będę w
nie wnikał.
Ale co ja piszę? Czy spośród któregoś z czytelników AMK jest fenomen zbliżony do
mnie? (tzn. do tego czasu nie znającego Harry'ego Pottera?).
I znowu to samo: rutyna. Zdarzenia znowu wyglądają znajomo. Tyle że teraz
autorka nie bawiła się w lakoniczność i rozpędziła się. Ta część jest pierwszą,
o której mogę powiedzieć, że jest długa. Dla mnie przebicie liczby czterystu
stron, czyli... ee.... dwu... stu (ha!, udało mi się), tak, dwustu kartek
oznacza długą powieść. Co nie znaczy nudną, bo trzecia przygoda Harry'ego
naprawdę nie przynudza na żadnej stronie. Akcja rozwija się dłużej niż zwykle,
bardzo przyjemnie, czyta się ją lekko, szybko i fajnie. Czyli standard.
Co tę odsłonę odróżnia od poprzedniej? Jak już wspomniałem, liczba stron, ale i
coś jeszcze. Kiedy tak kończyłem już ostatni rozdział, zastanawiałem się, czy
aby pani Rowling nie natchnęła swoim sposobem rozkręcania poplątanej fabuły
Harlana Cobena (autor m.in. "Nie mów nikomu"). W poprzedniej części stawiała ona
dużo pytań przez całą powieść, by w końcówce na wszystkie odpowiedzieć. Tutaj
mamy pewną zmianę - wszystko, poza, zdawałoby się, nieważnymi detalami, jest
oczywiste. Wiadomo, kogo unikać, komu ufać, czego nie robić. Na dwadzieścia dwa
rozdziały pięć ostatnich to śmietnisko kulminacyjnych zdarzeń, ciekawych zwrotów
akcji, napiętych i wzruszających sytuacji.
|
|
|
|
| Harry Potter
and the Prisoner oif Azkaban |
|
|
fantastyka |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Generalnie wydaje mi się, iż powiększenie rozmiarów książki wpłynęło na nią
pozytywnie. Akcja ma większe pole do rozwinięcia skrzydeł, dzięki czemu masa
neutralnych zdarzeń może tracić później swoją obojętność. Wszystko jest
sensowne, nic ot tak sobie nie wyrasta nagle spod ziemi. Specjalnie klikać chyba
nie muszę, że to są czyściutkie plusy? Ale na wszelki wypadek: to wszystko są
czyściutkie plusy.
Sam nie wiem, jak to jest. Niby wiadomy był dla mnie koniec powieści. Musi się
skończyć dobrze, bo to dopiero trzecia z siedmiu części. Sprawa jasna. Ale i tak
fragmenty niebezpieczne dla Pottera czytałem z przejęciem. Autentycznie
powstrzymywałem się od zerknięcia kilka linijek dalej, żeby sprawdzić skutek
tego a tego starcia. To także plus. Wielki.
Minusy występują. Jak wszędzie. Ale powiedzcie wy, którzy lecicie na miotle z
Harrym na bieżąco - czy są one tak dokuczliwe, by chociaż o nich wspominać? Jej
czytanie ma sprawiać radość, co robi doskonale, a ja malkontentem nie jestem.
Śledzący moje relacje z Hogwartu zauważą skok oceny. Dusqmad niedawno mnie
ostrzegł, że każda następna część jest lepsza od poprzedniej. Na razie, Szefie,
zgadzam się z Tobą w pełni.
Z ulgą skończyłem "Więźnia Azkabanu", gdyż obawiałem się irytującego startu
konsumpcji własnego ogonka. Szczerze cieszę się z nietrafności moich obaw.
|
|