|
SUCHE GNATY: Making of..
Są tacy, którym się wydaje, że, co tu dużo kryć, najpopularniejsza i najbardziej opiniotwórcza rubryka w całej sieci, powstaje na zasadzie snu wariata w ciągu paru chwil, skrobana w pośpiechu tuż przed zamknięciem numeru. Gdyby oni wiedzieli jak bardzo się mylą...
Pierwsze przymiarki do kolejnego popisu mają miejsce już kilka dni po premierze poprzedniego odcinka. Wypada to mniej więcej w tym momencie, gdy autorzy rubryki przepiją, przejedzą lub wydadzą na fury swoje zeszłomiesięczne honoraria. Łatwo zauważyć moment, w którym to następuje - wypompowany szaleństwem ostatnich dni Jędrzej z najwyższym trudem chwyta telefon komórkowy i wystukuje na klawiaturze "Hyyrrba, zak me ueb hollli", co w tłumaczeniu na nasze znaczy "Witaj Maćku, co słychać?" i wysyła ów tekst w formie smsa. Po chwili odbiera smsa o treści "Przepraszam, nie rozumiem", wysyłanego od niejakiej Zofii Starościny. Następnie Jędrzej wysyła ten sam tekst już pod poprawny numer i wkrótce otrzymuje smsa zwrotnego "Hyyrrba, o so si hozzi", odwzajemniającego miłe powitanie. Po krótkiej wymianie zdań pada fundamentalne pytanie: "Tux, co będziemy dzisiaj robić?". i równie fundamentalna odpowiedź: "To samo co robimy zawsze, Andrzej, napiszemy Suchy Gnat!".
Od tego momentu prace nad nowym odcinkiem są oficjalnie rozpoczęte i idą pełną parą. Torpedowane są jeszcze w okolicach dziesiątego każdego miesiąca, gdyż wtedy na konta naszych bohaterów wpływają pieniądze z tytułu umów sponsorskich, a że ani jeden ani drugi nie mają skłonności do oszczędzania... Zazwyczaj na 17-18 dni przed deadlinem tematy są już ukształtowane. Zazwyczaj, bo zdarzają się przypadki, że następuje to wcześniej. Na temat muszą wyrazić zgodę obaj autorzy, a ze strony magazynu mają zupełnie wolną rękę. Gwarantuje im to ich gwiazdorski kontrakt, ważny do maja 2076 roku, obowiązujący nawet wtedy, gdy Gnaty już nie będą pojawiać się na łamach.
(Niestety w tym kontrakcie jest również napisane, oczywiście drobnym druczkiem, że nie możemy się zbytnio oddalać od tematów sportowych. Jak jednak pokazała historia, potrafimy ten przepis zręcznie obchodzić :) - Tux)
|
|
Kiedy popis jest już gotowy, Tuxedo przesyła go na adres redakcji, gdzie od tygodnia Naczelny (oby żył wiecznie) nie wyłącza maila, nie śpi i nie odchodzi od komputera, nie mogąc doczekać się kolejnego odcinka cyklu swoich gwiazd. Czyta popis jako pierwszy, co budzi u niego poczucie dumy, upaja się każdym słowem, po czym powtarza proces trzykrotnie, a gdy dokona i tego, śle autorom tradycyjne maile z gratulacjami i przelewa na ich konta należne im honoraria. W tym momencie autorzy zaczynają bal, a popis idzie w ręce DTP (oby żył wiecznie, bo tym też się para Naczelny). Ten wkleja go w lay magazynu oraz ewentualnie, za zgodą redaktora kreatywnego, czyni dopiski w miejscach, w których uznaje, że powinno się to czynić. Redaktor kreatywny zazwyczaj tą zgodę wyraża, gdyż już wcześniej obmyślił, co zrobi z honorarium i nie ma ochoty na weto, mogące spowodować opóźnienia w przelewie. Naczelny (oby żył wiecznie) składa resztę numeru, ten wędruje do punktu kolportażu bądź bezpośrednio do prenumeratorów.
(Tu należy jeszcze dodać moją wytężoną pracę nad wychwytywaniem literówek, co daje dodatkowe półgodziny tej najgorszej z możliwych prac - najgorszej, bo powtórne czytanie własnego tekstu do najprzyjemniejszych czynności nie należy. Chyba, że twór jest tak doskonały, jak właśnie Gnaty :) - Tux)
Wszystko to zebrane do kupy daje godziny wytężonej pracy, hektolitry potu i łez, abyście co miesiąc mogli rozkoszować się nowiuteńkim popisem Suchych Gnatów, zawartym wewnątrz magazynu @- Sport. Dokładamy wszelkich starań, aby satysfakcja z lektury każdego odcinka pozostawała na tym samym, niebotycznie wysokim poziomie. Obaj dokonujemy cudów, aby uchwycić nieszablonowość naszych myśli w proste i zrozumiałe dla Was zbitki tekstu. Nie zawsze nam to wychodzi, ale takie jest życie.
See you out there...
Autor: Tuxedo
Jędrzej IV Śniady
Skomentuj
na forum >>
| |