ZOSTAŁEM ZAPŁODNIONY...
...przez chory tekst (c) Pewnego Gościa pt. "Biznes nad biznesami". Nie myślcie sobie inaczej :)
Pominę analizę całego tekstu, bo skończył mi się denaturat, a na trzeźwo nie dam rady. Chciałbym jednak zauważyć że wbrew podejrzanie gorliwym zapewnieniom autora, Kościół chrześcijański nie jest bynajmniej wynalazkiem europejskim. Powstał w dzisiejszym Izraelu, zatem na Bliskim Wschodzie. W czasach imperium rzymskiego rozkwitał najbardziej na terenach obecnej Turcji, Syrii i Egiptu. Zaś pierwszym państwem, które przyjęło tę wiarę jako religie państwową, była leżąca za Kaukazem Armenia.
I w ten sposób, prześlizgując się pośpiesznie nad resztą dzieła Pewnego Gościa, wrócę do tematu. Dlaczego mnie to zapłodniło? Bowiem znam inną wersję początków chrześcijaństwa. Wersję, która w odróżnieniu od pewnegościowej ma podbudowanie w apokryfach biblijnych oraz w badaniach niektórych naukowców.
Siadajcie więc, drogie dziatki i posłuchajcie, jak to być może wypaczono nauczanie Chrystusa. Opowieść będzie krótka, acz mocno pouczająca...
Po ukrzyżowaniu Jezusa, apostołowie podzielili się na dwie grupy. Zdecydowana większość skupiła się wokół wybranego przez Chrystusa na swego namiestnika, obdarzonego wielkim autorytetem, Szymona (św. Piotra). Mieszkali i nauczali oni w Jerozolimie- a nauczali to, co im faktycznie przekazał ich Mistrz. Było to chrześcijaństwo mocno podbarwione judaizmem, np. podobnie jak on, nakazujące przestrzegać szabatu. Jezus bowiem był Żydem i nigdy nie odciął się od wierzeń i obyczajów swego narodu. Pod spokojnym i mądrym przewodnictwem Szymona, grono chrześcijan rosło i rosła liczba sprzyjających mu Żydów.
Ale z tym stanem rzeczy nie zgadzała się druga, mała grupka, kierowana przez św. Pawła. Człowiek ów owładnięty był fanatyzmem, być może wynikłym z właściwej neofitom żarliwości przekonań. Św. Paweł w odróżnieniu od pozostałych apostołów, nie był przecież Żydem. Uważał, że jego powinnością jest przejęcie przewodnictwa nad chrześcijaństwem, oraz odcięcie go od jego żydowskich korzeni. Chciał przy tej okazji zmienić mocno związane z judaizmem chrześcijaństwo (zatem mające znaczenie lokalne) w potężną, uniwersalną, sięgającą odległych ziem religię.
Wydawało się, że nie ma szans. Prawie wszyscy wyznawcy byli zgodni, że Jezus namaścił na swego namiestnika Szymona, a nie Pawła. Zaś jerozolimski ośrodek był znacznie potężniejszy od tego, którym poza granicami Izraela kierował św. Paweł. A jednak dobrotliwa ustępliwość i niezrozumienie wagi tego sporu przez św. Piotra- oraz parcie do przodu jak czołg fanatycznie przekonanego o swych racjach św. Pawła, przeważyły szalę. Po przybyciu tego ostatniego do Jerozolimy udało mu się stopniowo osłabić pozycję rywala przejąć w końcu rząd dusz. Stopniowo zerwano związki z judaizmem i wypaczono nauki Chrystusa w takim duchu, w jakim pasowało św. Pawłowi (lub w jakim wydawało mu się, że jest prawdziwszy od dotychczasowego). Przyszło mu to tym łatwiej, że tylko apostołowie byli świadkami i odbiorcami wszystkich nauk Jezusa, a ich poparcie udało mu się zdobyć.
I tak chrześcijaństwo powstało na nowo- nie tak prawdziwe jak wcześniej, ale za to bardziej zdolne do rozpowszechniania się wśród innych ludów. Po wiekach pozostały tylko nieliczne ślady dawnych rozbieżności. Jednym z nich są ewangelie w miejscach, gdzie mówią o sądzie nad Chrystusem. Autorzy, którzy byli pod całkowitym wpływem nauczania św. Pawła pokazali te wydarzenia w sposób maksymalnie obciążający Żydów, wybielając przy tym Rzymian, zwłaszcza Poncjusza Piłata. Na koncepcji przekonania Żydów do chrześcijaństwa już bowiem dawno położono krzyżyk, podczas gdy religia ta świetnie rozpowszechniała się w reszcie państwa rzymskiego. Ci ewangeliści, którzy mieli jeszcze dostęp do skrawków nauczania dawnego Kościoła, ukazali wydarzenia w całkiem innym świetle...
Możliwe? Tak, jak najbardziej. Prawdziwe? Nie wiadomo i wiadomym to nigdy nie będzie. Nawet, gdyby odnaleziono odpowiednik zwojów z Quamran, będący zapiskami pierwotnego kościoła św. Piotra, niewiele to da. Nigdy bowiem nie uzyskamy pełnego wglądu w całokształt ówczesnej sytuacji i wydarzeń, a przede wszystkim, całość i tak jest dla większości sprawą wiary. A to wyklucza jakąkolwiek argumentację.
W każdym razie moim zdaniem całość jest wiarygodna, bowiem świetnie zgadza się z typowymi dla różnych religii, wypaczeniami pierwotnych wersji wierzeń (np. wyznawanie Buddy jako boga). Równie dobrze odpowiada to specyfice ludzkiej psychiki, podatnej na manipulacje i łatwo zapominającej o prawdzie...