Varia

 

Na ekrany polskich kin 21 kwietnia wychodzi nowy film Marka Koterskiego - "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". To kolejny charakterystyczny film tego reżysera. Od ponad 20 lat stworzył 7 filmów opowiadających o ludzkiej psychice, problemach wewnętrznych. Skupił się na tym co kryje się w życiu wielu z nas, wielu Polaków. Czy filmy Koterskiego są tak dobre, bo reżyser używa prostego języka, prostego przekazu, aby przemycić istotną wartość? Czy każdy z nas odkrywa w jego postaciach część samego siebie? "Tylko Marek [Koterski] odkrywa nasze tajemne przestrzenie wyobraźni, umysłu i serca. Łącznie z takimi najbardziej podłymi dla człowieka, które obnażają naszą samotność, konflikt ze światem, nieumiejętność komunikowania się z innymi ludźmi, poniżenie. Znam to na podstawie spotkań z rodakami. Oni czują bliskość tej postaci, jej losów, bliskość przeżycia wynikająca z tego, że poruszamy się po tej szerokości geograficznej, że wychodzimy z tych domów i chodzimy do tej pracy. Tu właśnie." - mówił w wywiadzie opublikowanym przez "Esensję", Marek Kondrat.

Już na miesiąc przed premierą o najnowszym filmie Koterskiego zrobiło się głośno. Adam Miauczyński został widzom mocno przypomniany 4 lata temu "Dniem Świra", ale to przecież nie jedyne filmy opowiadające właściwie o tym samym człowieku, choć trudno momentami doszukać się tu ścisłych powiązań.

Dom wariatów

Zaczęło się w 1984 roku, gdy Marek Koterski przedstawił "Dom wariatów". Opowieść o 30-letnim Adamie, który wraca do domu. Mamy zatem sposobność poznać jego najbliższą rodzinę: ojca, matkę, brata. Z pozoru jest to zwyczajna rodzina, zwyczajna wizyta syna. Tak naprawdę obserwujemy jak i Adam i jego ojciec miotają się we własnym ciasnym świecie, które składa się na codzienne czynności, na do bólu proste czynności. Zatem ojciec Adama męczy się z ułożeniem spodni, bo nie ma prawa być na nich nawet jednej fałdy, gdy powiesi je na krześle, ciągle coś mu przeszkadza, przestawia przedmioty, które jego zdaniem powinny stać w innym miejscu. Adam jest do niego uderzająco podobny. Słynny cytat z "Dnia Świra", gdy bohater opisuje zrobienie sobie kawy: "Zawsze się coś wyleje, jeżeli nie, to znaczy - za mało nalane." Już w "Domu wariatów" Adam walczy z nalaną do granic możliwości herbatą i jej transportem z kuchni do pokoju. Już w tym filmie poznajemy pedantyczne zapędy Adasia, które przecież odziedziczył po ojcu, a ten po swoim ojcu. Szalona sztafeta pokoleń zdaje się nie mieć końca, na co wyraźnie wskazuje "Dzień Świra" i wstępne informacje o "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Koterski spróbował rozbić psychikę zwykłego człowieka, tego co odczuwa, jakie dręczą go problemy i przeciwności losu, co o tym myśli.

"Dom wariatów", jak i kolejny film "Życie wewnętrzne" mają pewną niszową formę. Oglądanie ich może momentami męczyć, ale radość z odkrywania tego co chciał przekazać reżyser jest wyborna. Juz nigdy później Koterski nie ukaże tego w takiej formie.

Drugi już film powstał w 1986 roku. To wspomniane już "Życie wewnętrzne". Zmian było kilka i wyraźnie widać, że Koterski nieco zaskoczony był odmową Marka Kondrata w wcieleniu się ponownie w rolę Miauczyńskiego. On sam tak opisuję tą rezygnację: "Nie tworzyłem konkretnych planów, ale wiedziałem, że nie mogę się zrosnąć z tym bohaterem. Pomyślałem sobie też, jako rodzaj usprawiedliwienia, że dobrze będzie dla tej postaci, jeśli Adaś Miauczyński będzie miał różne twarze. Będzie bardziej uniwersalny, łatwiej będzie docierał do innych ludzi." Zastąpił go zatem Wojciech Wysocki, a i zmienione jest i imię z Adasia na Michała.

Film opowiada o Michale Miauczyńskim, mężczyźnie w średnim wieku, który ma żonę, której nie cierpi. Jego życie jest ciągle takie samo. Składa się z tych samych czynności, wykonywanych na okrągło, codziennie. Życiowa rutyna dopada Michała, który zdaje się żyć po części w swoim własnym wyśnionym świecie. Film to połączone ze sobą sceny codzienności. Gdy Michał widzi, że kobieta z dzieckiem chce zatrzymać windę, wciska wszystkie guziki, aby do tego nie dopuścić, aby jechać z nią w jednym pomieszczeniu. Wyżywa się na sąsiedzie, którego pies nieźle nastraszył Michała wcześniej. Bohater na wiele sytuacji reaguje agresją, niechęcią do zupełnie obcych mu ludzi. Do tego dochodzą kłopoty w życiu osobistym. Mówi, że najchętniej zabiłby swoją zonę, ale przez to miałby tylko zmarnowane życie. Wyrzuca ją zatem po awanturze z mieszkania.

Ten obraz Koterskiego, to kolejna rozprawa z psychiką bohatera, z jego podejściem do życia. Niezwykle aroganckim i agresywnym. Człowiekiem zmuszonym żyć życiem, którego nie chce.

Życie wewnętrzne

Kolejne filmy tego reżysera będą miały jednak już inną formę. Będą przepełnione prostymi środkami przekazu: seksem, przekleństwami. Takim filmem jest bowiem "Porno" z 1989 roku. Opowiada ono o życiu Michała, mężczyzny, który leżąc w łóżku, obok śpiącej żony wspomina swoje życie, a raczej swoje liczne seksualne uniesienia. Michał zaczyna swoje życie intymne od 19 roku życia i już nie umie się bez tego obejść. W wyniku obawy o zdradę, porzucenie, niepewność wymienia swoje partnerki jak rękawiczki. Żadnej nie potrafi zaufać, zawsze jest coś co nie spodoba się Michałowi. Bohater zdobywa kobiety aby zaimponować swoim były kochankom, dla przyjemności wynikającej z uprawiania miłości, z powodu ogarniającej go samotności.

Film okrzyknięto pierwszym polskim filmem pornograficznym. Jak na polskie warunki, państwa bez cenzury film jest niezwykle odważny, ale Koterski umie powiedzieć w odpowiednim momencie "cięcie", przez co dziś już nie wywołuje takich emocji. Zmienił się również aktor grający główna postać. Tym razem był to Zbigniew Rola, który zastąpił Wojciecha Wysockiego.

Czwartym z kolei filmem jest "Nic śmiesznego" z 1995. Tym razem na ekran powraca już Adam Miauczyński w którego wciela się Cezary Pazura. Koterski 

przedstawia nam obraz człowieka, którego życie było pasmem potknięć i niepowodzeń. Ona sam zresztą opowiada historię swojego życia, jest narratorem zza światów, bowiem sam leży już w prosektorium, a ubieracze kojarzą go jako reżysera filmów erotycznych.

Adam wspomina, że poszedł do szkoły reżyserskiej, aby być kimś, być sławnym, znanym i bogatym. Mógłby mieć wtedy wszystkie kobiety i mógłby w nich przebierać. Nie musiałby się męczyć z żoną z którą notabene się już rozwiódł, ale z marnym skutkiem, bo oboje nie mają gdzie mieszkać tylko w tym mieszkaniu razem, które Adam dostał za dyplom ukończenia uczelni z wyróżnieniem. Żyje więc w sumie samotnie, zmuszony do tolerowania byłej żony. Reżyser, który zawsze był za kolegami, zawsze był tym drugim. Nawet kobiety "odziedziczał" po kolegach, którzy zdążyli już je zaliczyć.

"Nic śmiesznego" i Adam Miauczyński porównywany bywał do Piszczyka z "Zezowatego szczęścia" Andrzeja Munka, bowiem obaj są pechowcami niewyobrażalnymi, obaj żyją w świecie w którym się męczą i z mozołem pokonują przeszkody, lub czasami od nich uciekają.

Nic śmiesznego

Kolejnym filmem Koterskiego jest "Ajlawju" z 1999 roku. W rolach głównych ponownie Cezary Pazura jako Adam i Katarzyna Figura jako Gosia. Oboje poznają się na jednej z imprez. Okazuje się, że kiedyś Gosia była szkolną miłością Adama. Wkrótce ich znajomość odżywa, rodzi się głęboka miłość, naznaczona jednak częstymi i całkiem odważnymi scenami łóżkowymi. Związek dwojga ludzi jest odzwierciedleniem ich samych. Dokładny Adaś - introwertyk i ekstrawertyczna Gosia, która ma skłonności do nimfomanii. Ich związek połączył się na zasadzie, że przeciwieństwa się przyciągają. Wkrótce ich burzliwy romans, staje się naprawdę burzliwy, pojawiają się waśnie, spory, kłótnie i dochodzi nawet do rękoczynów. Jednak oboje nie mogą bez siebie żyć. Oboje mają swoje wady. Adaś jest schematyczny, dokładny, przeżywa każdą sekundę spóźnienia Gosi, ma kompleks na punkcie swojej sprawności seksualnej. Gosia to zwykła alkoholiczka, co doprowadza do furii Adasia.

I znowu Koterski wyjmuje z ludzi ich wewnętrzny świat, ich niezrozumiałe miłości. Czyny jakie nimi kierują. Na pozór dwie różne osoby, które nie powinny się znać, są ze sobą bardzo blisko.

Chyba najgłośniejszym filmem okazał się jednak obraz z 2002 roku "Dzień Świra". W rolę Adama wcielił się ponownie po bardzo długiej przerwie Marek Kondrat. Stworzył kreację 49-letniego nauczyciela, który miał być profesorem, zostać na uczelni, jednak to tylko niespełnione marzenia. Dojrzały Adam mieszka sam, jest ciągle bardzo pedantyczny ("Dom wariatów") i agresywny wobec społeczeństwa ("Życie wewnętrzne"), które go otacza. Ma senne marzenia erotyczne, zupełnie jak w "Życiu wewnętrznym", gdzie Michał Miaułczyński wyobrażał sobie uprawianie miłości z sąsiadkami. Do tego dochodzą kłopoty z żoną i obraz nie zatrzymanej sztafety pokoleń, bowiem jego syn Sylwuś odziedziczył po ojcu to pedantyczne zmaganie się np. z ubraniami.

Dzień Świra

Tak naprawdę Koterski od "Porno" zaczął stosować w swoich filmach proste środki przekazu. Wrzucał w film efektowne bluzganie, dość pokaźną ilość scen rozbieranych, okrasił to dobrze sprzedającą się wrogością do obcych ludzi i powszechną nieuprzejmością. Zatracił swój klimat filmu "Dom wariatów", gdzie realizacja i nie nachalne komentowanie wydarzeń było arcydziełem. Mimo wszystko osiągnął swój cel. W atrakcyjnej papce przemycił swoje dywagacje na temat człowieka. Czy "Dzień Świra" sprzedałby się, jeżeli językiem wypowiedzi różniłby się od "Psów"? Czy sprzedałby się gdyby spróbować rozdrażnienie bohatera przedstawić nieco subtelniej? Nie.

We "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" podjęte będą rozważania na temat alkoholizmu. Adaś będzie alkoholikiem we wspomnieniach zarówno swoich, jak i swojego syna. Pierwszy raz wcieli się w niego dwóch aktorów. Marek Kondrat i Andrzej Chyra. Zabieg ryzykowny, ale być może uatrakcyjni film.

Zauważyć też należy fakt, że w filmach Koterskiego zobaczyć można zawsze śmietankę polskiego aktorstwa, jak zmieniała się ona na przestrzeni dwóch dekad. W pierwszym filmie występował podstarzały już Tadeusz Łomnicki, w części ostatniej są Jan Frycz, Andrzej Chyra, Marek Kondrat, Andrzej Grabowski, czy Marian Dziędziel.

Przed pójściem do kina na najnowszy film Marka Koterskiego naprawdę warto zapoznać się choć z częścią jego wcześniejszych dokonań. Po obejrzeniu "Domu wariatów", "Dzień Świra" przestał być dla mnie filmem wybitnym, być może i Wy spojrzycie na te produkcje trochę inaczej.

»Autor: Dishman