Jestem szmatą

Dzisiaj znowu wstałem o dziesiątej. Poprzedniego dnia siedziałem do północy, ale to wcale mnie nie usprawiedliwia. Jeszcze niedawno wystarczało mi sześć godzin snu, a teraz po dziesięciu mam problemy z podniesieniem leniwego tyłka z wyrka. No, ale co z tego? Przecież i tak nie mam nic ciekawego do roboty. Jestem tylko zwyczajną szmatą.

Jeszcze niedawno byłem piękny. Codziennie pobudka piętnaście minut po szóstej i zapieprz do pracy. Było ciężko, ale mogłem być z siebie dumny. Miałem swoje pieniądze i nie musiałem o nic prosić rodziców. Zresztą zawsze było mi głupio prosić ich o kasę, a z chwilą ukończenia liceum traktowałem to już w kategoriach upokorzenia. Wiedziałem, że umowa o pracę będzie tylko na pół roku, jednak zostałem poinformowany, że jak się sprawdzę to ją przedłużą. Ojciec znał szefa, więc moje obawy o stołek równały się zeru. Kupowałem więc wszystko czego zapragnąłem i promieniowałem szczęściem.

Po pół roku przekonałem się jak łatwo można wytrzeć człowiekiem podłogę. Praca się skończyła, a o przedłużeniu umowy nie było w ogóle mowy. Instytucja państwowa, brak etatów - to jedyne, co usłyszałem z ust przełożonego. Kij ci w oko, dupku - pomyślałem i spakowałem swoje manatki. Oczywiście wyprawiono mi piękne pożegnanie, na którym wchodzono mi w tyłek bez wazeliny oraz wręczono podziękowanie i list referencyjny. Ale to nie ma większego znaczenia. Liczy się to, że zostałem szmatą.

W poszukiwaniu nowego zajęcia zacząłem przeglądać gazety z ogłoszeniami. Rubryki "dam pracę" stały się moim życiem. Niestety, było to życie pod respiratorem, gdyż po każdym wysłanym CV miałem wielką nadzieję, na której wszystko się kończyło. Nawet nikt nie docenił mojego warsztatu pisarskiego. Zastanawiałem się, czy w takim razie moje studia mają sens. Ustaliłem, że mają, bo pisanie to moja pasja. Szmaty mają pasje, ale nie potrafią z nich wyżyć.

Moje szmaciane życie stawało się coraz bardziej monotonne. Tłumaczyłem to sobie zimową deprechą, ale to było tłumaczenie nielogiczne. Podczas słabszych dni zawsze mam natchnienie do pisania, a teraz mam tylko pustkę w głowie. Mój mózg został wyzerowany. Śniadanie - telewizor - Internet - telewizor - obiad - telewizor - Internet - rozmowy z domownikami (k**$#a, kiedy ty wreszcie znajdziesz sobie pracę?!) - Internet - kolacja - telewizor - Internet - telewizor - sen. I tak w kółko z wyłączeniem co drugiego weekendu miesiąca. Wtedy jeżdżę na uczelnię i mogę się odstresować. Zostają także spotkania z przyjaciółmi. Rzadkie, ale dają mi cholerny zastrzyk energii, który pozwala mi żyć. Ale co z tego? Szmata to szmata.

Był postęp. Pracodawcy zaczęli odpowiadać na moje CV. Niestety, za każdym razem kończyło się na podziękowaniu. Za młody jestem? Bo chyba do obsługi komputera lub pisania o sporcie niepotrzebny jest tytuł magistra, nie? Zresztą, dzisiaj nawet sprzątaczka musi mieć ukończony kurs ratownictwa medycznego, więc o czym my rozmawiamy... Szmatom zawsze czegoś brakuje.

Powoli kończy mi się zaoszczędzona gotówka. Już od dawna nie mogę sobie pozwalać na luksusowe zakupy. Ba, liczę każdy grosz. Starczy jeszcze góra na dwa miesiące. Później nie wiem, co zrobię. Pewnie pójdę prosić rodziców, bo przecież nie wyprowadzę się dworzec PKP. Zresztą u mnie na wiosce takiego nie ma. Stanę się szmatą bezużyteczną.

Nawet nie wiesz, drogi czytelniku, jakim skarbem są rodzice. Nastanie pewnie kiedyś taka chwila, że twoje życiowe plany i wyobrażenie runą szybko i niespodziewanie. Ich serca zawsze będą otwarte. Ja jeszcze niedawno myślałem o wyprowadzce z domu i beztroskim życiu w wynajętym mieszkanku. Byłem głupi i naiwny. Teraz najbliżej mi do modelu skandynawskiego. Tam ludzie rzadko wyprowadzają się z domu przed trzydziestką. Pracę zaczynają oczywiście wcześniej, jednak raczej nie w nastoletnim wieku.

Oczywiście nie mam zamiaru z tego powodu wegetować przez najbliższe jedenaście lat. Będę nadal szukał, ale chyba przestanę się zamartwiać. Mam nadzieję, że skończę być szmatą jeszcze przed ukończeniem studiów. W Polsce jednak wszystko się może zdarzyć...

zabójca /zabojca@buziaczek.pl/