Kocur



Niektórzy twierdzą, że mój koci pomysł się wziął i do cna wypalił. Niektórzy głoszą same herezje. Inni twierdzą, że koty to może niekoniecznie najwspanialsze ssaki na ziemi, ale resztki sympatii do autora każą im się ulitować i pochwalić. Tym pierwszym za chwilkę udowodnię, jak bardzo mijają się z prawdą. A asztace chyba należy podziękować :)

[Tekst właściwy]

Kocur. Kocur zalewa cały obraz, jaki przywołałem w swojej głowie. Kocur nie ma prawa myśleć, ja więc myślę za niego. Słabo mi to zwykle wychodzi, ale czarna plama czasami potrafi dać do myślenia więcej niż najbardziej wysublimowany i estetyczny rogalik z serem.

Żaba w przedszkolu, dzień pierwszy. Jak było? Nic, pani coś mówiła a ja tylko „nie kumam, nie kumam.”

Co właściwie zawdzięczam kocurowi? Jego brunatna sierść stanowiła swego czasu pewną ochronę, kiedy mnie bronił było nawet ok, ale coś za coś. Przecież za darmo to można dostać w ryj, ale żeby zaraz kocurowi aż... no, mniejsza z tym. Co ja się będę uzewnętrzniał. Kocur mnie okradał emocjonalnie, egzystencjalnie i bakteriologicznie. W dodatku jadł psy. Próbowaliście kiedyś lecza z psa? Ohyda.

Żaba w przedszkolu, dzień drugi. Kumasz już? Nie, ale to wszystko jest na maksa porąbane.

Kim jest kocur? To tylko obraz, symbol. Wizualizacja dla tych, co mnie nie znają i nie wiedzą, z kim się na co dzień zadaję. Metafora dla tych, którzy wszędzie doszukują się ukrytych treści. Kaprys dla tych, co zarzucają stosem uwag krytycznych.

Żaba w przedszkolu, dzień trzeci. „Wyszły dzieci ze szkoły, zapaliły papierosa”

Na kolację były szparagi, kocur wszamił całą miskę. Po kolacji umył zęby i właściwie tyle można o nim powiedzieć. Kocur jest herbacianym narkomanem, potrafi do jednej bułki wypić trzy szklanki mętnego, brązowego płynu. Czy herbata w dużych ilościach może powodować raka, zapalenie jamy brzusznej i węzłów chłonnych? A znieczulica? Wykorzystywanie innych? Jasne - herbata, herbata, herbata.

Żaba w przedszkolu, dzień czwarty. „Wieczoramichłopcywychodząnaulicebowieczoraminiewidaćszarościniewidaćbrudnychulicalatarnie”

Moher, słowo-klucz, dosyć ostatnio modne. Ale o nim później. Zastanawiałem się właśnie, czy tym razem nie przesadziłem. Wylewając żale na jeszcze-niebieskie tło jeszcze-dokumentu-nie-html znów igram z ogniem i nie wiem, czy osiągnąłem już swój zwyczajny poziom, dla którego co miesiąc, w dniu premiery CD-A, setki osób rozpakowują na pulpit Bonus1. To w zasadzie nie powinien być bonus, to się powinno nazywać HiperEkstraRewelacjaJołZiom. Chwytliwą nazwą byłby też Prawdziwy Plan i Zapiski z Notesu Jarosława. Marzenia.

Żaba w przedszkolu, dzień piąty: nie mam pomysłu na tekst, przynudzam, założyłam bloga, nikt go nie czyta, chociaż napisałam ostatnio o tym, jak rysowałam babci laurkę i byłam na zakupach więc naprawdę nie rozumiem czemu nikt tego nie chce kulde czytać jakbym ja miała widzieć stronę takiej samej nastolatki (no, prawie) jak ja i bym to komentowała to bym napisała że śmiało że szalej tak dalej bo to jest świetne inteligentne i takie w ogóle super.

Bo widać, że nie rozumiecie pewnych rzeczy. Świat się zmienia, a Kocur był tylko pretekstem do wyrzucenia z siebie paru niezrozumiałych zbitek wyrazowych. Jeśli chciałbym iść z biegiem czasu, to kocur nie byłby Kocurem, a Mhrocznym Poławiaczem Myszy, tło byłoby całe czarne, a w podpisie widniałby Tuxedho Phan Chaoshu.

Ale nie chcę.

[/Tekst właściwy]

Wiecie, skąd pomysł na to wszystko? Pewnie, że nie wiecie. Nie możecie przecież wiedzieć, że maturalna, czwarta klasa Technikum Ekonomicznego w Brzezinach jest pokrzywiona do kwadratu. Zwisa nam kompletnie wszystko i zachowujemy się jak dzieciaki jakieś. Geneza Kocura? Bardzo proszę:

Lekcja języka angielskiego, osoby dramatu to tytułowy Kocur i pani profesorka, przed trzydziestką i ładna:

- Lubi pani głaskać koty?

- Że co?

- No lubi pani głaskać koty?

- A co to za pytanie?

- No już nic, jak pani nie chce powiedzieć.

(chwila ciszy)

Głos z klasy: - A, bo on ma na klacie futro. Buahahah. !!!

Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście nienormalni i przeginacie. Jeśli wpychają wam takie pierdoły, to pomyślcie, że gdzieś w odległym powiecie istnieje grupa ludzi, dla których nie ma żadnych zahamowań, konwenansów i podobnych bzdetów. Pomyślcie, że dla nich liczy się tylko zabawa i klimat śmiechowy. Pomyślcie, że oni nie mają koncepcji na siebie, na życie, a mimo to zachowują niezmącony spokój, czasem tylko przerywany salwami śmiechu.

Pomyślcie o nas.



Tuxedo

tuxedocomen@poczta.onet.pl

A, bym zapomniał – pozdro dla Donalda, któremu ciągle się chce i który mimo „przeselekcjonowania” mnóstwa moich tekstów pozostał przy zdrowych zmysłach – to się chwali :)

(Mnie już nic nie zaszkodzi, Tux. Nic mi już nie zaszkodzi. Nic - Donald)