|
Komedie romantyczne mają to do siebie, że często wyróżniają się
słabą fabułą, przez którą można zapomnieć o solidnej dawce
humoru, a co za tym idzie trudno jest przy nich odreagować. Widz
nie ma wielkich wymagań. Dokładnie ilustrują je dwa wspomniane
wcześniej słowa. Szokujące jest to, że w wielu przypadkach twórcy nie są w
stanie sprostać nawet tak skromnym oczekiwaniom. I tu nasunie się
Wam pytanie - jak jest tym razem?
Jimmie Shannon to zakochany w swoim stanie cywilnym kawaler.
Przesiąknięty stereotypami o małżeństwie wciąż chce być na
wolności. Nie ma zamiaru codziennie czuć się jak "spętany
mustang". Okazuje się jednak, że pod wpływem 100 mln dolarów
cała ta skomplikowana filozofia może ulec zmianie. Oto bowiem
prawnik pokazuje mu nagranie z zapisem ostatniej woli jego
dziadka. Zgadnijcie - jak brzmi? Nie ma to jak dostać wybór -
albo potężna suma i ślub, albo nic. Oczywiście nasz bohater jest
człowiekiem, a to sprawia, że ma słabość do zielonych banknotów.
Od teraz zrobi wszystko aby w przeciągu ustalonego
terminu stanąć na ślubnym kobiercu. Jak daleko jest się w stanie
posunąć?
„Kawaler” podobnie jak sporo komedii romantycznych jest filmem
słabym. W tym przypadku warto jednak poprzedzić wyraz 'słaby'
przysłówkiem 'bardzo'. Przede wszystkim obraz ten szalenie
irytuje pod względem aktorstwa. Wcielający się w postać głównego
bohatera Chris O'Donnell zasłużył sobie na nagrodę. Tak, winien
mu ją wręczyć specjalista od wszystkiego co drewniane, który
zwie się Pinokio. Aktor jest drętwy i atakuje całą serią
głupawych, trącących sztucznością min. Zastrzeżenia, choć nie da
się ukryć mniejsze, mam również do Renee Zellweger, której
kreacja jest mocno przesadzona. Podobnie, jak jej ekranowy
partner nie potrafi zachować się naturalnie, bo o rozbawieniu
widza już nie wspomnę. Ten element omawianej komedii jest tak
słaby, że kładzie już praktycznie całość na łopatki. I w tym
momencie na twarzy reżysera pojawia się szatański uśmiech
mówiący: „to jeszcze nie koniec”.
Cały film jest po prostu szalenie nudny i banalny. Począwszy do
słabej fabuły, kończąc na wołających o pomstę do nieba
dialogach. Nie ma tu sensu niczego przytaczać. Już w pierwszych
kilkunastu minutach zostaniecie przytłoczeni ich niewiarygodną
infantylnością. Sama historia też nie powala na kolana. O ile
początkowy motyw z mustangiem zapowiadał całość całkiem
obiecująco to już chwile później mamy do czynienia z prawdziwym
koszmarem. Jak nie zapomniano zaznaczyć w samym filmie pomysł w
dużej mierze opiera się na „Milionach Brewstera”. Z tą tylko
różnicą, że tym razem przekształcono fabułę na potrzeby komedii
romantycznej. Dla tego, kto oglądał wspomniany film, który swoją
premierę miał dobrych kilka lat wcześniej, „Kawaler” będzie
jeszcze bardziej traumatycznym przeżyciem. Scenarzysta nie
przyłożył się zbytnio do swojej pracy. Bardzo irytuje postać
Shannona-kawalera, który jest zupełnie nijaki. Nie ma w sobie
jakiejkolwiek energii, bądź czegoś co w najmniejszym stopniu
zwróciłoby na niego uwagę widza. Podobnie jak jego odtwórca jest
zupełnie nijaki. Te wszystkie czynniki wpływają na to, że mamy
do czynienia z produkcją „zegarkową”. Podczas seansu liczy się
każdą minutę, każdą sekundę, a sam widz będzie mocno znudzony i
podenerwowany. Nie jest to też raczej obraz dla dwojga, gdyż jedną
z płci może utwierdzić się w przekonaniu, że faceci to palanci.
|
 |
Jedyna rzecz na którą warto zwrócić uwagę to
dość interesująca teoria o miłości, którą serwuje nam dziadek
Jimmie'go (niezły w porównaniu z reszta obsady Peter Ustinov).
Otóż w jego mniemaniu nie ma czegoś takiego, jak miłość. Jest to
tylko skomplikowana reakcja chemiczna, która trwa zaledwie pięć
lat. Czemu więc ma służyć związek, do którego wręcz zmusza 29
letniego Shannona? Ano chodzi o potomstwo, które pozwoliłoby
przetrwać genom. Po ujęciu całej tej kwestii dla zwykłego
normalnego na ciele i umyśle widza kończy się cała zabawa.
Mów do mnie jeszcze, Czytelniku. Nie ukrywam, że nie jestem
sympatykiem komedii romantycznych, ale nie stąd bierze się moja
ocena. W tym gatunku, podobnie jak w każdym znajdzie się wiele
perełek. O przypadku „Kawalera” nie ma wiele do powiedzenia –
film denny pod praktycznie każdym względem.
Zanim weźmiecie w ręce płytę DVD, czy też kasetę z tym filmem
pomyślcie nad tym, co można zrobić przez niecałe dwie godziny.
»Ocena:
2+/10
»Autor:
|