» AM Fantastyka: wydanie #18 - 2/2006

JRR Tolkien - Hobbit czyli tam i z powrotem

No cóż zapewne da książka była recenzowana wiele razy ale cóż... Sądze, że będę pierwszy, który opisze "Hobbita" w prawie samych superlatywach. Książka jest lekka i przyjemna. Zacznijmy od jej początku (ale jestem oryginalny:]) jednym może się spodobać innych może niemiłosiernie znudzić, ja należe do grupy numer jeden. Wszystko zaczyna się od tego, że w domu hobbita Bilba Bagginsa(przy jego przedstawieniu dość ciekawy opis wyglądu i zwyczajów tej rasy), który wiedzie spokojne i nuuuuudne życie zjawia się czarodziej Gandalf i banda krasnali: Fili, Kili, Bofur, Bombur, Bifur, Balin, Dwalin, Ori, Dori, Nori, Oin, Gloin(ojciec Gimliego) i najważniejszy Thorin Dębowa Tarcza. W sumie to przez jakieś trzy strony krasnoludy pomagają Bilbo oczyścić spiżarnie ale jak już się napchają zaczynamy przechodzić do konkretów. Krasnoludy chcą odzyskać złoto, które ukradł im smok Smaug a według Gandalfa Bilbo to włamywacz doskonały bez, którego wyprawa udać się nie może. I po tym fragmencie zaczyna się prawdziwa książka. Jeśli Ci, którzy się nudzili przebrnęli przez ten fragment powinni już być bardziej zadowoleni. Nie będę już streszczał książki bo recenzja ma na celu nakłonienie Was do samodzielnego przeczytania. W książce znajduje się dużo opisów moim zdaniem na równi z tymi z WP, naprawdę sporo fajnych pieśni a właściwie piosenek itp. Jednym z ciekawszych elementów jest "przemiana" Bilba. Na początku jest to w sumie mała tchórzofretka, która do oporu powtarza "W coś ty się wpakował mój Bilbo", potem coraz bardziej przybliża się do poszukiwacza przygód by pod koniec książki stać się "Hobbitatorem";]. Wracając do opisów tak samo jak w WP nie wnoszą nic do nowego ale są ciekawe, o ile za pierwszym razem czyta się je chętnie to przy drugim, trzecim, czwartym itd. raczej je pomijamy. W "Hobbicie" nie uświadczymy poważnych dialogów no może pod koniec (ale nie miałem zamiaru zdradzać fabuły i przy tym zostane:]), oczywiście nie jest tak, że wszyscy są dla siebie mili i serdeczni ale to chyba dobrze prawda?? Niestety jeśli pierwszego przeczytaliśmy WP wiele rzeczy może nam się nie kleić, chociażby bitwa pięciu armii w "Hobbicie" jest opisana jako coś niezbyt ważnego i w sumie nudnego a WP bitwy mniejsze były opisane z dużo większym rozmachem. Druga sprawa to gobliny, które w porównaniu z tymi z WP są w wielu momentach po prostu śmieszne. Ale przecież miałem pisać w superlatywach, wielu twierdzi, że "Hobbit" jest skierowany do młodszych czytelników, to racja ale w przeciwieństwie do wielu książek dla dzieci ta czytana przez starszych nie będzie bezsensowna i nudna do bólu. Jak sądzę wielu sięgnie po "Hobbita" z powodu opinii, że jest to prolog WP, ale musze ich rozczarować, w "Hobbicie" znalezienie pierścienia to co prawda jedna z ciekawszych przygód Bilba ale nic więcej. Ot zachachmencił go Gollumowi (gdyby chociaż to, on go po prostu znalazł) i tyle. Mamy co prawda jeszcze parę wątków związanych z WP, zdobycie Żądełka i mithrilowej kolczugi oraz wystąpnienie samego Saurona, tu nazywanego złym czarnoksiężnikiem, chociaż to iż jest to jedna i ta sama postać okazuje się dopiero w WP ale co tam . Narracja w "Hobbicie" jest raczej skierowana do dzieci, wygląda to tak jakby ktoś opowiadał nam bajkę w sumie miłe ale raczej dla młodszych. Wogóle książka jest dość cukierkowa ale ja nie uważam tego za wade moim zdaniem jest to całkiem miła odmiana. Nie znaczy to, że nie znajdą sie poważniejsz i mroczniejsze momenty ale nie będzie ich za wiele. Jest to typowe fantasy bohaterowie, elfy, krasnoludy, magowie, gobliny, trolle a na koniec niby wisienka na torcie smok do zabicia i góra skarbów do zgarnięcia, jednym słowem:klasyk. Ci, którzy spodziewają się dzieła pokroju WP mogą się rozczarować ale niekoniecznie. "Hobbita" czyta się bardzo przyjemnie, dobra rozrywka na parę wieczorów, lub jeden jeśli książka Cię wciągnie tak jak w moim przypadku. No więc chyba czas powoli wystawiać ocenę. Jedni do "Hobbita" będą wracać wiele razy, tak jak ja, dla innych będzie to czytadełko na raz. Ale tak czy siak wniosek jest jeden "Hobbita" warto przeczytać.

Hili
hili@poczta.onet.pl