MARY JANE

 

Marihuana, konopie indyjskie, ganja, zielsko i jeszcze wiele innych słów określających to samo zjawisko. Najbardziej podoba mi się Mary Jane. Mary Jane, obecna głównie w czarnym rapie końca lat 90-tych, wyznacznik bycia gangsta'. 

Nie o tym ten tekst. Bo z doświadczenia wiem, że jak ktoś pali, to jedynie sam może sobie przemówić do rozumu. No, ewentualnie ktoś, na kimś palącej osobie zależy. Tak, zależy, bo trudno mówić o miłości, gdy w pobliżu jest Mary Jane. Tak, znałem osoby, które mając wybór - palenie albo "miłość" - wybierały to pierwsze. Kurde, miało być nie o tym. Ten tekst to krótka historia - dowód na to, że...

Ale najpierw mała dygresja. Pierwszy raz o tym, że zielsko nie uzależnia usłyszałem... od księdza! Dziś już nie pamiętam, jak się nazywał, ani skąd przyjechał do mojego gimnazjum, może to i lepiej dla niego. W każdym razie był on szefem jakiegoś ośrodka, w którym leczono ludzi uzależnionych od narkotyków. Mieliśmy z nim kilkudziesięciominutowy wykład, na temat, żeby było oryginalnie, "Narkotyki". Powiedział parę mądrych rzeczy, po czym przyszedł czas na pytania od ciekawej narkotykowej sytuacji młodzieży. Najbardziej w pamięci utkwiło mi pytanie mojego kumpla o konopie, a zwłaszcza odpowiedź duchownego "Marihuana nie jest w stanie uzależnić od siebie człowieka. Trzeba by spalić chyba z kilogram jej na raz, by odczuć skutki w postaci uzależnienia." Jak tu nie wierzyć księdzu...?


Mary Jane na dobre zagościła wśród łukowskiej społeczności, oczywiście zwłaszcza w środowiskach młodzieżowych, w tym w moim najbliższym otoczeniu. I tu rozpoczyna się właściwa część mojego tekstu. Było to niemal równo dwa lata temu. Znałem wtedy bardzo dobrze pewnego chłopaka. Był o rok młodszy ode mnie, miał kilkuletniego brata, prawie co wieczór razem ze stałą ekipą wycieraliśmy dopiero co wtedy położoną różową kostkę brukową. Palił dużo, ale twierdził że nie jest uzależniony. Pewnego dnia spotkała go chyba najgorsza z możliwych w tym wieku tragedii - niespodziewanie stracił obydwoje rodziców. Co to ma wspólnego z marihuaną? A no to, że potrafił, w ramach żałoby, zrezygnować z picia alkoholu, chodzenia na dyskoteki, ale już z palenia zielska nie. Koniec historii.


Jeszcze jedno - dwa lata temu powiedziałem swoim znajomym, z którymi wiedziałem że się przez to rozstanę, "Nie minie rok, jak zaczniecie próbować czegoś twardszego". Wyśmiali mnie wtedy. I co? Zobaczyliśmy się po półtora roku, a oni z miejsca zaczęli opowiadać mi, jak to fajnie jest po pigułach i że chętnie wzięli by coś w sapę, ale nie mają hajsu.

Tekst ten pozostawiam bez komentarza, a to dlatego, że uważam go po prostu za zbędny. Jeśli, ktoś ma do czynienia z marihuaną, to prawdopodobnie nie przekonam go, żebym nie wiem co tu napisał. A jeśli ktoś jeszcze nie palił, to myślę, że sam dojdzie do tego, że...

 

Remember_The_Name

 
  PS: Pozdrowienia i wielkie dzięki dla Boga, który, nawet jeśli nie istnieje, pozwolił mi przejrzeć na oczy.  

 

23.02.2006