|
PUBLICYSTYKA
Nadzieje na Vancouver
Jestem osobą, która stara się żyć
chwilą i specjalnie nie wybiegać w przyszłość - wiadomo, nikt nie wie co go
spotka jutro, za tydzień, miesiąc, czy rok. Jednak przy okazji zakończenia
Igrzysk Olimpijskich w Turynie nie mogłem się powstrzymać i postanowiłem trochę
pomyśleć o przyszłości - konkretnie o następnej zimowej Olimpiadzie, która za
cztery lata odbędzie się w Vancouver i o reprezentacji Polski na tychże
zawodach.
Po co pisać artykuł na ten temat?
-spyta pewnie wielu z Was. Ano choćby dlatego, żeby pokrzepić trochę serca
polskich kibiców, którzy w Turynie na pewno się nieco zawiedli, ale także po
to, ponieważ Olimpiada jest istnym "planem czteroletnim" nie tylko
dla trenerów i zawodników, ale także kibiców i dziennikarzy. Zatem nie
przedłużając, oto polskie nadzieje medalowe na ZIO w Vancouver 2010:
Tomasz Sikora - miał
kończyć karierę po IO w Salt Lake City, miał się wycofać po Turynie, ale medal
olimpijski zrobił swoje i według mnie "Sikorkę" zobaczymy w Vancouver.
Myślę, że byłoby to z korzyścią zarówno dla kibiców, jak i samego zawodnika.
Pan Tomasz będzie za cztery lata miał 37 lat - ten wiek, jestem o tym święcie
przekonany będzie doskonałym atutem w rękach najlepszego polskiego biathlonisty
- w czołówce PŚ nie brakuje zawodników koło "40", a przecież Sikorze
w 2010 roku do tej granicy będzie brakowało trzech lat. Zatem będzie w pełni
ukształtowanym, doświadczonym zawodnikiem - na pewno będzie spokojniejszy na
strzelnicy, a i myślę, że trener Bondaruk (oby podpisał nową umowę z kadrą)
utrzyma Sikorę wśród najlepszych biegaczy w szeregach biathlonistów. Polak
narzekał na brak sponsorów, ale sądzę, że medal olimpijski powinien
"ściągnąć" ich do Sikory. Zatem Tomku: biegaj i strzelaj do
Vancouver, a może i dłużej.
Justyna Kowalczyk - jestem
zdania, że nasza brązowa medalistka z Turynu będzie za cztery lata pewniakiem
do co najmniej dwóch medali, i to złotych. W Turynie pokazała wspaniałą
psychikę, której często brakuje polskim zawodnikom. Po niepowodzeniach w biegach
na 10 km techniką klasyczną i sprincie zaskoczyła cały narciarski światek
zdobywając trzecie miejsce w biegu którego nie lubi - na 30 km stylem dowolnym.
To choćby pokazuje jak wielki potencjał drzemie w tej skromnej zawodniczce.
Olimpijski medal w wieku 23 lat to wielka sprawa i jestem przekonany, że
Justynie doda on motywacji i chęci na dalsze doskonalenie się - wierzę, że
sodówka jej do głowy nie uderzy. Zatem czemu Kowalczyk? Talent, młodość,
psychika to jej największe atuty, które pozwolą jej nie tylko zdobywać krążki
za cztery lata na Olimpiadzie, ale jak mi się wydaje już za rok na MŚ w
Saporro. Powodzenia Justyno!
Paulina Ligocka - naszej
snowboardzistce half - pipeo'wej Igrzyska nie wyszły, w dużej mierze przez
sędziów, którzy Polkę skrzywdzili dając jej niskie oceny i uniemożliwiając
walkę o medal. Paulina powiedziała "zrobili mnie w jajo, ale to nic, za
cztery lata to ja będę górą". Ta wypowiedź pokazuje jak ambitna jest
chorąży polskiej ekipy w Turynie, a zawziętość w sporcie to cecha bardzo ważna.
Poza tym Ligocka to wielkie umiejętności już teraz, a jej bardzo młody wiek
pozwala sądzić, że będzie coraz lepsza. I przede wszystkim ambicja... Paulina
zrób w Vancouver sędziów "w jajo".
Dariusz Kulesza - 19-
letni short - trackowiec przyjechał do Turynu po naukę i cel zrealizował bardzo
dobrze- 11 miejsce na 1000 m powinno cieszyć w kontekście następnych, na pewno
licznych startach na Olimpiadach. Jednak najlepszym przykładem jego talentu
jest wicemistrzostwo świata juniorów, a najlepsi juniorzy nierzadko potem są
pierwsi wśród seniorów. Jedno jest pewne: Kulesza to talent i oby się rozwijał.
|
|
Jagna Marczułajtis - bardzo
wierzyliśmy w medal Jagny w Turynie - niestety Polka nie wytrzymała psychicznie
- odpadła w kwalifikacjach, do ćwierćfinału zabrakło 0,01 setnych sekundy.
Bywa... Naszej snowboardzistce życzę w Vancouver przede wszystkim spokoju, bo o
jej umiejętności jestem spokojny. A i w spokój Marczułajtis wierzę, bo choć
kobietom się lat nie wypomina to Jagna będzie na Igrzyskach w Kanadzie miała 32
lata - myślę, że doświadczenie pomoże i będzie miała w końcu krążek olimpisjki.
Zatem spokój, spokój i jeszcze raz spokój, a będzie na pewno dobrze...
Polscy skoczkowie - jestem
głęboko przekonany, że za cztery lata będziemy mieli nie pojedynczego
zawodnika, ale i cały zespół, który będzie w stanie powalczyć nawet o
olimpijski medal. W tej drużynie widzę:
1. Adama Małysza - jestem pewien,
że się zmotywuję i do Vancouver będzie spokojnie skakał i na dodatek z
sukcesami. Jego możliwości znamy wszyscy - oby tylko trafił na mądrego
szkoleniowca, który będzie potrafił "zrobić" z niego, wtedy już
32-latka zawodnika skaczącego tak jakby dopiero startował do wielkiej kariery.
2. Kamila Stocha - wielki talent,
świetny "technik", stroni od "hulanek", jest spokojnym
zawodnikiem. Zatem posiada wszelkie walory, aby być skoczkiem światowego
formatu już nawet w przyszłym roku.
3. Klimka Murańkę - mega, hiper talent. Ma 12 lat,
a skacze na Wielkiej Krokwi po 135 m! W Vancouver będzie miał 16 lat i jeśli mu
palma nie odbije to już tam może zaskoczyć cały świat. Zatem przede wszystkim
apeluję do Murańki o nie ekscytowanie się i zachowanie spokoju: ty karierę masz
dopiero przed sobą.
To trzej zawodnicy, którzy moim zdaniem będą w 2010 roku
stanowili o sile polskich skoków narciarskich. Jednakże nie wykluczone jest, że
jakiś inny skoczek lub skoczkowie będą liderami reprezentacji Polski.
Wymieniłbym braci Rutkowskich, Stefana Hulę, Rafała Śliża, może Roberta Mateję
i kilku innych. W każdym razie sądzę, że cztery lata to dużo czasu, aby w
Polsce wybuchła np. "Stochomania", ale tu kluczową rolę odegrają
trenerzy, którzy miejmy nadzieję będą potrafili odbudować Małysza i zrobić
wielkich skoczków z zawodników w/w. Myślę, że w Vancouver skocznie mogą być
biało - czerwone. Oby tak było.
Krystyna Pałka -
zdobywczyni sensacyjnego, dodajmy nieprzypadkowego 5 miejsca w biathlonowym
biegu indywidualnym kobiet na 15 km to niewątpliwy talent. Co prawda potem nie
było już tak dobrze, ale Pałka jest młoda i wszystko jeszcze przed nią. Jej
największym atutem jest dobre strzelanie, które potrafi dostosowywać zależnie
od sytuacji pogodowej i młodość. Gorzej jest z biegiem, ale jak powiedział red.
Krzysztof Wyrzykowski z Eurosportu "Ona się jeszcze fizycznie rozwija,
jest młoda więc na pewno będzie jeszcze biegać dużo szybciej". Ja w pełni
podzielam zdanie kolegi po fachu i sądzę, że mamy materiał na wspaniałą
zawodniczkę o której jeszcze na pewno niejednokrotnie usłyszymy - oby w jak
najlepszych kontekstach. Czekamy zatem na polepszenie biegu i olimpijski medal.
No starczy tych nadziei medalowych, bo jeszcze w jakiś
samozachwyt popadniemy, a nie o oto chodzi... Mówiąc poważnie: Polska to kraj
gdzie sroga zima panuje cztery miesiące w roku - w takim państwie MUSI BYĆ
mocna reprezentacja zimowa, nie możemy stać w jednym rzędzie z Brazylią, czy
Jamajką, no może bez przesady, aż tak źle nie jest, ale sytuacja nie jest
wesoła. Trzeba się wziąść do poprawy. W/w sportowcy to niewątpliwie uzdolnieni
zawodnicy, ale oni powinni czuć wsparcie ze strony państwa. Jeśli mamy mieć
nadzieje medalowe na zimowych igrzyskach, nie mogą się zdarzyć sytuacje, że
polska ekipa bobslejowa nie ma własnego boba... Podobnych przykładów jest
mnóstwo. Apeluję więc do władz naszego kraju: rozwińmy talent tych ludzi, nie skąpmy
na nich i tak nie specjalnie dużych pieniędzy, bo czy dla takich chwil jak np.
łzy Tomasza Sikory po srebrze na 15 km w ogóle warto się nad czymkolwiek
zastanawiać? Wydaję mi się, że nie, zapewne drogim Czytelnikom również. Czekamy
na medale w Vancouver...
Autor: Michał Cieślak
Skomentuj
na forum >>
| |