POTOP


     Atom - pojęcie to powstało ponad 2000 lat temu i z początku oznaczało najmniejszą, niepodzielną cząstkę materii. Dopiero w XIX wieku pojawiły się odkrycia przeczące niepodzielności atomu. W latach 30. XX wieku wyodrębniono trzy cząstki elementarne - proton, neutron i elektron. Dziś znamy już ponad 200 cząstek elementarnych i odkrywane są kolejne.

     A tymczasem ja już od dzieciństwa wiem jak jest naprawdę! Każdy atom jest tak samo złożony jak np. Układ Słoneczny! Te, jak Wy tam je nazywacie, elektrony w rzeczywistości są planetami krążącymi wokół słońca, jakim jest jądro. Planety te są zbudowane z "atomów" takich jak na Ziemi, tylko proporcjonalnie mniejszych, które również są układami planet zbudowanych z "atomów" takich jak... itd., itd. Na niektórych z tych planet występują kotlety z białka i pyłu kosmicznego, zwane istotami żywymi.

***

     I tutaj właśnie zaczyna się opowieść o Białkach, którzy byli właśnie takimi kotleciątkami. Zamieszkiwali oni uroczą planetę w 67. wymiarze, która w rzeczywistości była..., ale o tym mowa będzie później. Twierdzi się, że te osobliwe istoty posiadały tzw. rozum umożliwiający logiczne myślenie. Jest to ze wszech miar ryzykowna hipoteza, zważając na ich irracjonalne zachowanie. Otóż Białkowie rozmnażali się, by przedłużyć istnienie swego gatunku, ale jednocześnie robili wszystko, aby ich populacja uległa wyniszczeniu. Odbywało się to poprzez m.in. koagulowanie jednych Białków przez drugich przy pomocy coraz doskonalszych przyrządów.

     Białkowie prowadzili liczne badania prowadzące do poznania budowy zarówno tych małych jak i dużych "atomów", tworzących odpowiednio ich planetę oraz ich galaktykę. Badania te przybliżały Białków do smutnego odkrycia o tym, że ich planeta nie jest pępkiem Wszechświata, ale... tego, czym była ich planeta dowiemy się później.
     W tym samym czasie największe populacje Białków prowadziły niezależnie od siebie, zakrojone na wielką skalę, próby skonstruowania aparatu koagulacyjnego pozwalającego ścinać całe populacje niewinnych kotleciątek.

     Nieświadomi niczego zwykli Białkowie, żyli spokojnie i radośnie. Ich szczęścia nie mąciła nawet świadomość, że czas ich egzystencji jest ograniczony i kiedyś każdy Białek ulegnie ścięciu. Wierzyli bowiem, że pewnego dnia, gdy byt zaniknie na ich planecie, zstąpi na nią Wielki Stwórca Białków, mający moc odwracania procesu koagulacji, i wskrzesi wszystkich godnych tego Białków, którzy będą odtąd żyć szczęśliwie i wiecznie. Wiara ta była równie irracjonalna jak sami Białkowie, gdyż każdy mały Białek uczył się w szkole, że proces koagulacji jest nieodwracalny.

     Wyścig zbrojeń trwał w najlepsze; powstawały coraz skuteczniejsze koagulatory, gazy denaturacyjne i miny przeciwenzymowe. Strach padł na całą planetę, kiedy najpotężniejsza z białkowych populacji zwana Czerwonym Sojuszem Równości Społecznej, po latach starań, zdołała w końcu stworzyć koagulotron - potężną maszynę zdolną do błyskawicznego ścinania całych rzesz Białków nieposłusznych Sojuszowi. Celem CSRS było ścięcie wszystkich populacji, które nie przyłączyły się do jego szeregów, co miało umożliwić zbudowanie od podstaw nowego, białkomunistycznego państwa, którego potęga opierałaby się na kolektywnej pracy na rzecz dobra ogółu(nie mając siły argumentów, CSRS postanowił użyć argumentu siły).

     Na nic zdały się płomienne przemówienia wybitnych autorytetów i przywódców duchowych. Nikt nie odważył się przeciwstawić zbrojnie, z jednej strony w strachu przed masowym ścięciem, a z drugiej w nadziei na opamiętanie "czerwonych". Jednak nadzieje te okazały się płonne. Wkrótce Sojusz postawił ultimatum: w ciągu siedmiu dni przywódcy wszystkich krajów, które jeszcze tego nie uczyniły, muszą podpisać tzw. Pakt Unijny Państw Afektowanych(w skrócie PUPA; zrzeczenie się suwerenności i przystąpienie do Sojuszu). Nieposłuszne narody miały być bezlitośnie ścięte.

Już następnego dnia wielu przywódców podpisało pakt i przyłączyło się do Białkomuny. Jedni szczerze wierzyli w sukces "czerwonych", inni bali się zagłady, jeszcze inni podpisali pakt, kiedy obiecano im wpływowe stanowiska w Komitecie Czerwonym(KC). Wizja doskonałego państwa zawładnęła umysłami zwykłych Białków sterowanych propagandą. Na ulicach setek miast odbywały się huczne manifestacje jedności. Czerwona plaga rozprzestrzeniała się szybko niczym żarty o Chucku Norris'ie. Jednak nie wszyscy ulegli wszechobecnemu entuzjazmowi białkomunistów. Nieliczna grupa głęboko wierzących Białków nie zamierzała poddać się dyktaturze "czerwonych". Było bowiem napisane w białkowych świętych księgach, że na planecie danej Białkom od Stwórcy nigdy nie zapanuje harmonia. Jeśli zaś ktoś będzie przemocą próbował uczynić ją rajem, przywiedzie na siebie zgubę.

     Wierni Białkowie postanowili zatem podjąć ostatnią rozpaczliwą próbę uratowania swej Ojczyzny. Pospiesznie zorganizowano spotkanie wyznawców Wielkiego Stwórcy, na którym powołano nieformalną organizację Aksamitnych Kaszkietów(AK; nazwa wzięta od charakterystycznego okrycia głowy) - ruchu, który miał na celu w sposób pokojowy zahamować zapędy CSRS. Gdy właśnie dyskutowano nad strategią działań, do siedziby obrad wkroczyła uzbrojona po zęby brygada nowo powstałego Federalnego Biura Inkwizycyjnego(FBI). Wszyscy uczestnicy zjazdu zostali bezlitośnie ścięci za herezję, a następnego dnia ich ciała demonstracyjnie wystrzelono w kapsule z drugą prędkością kosmiczną. Białkomuniści wyciągnęli wnioski z niepowodzeń ich poprzedników, którzy to stworzyli ponadczasową ideologię i doskonały model państwa, jednak zawiodły białkowe charaktery. Dlatego też teraz już nic nie mogło przeszkodzić w realizacji marzeń o idealnym państwie - Białkomunie.

     Wystrzelenie Akowców w kosmos było transmitowane na całym świecie. Szybko umilkły wszelkie antybiałkomunistyczne organizacje(zresztą i tak nieliczne), a pakt unijny został podpisany przez wszystkich przywódców i już następnego dnia miała się odbyć wielka ceremonia na cześć zjednoczenia wszystkich Białków. Miał to być pierwszy dzień Nowej Ery...

     Oficjalne Narodowe Zjednoczenie(ONZ) miało odbyć się na PKS-ie(Plac Kolektywu Społecznego). Dochodziła godzina 0, od której miały być na nowo liczone lata Nowej Ery, gdy nagle stało się coś niespodziewanego. Przez ułamek sekundy niczym flesz błysnęło potężne światło, a potem nastała ciemność...

***

     Eden na planecie Białków wydawał się być tak bliski realizacji. Jednak okazało się, że próba jego stworzenia była z góry skazana na niepowodzenie, gdyż planeta ta była w rzeczywistości elektronem promieniotwórczego atomu użytego do budowy bomby jądrowej. Niczego nieświadomi Białkowie zmierzali do klęski spowodowanej rozpadem jądra atomowego podczas jej wybuchu. Można to nazwać pechem albo zrządzeniem losu. Powstała też inna teoria, mówiąca o tym, że klęska ta była karą Stwórcy za zlekceważenie Jego słów. Twierdzą tak Białkowie, którzy zostali wystrzeleni ze swojej planety. Białkowie, którzy przeżyli. Przeżyli w nas...

PS. Wszelkie podobieństwo osób i zdarzeń bla, bla, bla...

26.02.2006      

"Kto mieczem wojuje, ten od miecza zginie."
"Moje życie. Kotlet z białka i kosmicznego pyłu." Tadeusz Konwicki Mała apokalipsa


Radagast