Recenzje

 

Na polskie ekrany w krótkim czasie weszły dwa filmy, które mają charakterystyczną tematykę. Podejmują się ujawniania zawiłych problemów i daleko im do typowego amerykańskiego kina. Tak się składa, że do obydwu filmów rękę przyłożył George Clooney. Pierwszym jest naturalnie "Good Night and Good Luck", gdzie Clooney zasiadł jednocześnie na fotelu reżysera, jak i zagrał postać drugoplanową. W "Syrianie" wcielił się w agenta CIA. Ten kierunek, który obrał Clooney należy tylko pochwalić, bo to jest coś czego wielu kinomanów od filmu oczekuje.

Czasy współczesne, Zatoka Perska. Jeden z krajów arabskich, posiadających olbrzymie złoża ropy naftowej rozwiązuje kontrakt z amerykańską firmą, na rzecz Chin. W tej sytuacji oglądamy losy agenta CIA na Bliskim Wschodzie, który ma dbać o dobre kontakty Arabów ze Stanami Zjednoczonymi, robotników w jednej z firm naftowych, dla których rozwiązanie umowy z Amerykanami oznacza pozbawienie pracy, oraz młodego analityka finansowego z branży energetycznej.

Reżyser Stephen Gaghan ucieka się do pokazania jednej i tej samej sytuacji z kilku punktów widzenia. Co dana decyzja oznacza dla wielu ludzi, z różnych środowisk, mających różne problemy. Ciekawe jest to, że reżyser nie przedstawia nam bohaterów wypranych ze swojego życia prywatnego. Zarówno Bob Barnes (George Clooney), jak i Bryan Woodman (Matt Damon), Bennett Holiday (Jeffrey Wright), czy Wasim Khan (Mazhar Munir) to bohaterowie z krwi i kości, posiadający swoje rodziny, przeszłość i osobne cele w życiu. Twórcy filmu zatem przedstawiają nam wielu bohaterów z ich problemami.

Bob Barnes mimo, iż jest agentem CIA, pracuje nad skomplikowanymi akcjami i ma na celu dobro kraju, nie umie poradzić sobie z własnym synem z którym ma swoisty konflikt. Bryana Woodmana dosięga osobiste nieszczęście, gdyż podczas zaproszenia przez Emira, jego syn umiera. To paradoksalnie pomaga mu w zostaniu doradcą ekonomicznym Emira. Tam poznaje przywódcę państwa i jego dwóch synów, którzy mają zupełnie inne podejście do przyszłych rządów. Jeden jest lekkomyślny i chce zachować obecną, pełną chaosu sytuację, drugi myśli o rozwoju, nowej gospodarce, uczył się na Oxfordzie i rozumie problemy jakie dotykają jego kraj. Niestety, aby cokolwiek zmienić jest zmuszony przeciwstawić się Ameryce, do czego główni zainteresowani dopuścić nie chcą. Bennet Holiday z kolei nie może sobie poradzić z ojcem alkoholikiem, a Wasim Khan, który stracił pracę, nie ma perspektyw na życie i przyłącza się do fanatyków religijnych, bo tylko oni są w stanie zapewnić mu "przyszłość".

"Syriana" jest trudna w odbiorze. To typowy film polityczny z elementami sensacji. Nie ma tu pościgów, strzelanin, zapierających dech w piersiach akcji. To film przegadany, zmuszający do myślenia, a już na pewno do koncentracji. Dłuższa chwila nieuwagi sprawia, że widz zostaje wypchnięty, jak z pociągu i nie jest mu łatwo za filmem nadążyć. To sprawia, że produkcja ta nie jest dla wszystkich, potrzebuje nie tyle wyrobionego widza, co po prostu osób, które takie "gadane" kino lubią.

5 miesięcy kręcono "Syrianę", wydano na nią 50 mln dolarów, w głównych rolach obsadzono gwiazdy. Dwie najbardziej znane to Matt Damon i George Clooney. Ten drugi za swoją kreację został nagrodzony Oscarem i Złotym Globem. Co jest dla mnie rzeczą wręcz nie do pomyślenia. O Oscarach mówiło się, że jest to dla Clooneya forma nagrody pocieszenia, za nie zdobycie statuetki za "Good Night and Good Luck". Szkoda tylko, że taka nagroda dla aktora drugoplanowego została rozdana po "koleżeńsku", bowiem George absolutnie swoją kreacją na nią nie zasłużył.

W filmie nie ma wyraźnie wybijających się aktorów, ale nie ze względu na złe obsadzenie ról, ale ze względu na scenariusz. Stephen Gaghan, który jest jednocześnie scenarzystą usiłował w dwu godzinnym filmie zmieścić zbyt wiele wątków, za bardzo w produkcji namieszał. Powinien z czegoś zrezygnować. Choćby z analityka Bryana Woodmana.

Spore wrażenie zrobiła na mnie muzyka Alexandre'a Desplata, którą w nowoczesny sposób ujmuje typowe islamskie rytmy. Również zdjęcia Roberta Elswita podobają się. Przede wszystkim niesamowite ujęcia na miasto z oddali, które składa się z ogromnych drapaczów chmur, otoczonych pustynią, czy trzy pasmowe autostrady, które są zupełnie puste.

Film do łatwych, lekkich i przyjemnych nie należy. To raczej trening dla umysłu, powód do koncentracji. Nie jest tym samym dla wszystkich. Jeżeli nie lubisz problemów polityczno-ekonomicznych i nie przepadasz za kinem przegadanym, to na "Syrianie" śmiertelnie się wynudzisz. Resztę odważnych czeka trudny, dwu godzinny seans.

 

»Ocena: 7/10

 

»Autor: Dishman