| Kolejny chory tekst (c) by Pewien Gość | Reklamacji nie uwzględniamy |
Jak cię znam, czytelnik, to tobie w życiu czegoś cholernie brakuje. Może po prostu pieniędzy. A może chciałbyś być piękniejszy, zgrabniejszy, mądrzejszy, dowcipniejszy, mieć więcej szczęścia w miłości, mniej pałek w dzienniku, może chciałbyś mieć dłuższego... kabla od peceta, bo obecny nie sięga do kontaktu i biedny komputer musi stać na skraju biurka? Wszystko to jest jak najbardziej do zrobienia. I to w bardzo prosty sposób. Naprawdę. Wystarczy mieć odpowiedni eliksir.
Nie, nie jestem żadnym szurniętym akwizytorem. Pragnę tylko, żeby wszyscy ludzie byli szcześliwi, no nie? Tak więc wynalazłem sobie ten eliksir i rozdaję go potrzebującym, czyli wszystkim. Tak jest - rozdaję, a nawet zdradzam recepturę. Eliksir-open source. Zrób to sam - eliksir dla mas, eliksir dla wszystkich na wszystko, panaceum, super-mega-über-wypasiony eliksir!
Na początek musimy zdobyć wodę. Ten podstawowy, najważniejszy składnik wszystkich eliksirów na świecie. Oczywiście nie żadną tam destylowaną wodę, to wie każdy, kto "Kingsajz" oglądał - destylowana do niczego się nie nadaje. Potrzebna jest nam bardzo specjalna odmiana wody - z kałuży, koniecznie takiej, z której pił o północy czarny kot z dwoma ogonami. To nie powinno być trudne do zdobycia, przechodzimy więc dalej.
Drugą rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest lithospermum officinale. Co to takiego? Sam nie wiem, ale tak mądre księgi każą. Poza tym nazwa brzmi bardzo magicznie, z tym chyba każdy się zgodzi. Bierzemy toto w nasze żądne eliksiru łapska, zasuszamy, mielimy na proszek, a następnie punktualnie o godzinie 6:66 wrzucamy do bulgocącego kotła.
Z kolejną ingrediencyją, ważną niesamowicie, może być pewien problem. Skąd bowiem w dzisiejszych zbereźnych czasach wziąć krew dziewicy? Skąd w ogóle wziąć dziewicę? Nie martwmy się jednak na zapas - zdradzę ci pewien sekret. Otóż słyszałem jak mówili telewizji o jakiejś dziewicy. Nazywała się Britney Spears. Wystarczy zatem odszukać dziewoję o takim nazwisku i upuścić jej krwi. Jak tego ostatniego dokonasz, to już twoja sprawa. Pamiętaj jednak, że to być może ostatnia dziewica na świecie i zwykła przywoitość nakazywałaby nie uszkadzać jej przy tym zbytnio. Może inni też będą chcieli zobaczyć to niecodzienne zjawisko? No. Aha, pamiętaj jeszcze o jednym - pod żadnym pozorem nie wolno ci dopuścić do jakiegokolwiek kontaktu z tą krwią. Dziewica dziewicą, ale jakąś kiłę czy inne paskudztwo zawsze może przenosić, nie?
Esencję naszego magicznego wywaru właściwie już mamy, aczkolwiek każdy ekspert od czarodziejstwa ci powie, że to jeszcze działać nie będzie. Dlatego bez wahania przystępujemy do kolejnego etapu. Składnik numer cztery to woda święcona. Czym jest woda święcona? Oczywiście jest to zwykła woda, tylko że poświęcona. Ponieważ zaś sami święcić nie umiemy, udajemy się do przybytku, gdzie świętych mężów - fachowców od święcenia jest jak wszów, czyli do kościoła. Nietrudno domyślić się, że mieszkańcy tego lokum nie zechcą nam swej cudownej wody odstąpić, przynajmniej nie za darmo (paręset lat temu sprzedawano takie relikwie za ciężkie pieniądze; ciekawe czy to się jeszcze praktykuje). A skoro na początku tego arta obiecałem, że eliksir będzie za friko... Dlatego - abyś potem nie mówił, że rzucam słowa na wiatr (a także po to, by w miarę możności uniknąć rozerwania na strzępy przez tłum rozwścieczonych pań w śmiesznych berecikach) - do domu świętych mężów udasz się w najprzychylniejszej ku temu porze, czyli... Nie, nie o północy, tylko wpół do czwartej nad ranem, kiedy wszyscy twardo śpią. Albo w samym środku niedzielnej mszy, co na jedno wyjdzie.
Składnik numer pięć to - jak określają mądre księgi - "Rzecz, którą sam Szatan stworzył". Jak sam wiesz, takich rzeczy jest dużo, więc wybierzemy jedną z tych najpowszechniej dostępnych. Na przykład płytę instalacyjną znanego i lubianego systemu operacyjnego Windows XP Home Edition. Musi być oryginalna - piraty się nie nadają! Zresztą i tak podczas wrzucania jej w postaci sproszkowanej do kotła trzeba mamrotać pod nosem inkantację, którą stanowi wymawiany wspak kod autentykacyjny dla twojej kopii Windows. Uwaga - nie należy mamrotać kodu uniwersalnego, bo istnieje ryzyko zamienienia się w żabę!
Potrzebny jeszcze jeden składnik. W tym momencie proszę o powagę, gdyż młodzi adepci magii wykazują nadmierną wesołość w momencie wymieniania tego składnika (nie wiedzieć czemu). Są nim krowie odchody. Substancja ta posiada, co udowodniono ponad wszelką wątpliwość w pracy naukowej złej czarownicy X., nadzwyczajne własności magiczne (aczkolwiek szczegóły tegoż udowadniania okryte są głęboką tajemnicą) i jest nieodzowna w przypadku sporządzania wszelkich kompleksowych mikstur, choć większość mistrzów parających się sztukami magicznymi za nic by się do tego nie przyznała (zapewne nie chcą płacić czarownicy X. kar za brak licencji).
Wreszcie ostatni składnik, kto wie czy nie najważniejszy - znany jest on pod mroczną i enigmatyczną nazwą "Żywiec, jasne". Tym razem wprowadzamy go nie do kotła, lecz do organizmu głównego czarnoksiężnika, uczestniczącego w tym magicznym procesie. Jest to niezbędne, by wprowadzić umysł wzmiankowanego czarnoksiężnika w stan... hmmm... wyższej świadomości. Tylko w ten sposób będzie on mógł przystąpić do finalizacji całego przedsięwzięcia.
Teraz czynności końcowe. Należy ustawić kocioł z prawie gotowym eliksirem na ogniu (w ostateczności może być mikrofala). Dzięki stanowi wyższej świadomości czarnoksiężnik nie czuje zmysłowej woni, wydzielanej przez eliksir (niebagatelny udział w tworzeniu tej woni ma z pewnością składnik nr 6) i może go mieszać przez trzynaście godzin bez przerwy, bo taka jest normę ustanowił komitet ISO dla eliksirów. Po uiszczeniu rachunku za gaz/prąd/wezwanie straży pożarnej należy schłodzić eliksir do temperatury ok. 500°C i skacząc dookoła kotła na jednej nodze (najlepiej w taki sposób, aby druga noga, ustawiona pod kątem pi radianów do podłoża wskazywała cały czas kierunek północny) odśpiewać trzy razy na całe gardło "Bogurodzicę" po arabsku.
Aż trudno uwierzyć, ale to już wszystko. Teraz tylko mocno schwycić kocioł oburącz i... wylać całą zawartość za okno, po czym wybrać się na siłownię, poczytać książkę, kupić wreszcie ten nowy kabel do komputera, etc.
Nie ma żadnych cudownych eliksirów.
Pewien Gość
zlosliwiec@epf.pl
31.12.2005