|
Tym razem nie zacznę jak to zwykle mam w zwyczaju od nudnego nawijania o tym, że powyższy (i poniższy ;)) film oglądnąłem dzięki dobrodziejstwu wypożyczalni, choć oczywiście tak było. Dzisiaj dla niewątpliwej radości pisania chciałbym się zagłębić nad innym problemem, który filmu dotyczy w sumie w niewielkim stopniu, lecz gafa popełniona w jego wyniku, może zepsuć cały tekst. Otóż mam problem z tytułem.
;P O ile na opakowaniu, które leży przede mną bardzo wyraźnie napisano drukowanymi literkami PAN IBRAHIM I KWIATY KORANU, to moje wątpliwości wzbudza samo słowo
Koran. O ile dla mnie świętą księgą Koran nie jest, to dla pana Ibrahima z tytułu - i owszem. O ile dla mnie
Biblia jest świętą księgą, to nie wiem czemu, ale ją także piszę z małej
litery [w oryginale było z małej, ale
korekta poprawiła - Dishman]. Nie wiem czy to błąd czy nie, lecz lepiej się zawczasu ubezpieczyć przed zamachami. Tak więc dla wszystkich, którzy czują się zniesmaczeni pisownią słowa "koran":
sorry guy`s ;p ["sorry guy's"
nie będzie, bo korekta poprawi to i owo. Koran, tak samo jak
Biblię piszemy z dużej litery, choćby przez szacunek dla
wyznawców danej wiary. - Dishman]
Film opowiada historię Mojżesza - szesnastoletniego żydowskiego chłopca, który żyje w jednej z niezbyt atrakcyjnych dzielnic Paryża. W momencie, gdy poznajemy chłopca, mieszka on tylko z ojcem, a jego ulubionym zajęciem jest oglądanie pań lekkich obyczajów podczas ulicznych zalotów. Jak na stolicę miłości przystało, młodzieniec rozbija swoją pełną pieniędzy świnkę i rusza do domu na przeciwko doznać pierwszych doznań seksualnych, które oferowane są przez owe panie . Pan Ibrahim jest za to sprzedawcą w okolicznym sklepiku. Ten starszy pan wzbudza od razu zainteresowanie chłopca i po kilku krótkich rozmowach staje się najbliższą mu osobą (wyłączając oczywiście panny lekkich obyczajów ;)).
 |
Fabuła chociaż z pozoru nieco naiwna wcale taka nie jest. Ot chłopiec, który mieszka tylko z ojcem, na którego notabene nie może w ogóle liczyć, nie poszukuje wiary jako takiej, lecz zwykłego przyjaciela. Człowieka, z którym mógłby porozmawiać na różne tematy i zwierzyć się w chwili słabości. Na początku miałem pewne obawy co do tego jak w tym filmie zostanie przedstawiona sprawa wiary, bo w grę w pewnej chwili wchodzi
Koran i całość mogła opierać się na wielkiej propagandzie islamu. Nie zrozumcie mnie źle, ale liczyłem się z takim podejściem do sprawy. Chłopak mógł przecież przyjść do gościa, rozmawiać z nim, następnie stać się niemal jego synem, a wszystkie dobre strony tego człowieka (który w tym filmie jest krystalicznie czysty) mogły zostać oparte o
Koran i religię. I wiecie co? One zostały oparte o islam, lecz całość została podana w taki sposób, że religia nie stała się najważniejszym elementem filmu. Najważniejsi są, podobnie jak w prawdziwym życiu, ludzie, których poznaje się po czynach, a nie po tym jakie święte księgi czytają. Mojżesz przyszedł do Ibrahima i dostał bezinteresowną pomoc, dostał wspaniałego człowieka, a religia jaką ów przyjaciel wyznawał była tylko dodatkiem, tłem, uzupełnieniem.
Film utrzymany jest w lekkim tonie, co doskonale podkreśla żywa rock'n'rollowa muzyka w tle. Przeplatanka legendarnych hitów rocka z lat 60` i 70` zręcznie połączona została z kilkoma dobrymi kawałkami z rockowej sceny francuskiej. Całość dobrze "zintegrowała się" z filmem i tworzy dobre uzupełnienie akcji widzianej na ekranie, dodając jej jednocześnie nieco kolorów. Żadnych zastrzeżeń nie ma też do pracy kamer i trzeba uczciwie przyznać, że także ten element został potraktowany w sposób świeży i jednocześnie pasujący do ogólnego klimatu. Widz ma czasami wrażenie kręcenia kamerą amatorską, na uwagę zasługują też bardzo dynamiczne, pełne ruchu ujęcia, które także nadają szybsze tempo filmowi.
 |
Całość ogląda się dosyć dobrze, a to wszystko zasługą bardzo dobrego klimatu jaki tworzy ten film. Odpowiednie dla kina europejskiego ujęcia,
nie powielanie schematów, dobra gra aktorów są rzeczami bardzo ważnymi, choć w filmie nie ustrzeżono się kilku błędów. Największym jest dziwne uczucie po zakończeniu emisji. Otóż okazuje się, że chociaż film jest dobry, lekki, z dużą ilością humoru, przy tym dosyć świeży, to nie wiadomo w sumie na czym polega jego sukces (choćby częściowy). Muzyka i praca kamer - okej, aktorstwo - również bez zarzutów. Ale sama historia, a szczególnie sposób jej opowiedzenia budzi pewny niepokój. Wydaje mi się, że film po prostu mógłby być nieco dłuższy, bo na 90 minut widz zostaje przeniesiony do Paryża, a potem budzi się i nawet nie wie, czy ten film był fajny. Nawet jeśli z pozoru wydawał mu się niezły, to ograniczone pomysły co do fabuły nieco spłyciły treść. Rozumiem, że jest to film lekki, ale nie usprawiedliwia to faktu, że powinien być nieco bardziej rozbudowany. Obserwujemy tu podobną sytuację, która miała miejsce w ekranizacji "W pustyni i w puszczy". Nowsza wersja wydawała się widzom za krótka, a to że od momentu porwania Stasia i Nel do ich odnalezienia
minęło 40 minut (może przesadzam) nie było zbyt dobrze przyjęte. Podobnie jest z "Panem Ibrahimem i kwiatami
Koranu", choć tutaj ma się pewne wrażenie, że reżyser nie miał już nic więcej do powiedzenia.
Jeśli masz ochotę na odrobinę europejskiego kina z miłym klimatem, nieco groteskową historyjką, a wszystko szybko tanio i bez zobowiązań, to znalazłeś coś odpowiedniego. Dla większości jednak będzie to dzieło średniego kalibru, dla którego może nie warto wydać 14 złotych na bilet, lecz wypożyczyć za 4-5 zł z braku laku można.
»Ocena:
6/10
»Autor:
|