|
Śnieżno-dachowa psychoza wysłała masy
łopatologów, by zrzucali jarzmo białego puchu z wszelkich publicznych
budynków. Szkoda tylko, że zrobiła to grubo poniewczasie. O sześćdziesiąt
kilka nowych trumien za późno.
Żyjemy w dobie terrorystycznych zmagań, by żałoby narodowe przybrały formę
tradycji, a dowody tego co chwila wrzeszczą na okładkach gazet,
kineskopach i portalach internetowych. Zdążyłem już popełnić chore
przyzwyczajenie na wieści o rzezi szkolnych dzieciaków, fajerwerków w
metrze czy lądowaniu boeingów na siedemdziesiątym piętrze. Jestem świadom,
że to strasznie samolubne i jadące nihilistycznym szowinizmem, ale nie
znajduje w tym żadnej motywacji do zmiany. Za dużo tego było (i
będzie...).
Polskę jednak katastrofy omijały bardzo łaskawie i pobłażliwie.
Przebąkiwano o nastawianiu al-kaidowych celowników na nasz kraj, o
wzmożonych kontrolach na dworcach, lotniskowych terminalach i ogólnie
zapewniano o pełnej gotowości odpowiednich służb, ale właściwie nic się
nie działo.
Aż zostaliśmy wycyckani, i to nie przez starannie wyhodowanych świrów
kamikadze spod skrzydeł Osamy. Fanatyków wyręczył najmniej brany pod uwagę
agresor. Bo, oczywiście, ludzie byli świadomi, że dach pod nawałem śniegu
to dach wadliwy, ale uwieńczając powiedzenie "...mądry po szkodzie" każdy
miał to bardzo głęboko tam, gdzie się zazwyczaj konserwuje wiele
małoistotnych spraw. A tu proszę, noworoczny prezent od Matki Natury
zaskoczył, choć przecież nie powinien. Bilans nie buduje duchowo: śmierć
63. ludzi (gratis 70. rannych), którzy mieli chociaż tyle szczęścia, że
nie odeszli z wyziębienia organizmu. Szybka, nagła śmierć - w tym
przypadku można to zaliczyć jako plus.
Nigdy nie byłem za tym, co medialne hieny robią po takich tragediach
(niemal całodobowe relacje, rozmowy z zrozpaczonymi rodzinami zmarłych,
wystudiowany smutek), choć w tym przypadku prawie mogę mówić o wyjątku od
reguły. Rozmnożone kondolencje wpychały się na rządowe e-maile, nasz
Prezydent Jak Marzenie zarządził żałobę i przeznaczył okrągłą bańkę na
pomoc, papież kulawym polskim ogłosił swój smutek, a furgonetki-krwiopijcy
czatowały w większych miastach na wypadek, gdyby ktoś poczuł obowiązek
wsparcia. Czyli standard, jeśli chodzi o tego rodzaju zdarzenia.
Zaznaczę najpierw, że nie chcę dmuchać na niebezpiecznie żarzący się
temat, by stanąć w ogniu polemik, ale napisać to muszę: wkurzyła mnie cała
ta niepotrzebnie nakręcona do tych rozmiarów tragedia. Smutne jest to, co
się stało, nie ukrywam i nie neguję tego, ale...
Gorzałę w ustach sprawiła mi niewłaściwa skala tej tragedii. Pod dachem
zginęło ponad sześćdziesiąt osób, zwykłych szarych Polaków. Rzecz ta
zaistniała w ciągu kilku chwil i niespodziewanie, więc przypadło jej miano
największej takiej katastrofy. Właśnie to mi nie pasi. Dlaczego? Bo to, że
w tym roku z wyziębienia organizmu umarło ponad dwa razy tyle, zyskało
miano statystyki. To jest też tragedia, która swój bezsens zawdzięcza
temu, iż można było temu zapobiec. Chociaż częściowo. Ale nie -
stabilizacja nowego rządu i satysfakcjonujące wytykanie jego pierwszych
błędów jak zawsze okazało się ważniejsze. A kiedy my, zwykli ludzie,
siedzieliśmy w rozgrzanych domach i wkładaliśmy Marcienkiewiczowi, tam za
oknem stygnął kolejny z rzędu człowiek. Brudny, śmierdzący, ale cierpiący
człowiek, do chuja! Gdy Kaczyński - który pięknie nauczył rodaków
prawidłowego traktowania tych właśnie mniej równych ludzi sławetnym "spieprzaj, dziadu"
- z uporem prawdziwego hobbita rwał się na fotel prezydencki, w jakiejś
altance leżał ten brodaty dziad pokryty szronem.
Dlatego uważam pomysł wprowadzenia żałoby narodowej za
wielki nietakt. Czarne wstążki na gazetach nie pomogły rodzinom zmarłych ani
tym bardziej samym zmarłym. Dowodzą tylko tego, co napisałem.
Tylko nie odbierzcie tego jako atak czy budowanie swojego twardego
wizerunku na grobach ofiar w Katowicach. To nie jest tak. Nie napisałem może
tego wszystkiego jak chciałem, ale jestem pewien, że główną myśl
przekazałem przejrzyście. Śmierć zawsze wygląda tak samo, tak samo
udowadnia moją i Twoją kruchość. Odejście człowieka, nawet tego z niższego
szczebla, z założenia symbolizuje tragedię.
Więc proszę, jeżeli chcecie niszczyć stereotyp człowieka mającego gdzieś
śmierć innego człowieka, róbcie to konsekwentnie, od początku do końca.
Nie tak, jak ja (vide drugi akapit), czyli prawie jak człowiek… |