|
Piłka nożna
Jak w Polsce zrobić wielką piłkę?
7000 kibiców na meczach
II ligi z Świtem, MKS Mława, Arką Gdynia i Widzewem. Dobra piłka w dużym
mieście. Szanse na awans do ekstraklasy. To wszystko już przeszłość. Kujawiaka
już nie ma. Klub, który w ciągu dwóch sezonów awansował z IV do II ligi gra
obecnie na piątym froncie. Wszystko przez kaprysy działaczy, którym zachciało
się robić piłkę w Bydgoszczy. Tylko dla kogo?
Kibice Zawiszy nie chcą
tego klubu w Bydgoszczy. Oni mają swojego Zawisze w IV lidze. Na przestrzeni
ostatnich lat nie jest to pierwszy wybryk działaczy, którzy nad głowami kibiców
przenoszą klub z miasta do miasta. Niebiesko-czarni fani są jednak pierwszymi,
którzy się temu sprzeciwili.
Wszystko zaczęło się w
1995 roku. W I lidze grała wtedy Olimpia Poznań i Sokół Pniewy. Obydwie drużyny
z Wielkopolski. Na meczach średnio około 2000 kibiców. Olimpia była głównie
kojarzona z dobrze radzącą sobie żeńską drużyną koszykówki. Sokół to produkt
zmiany systemu. Był pierwszym klubem z małego miasteczka, który zaszedł tak
wysoko dzięki sponsorom. Pierwszym w którym w miejsce historycznej nazwy
zaczęły się pojawiać inne. Sokół-Elektromis, Tygodnik Miliarder. Zarówno w
Poznaniu jak i w Pniewach ciężko było przyciągnąć uwagę ludzi. W stolicy
Wielkopolski firmową drużyną był Lech Poznań. Z nim większość się
identyfikowała. Kluby zostały więc przeniesione. Olimpia połączyła się z Lechią
Gdańsk, natomiast Sokół z GKS-em Tychy. Marketingowo ruch był świetny. Były to
pierwsze takie przypadki, nikt więc nie zdawał sobie sprawy do czego to może
doprowadzić. Na Pomorzu Gdańskim cieszono się, że po 7 latach znów mają klub w
I lidze. Głód piłki był ogromny. Wystarczy przypomnieć frekwencje na pierwszych
meczach w Gdańsku. 12000 ze Śląskiem, 10000 z Bełchatowem i 16000 z Legią. Czy
ta fuzja miała szanse przetrwania. Po 4 meczach Lechia miała 10 punktów i
nieśmiało mówiło się o walce o najwyższe cele. Jedną z głównych przyczyn
niepowodzenia było niejasne podejście do sprawy ze strony PZPN-u. Związek
zgodził się na przeniesienie klubu do Gdańska, lecz zaznaczył że rywale muszą
się zgodzić na grę przy Traugutta. W przeciwnym wypadku mecz winien się odbyć w
Poznaniu. Położenie Gdańska sprawiło, że rywale zaczęli wykorzystywać ten
zapis, by zainkasować 3 punkty bez gry. Walkowery w spotkaniach z GKS Katowice
i Lechem Poznań zdemobilizowały drużynę. Kolejne zwycięstwo Gdańszczanie
odnieśli dopiero w 14 kolejce na wyjeździe w Szczecinie. Apogeum słabej gry
nastąpiło podczas meczu z Widzewem przegranym w Gdańsku 1-7. Ostatecznie Lechia
spadła najpierw do II, a potem po kolejnym sezonie do III ligi. Nie był to
jednak koniec fuzyjnych zapędów w Gdańsku. W 1997 roku do II ligi awansowała
Polonia Gdańsk. Podobnie jak Olimpia w Poznaniu, Polonia była „drugim” jeśli
nie „trzecim” klubem dla kibiców z Gdańska. Sezon później Lechia przegrała
walkę o powrót do II ligi, a Polonia radziła sobie w niej nadzwyczaj dobrze.
Zajęła 4 miejsce, zapowiadano walkę o awans. W głowach władz miasta i działaczy
zrodził się pomysł, by kluby połączyć, by w Gdańsku była jedna mocna drużyna
mogąca skutecznie walczyć o awans do I ligi. Tak też się stało. Od roku 1998 w
drugiej lidze grała Lechia/Polonia. Dawne miejsce biało-zielonych zajęły
rezerwy nowego tworu, które szybko spadły do IV ligi a potem zostały
rozwiązane. Nowy klub nie spełniał pokładanych nadziei. W 2000 roku spadł do
III ligi. Jego występy na tym froncie nie wzbudzały już jednak emocji. Do
A-klasy została bowiem zgłoszona... Lechia Gdańsk, faktyczny spadkobierca
tradycji klubu założonego w 1945 roku. Mieliśmy więc dość paradoksalną
sytuację. W III lidze Lechia/Polonia, w IV Polonia (potem spadła do V ligi) i
Lechia/Polonia II (rozwiązana w 2001 roku). Ciężko jest to wszystko ogarnąć.
Fakt jest taki, że „nowa” Lechia sezon po sezonie awansowała z A-klasy do II
ligi. Polonia gra obecnie na piątym froncie. A fuzyjnych „wynalazków” już na
Pomorzu Gdańskim nie ma. Sokół Tychy natomiast utrzymał się w ekstraklasie w
pierwszym sezonie funkcjonowania. W drugim zbankrutował i wycofał się z
rozgrywek na 8 kolejek przed końcem. Oznaczało to degradacje o dwie klasy
rozgrywkowe do IV ligi w której klub z Wielkopolski gra do dziś. Na tym samym
poziomie występuje GKS Tychy. Żaden z klubów nie zgłasza aspiracji do awansu.
Od momentu przekształcenia klubów ze stowarzyszeń w
sportowe spółki akcyjne przeniesienie drużyny jest dużo łatwiejsze. Polonia i
Górnik Zabrze, które są obecnie wystawione na sprzedaż wymagają nawet
podpisania specjalnej umowy. Nowy właściciel nie może zmienić barw i siedziby
klubu. A takie przypadki niestety już w Polsce bywały. W 2000 roku w Pogoń
Szczecin duże pieniądze zainwestowali Turcy.
|
|
Najpierw Sabri Bekdas, a potem Les Gondor.
Klub odniósł swój największy sukces. W 2001 roku zdobył wicemistrzostwo Polski.
I nagle coś zaczęło się psuć. Miasto nie chciało bowiem udostępnić
właścicielowi Pogoni terenów dokoła stadionu. Klub odpadł już w rundzie
wstępnej Pucharu UEFA (po blamarzu z Fylkirem Reykiavik). Rok później był już w
rozsypce. Pogoń spadła do II ligi uzyskując 9 punktów w 30 meczach. 1-7 ze
Szczakowianką i 0-9 z Górnikiem najlepiej pokazują do czego doprowadzili klub
tureccy biznesmeni. Występowało ogromne prawdopodobieństwo, że drużyna ze
Szczecina nie otrzyma licencji na grę w II lidze. Z pomocą przyszedł Antoni
Ptak. Człowiek znany wówczas z tego, że doprowadził Łódzki Klub Sportowy do
mistrzostwa Polski, a rok później spuścił do drugiej ligi. W 2002 roku jego
Piotrcovia awansowała na drugi front. W rundzie jesiennej była typową drużyną
środka. Wszystko miały zmienić transfery dokonane w przerwie zimowej. Do klubu
przyszli tacy piłkarze jak Tomasz Łapiński, Sławomir Majak, a na ławkę
trenerską Ptak sprowadził Franciszka Smudę. Cały plan pogoni za czołówką
legł już w pierwszym meczu. W Gdyni Piotrcovia przegrała z przeciętną Arką 0-4.
Smuda podał się do dymisji, a drużyna wróciła do swego dawnego poziomu kończąc
rozgrywki na 10 miejscu. Po tym sezonie klub z Piotrkowa przestał istnieć.
Biznesmenowi wpadł pomysł przeniesienia go do Szczecina w miejsce upadłej Pogoni.
Kibicom Portowców nie przeszkadzało to że by oni mogli oglądać II ligę zostaną
niej przy zielonym stoliku pozbawieni fani z Piotrkowa. Ostatecznie mimo
protestów sympatyków likwidowanego klubu do przenosin doszło. Nowa Pogoń po
roku wywalczyła promocje do ekstraklasy. Pierwszy sezon skończyła na 10
pozycji. Jak będzie teraz nie wiadomo. Kontrowersyjny właściciel usunął bowiem
z drużyny wszystkich Polaków w ich miejsce sprowadzając Brazylijczyków. Czy ten
eksperyment wypali. Wyniki sparingów (m.in. 0-3 ze Śląskiem Wrocław) pokazują że może być ciężko.
Razem z Portowcami z I
ligą żegnało się KSZO także i w tym wypadku nie jest już to samo KSZO. Tam Ptak,
tu Stasiak kolejny biznesmen, który mąci w polskiej piłce przeniósł
Ceramikę Opoczno do Ostrowca. Doszło tu do dość paradoksalnej sytuacji. „Dawne”
KSZO rozpadło się bowiem w zimowej przerwie rozgrywek. Została tu więc
zachowana ciągłość jeśli chodzi o ligę (podobnie jak w wypadku Pogoni), ale w
drugiej części sezonu za KSZO uważany był klub kompletnie ze starym nie
związany, z którym zlikwidowana drużyna z Ostrowca rozegrała nawet na jesień
mecz (było 4-1). W wypadku tych przenosin spokojnie było jeśli chodzi o
kibiców, gdyż Ceramika nie wzbudzała w Opocznie większego zainteresowania.
Wreszcie doszliśmy do
tego sezonu. Dwie słynne już sprawy. Pierwsza to przejęcie Lecha Poznań przez
Amikę (a może odwrotnie). W tej sprawie naprawdę niewiele wiadomo.
Prawdopodobnie po tym sezonie z pierwszoligowej piłkarskiej mapy Polski zniknie
Amica Wronki. Sponsor przeniesie się do Poznania i powstanie „wielki” Lech. Jak
w praktyce to będzie wyglądało jednak nie wiadomo. Pojawia się wiele pytań. Co
z miejscem które zajmie Amika? Co jak zagra w pucharach? Jeśli klub faktycznie
miałby występować na miejscu Lecha wówczas musiałby spłacić długi, których
„kolejorzowi” nie brakuje. Jak Amika podejdzie do rozgrywek skoro wiadomo że
którego miejsca by nie zajęła to i tak... spadnie (?). A może działacze
sprzedają miejsce w I lidze jeszcze komuś innemu. Wszystkiego dowiemy się po
sezonie. Teraz wiemy, że klub który powstał z niczego i jak burza przechodził
kolejne szczeble rozgrywek będzie grał w III lidze, a jeszcze nie dawno do
Wronek przyjeżdżało Atletico Madryt i Glasgow Rangers. Kibice protestują ale
niewiele mogą. W Poznaniu się cieszą i czekają na lepsze jutro, ale czy
nadejdzie gdy dla osiągnięcia własnych celów niszczy się inny klub. Zobaczymy.
I doszliśmy do sprawy
Zawiszy, klubu któremu w doświadczeniu w fuzjach dorównuje chyba tylko Lechia.
Ile tu już pozaboiskowych kroków było podejmowanych by wskrzesić piłkę w
Bydgoszczy. Były próby łączenia Zawiszy z Chemikiem (zakończona spadkiem do V
ligi tego pierwszego), eksperymenty z KP Konin. Wreszcie z „pomocą” przyszła
Hydrobudowa. Poznańska firma, dzięki inwestycji której Kujawiak Włocławek
awansował w ciągu dwóch lat o dwie klasy rozgrywkowe. Mimo że we Włocławku
większość zawsze kibicowała Włocłavii dzięki poziomowi drużyna zyskała sobie
sympatyków. W zeszłym roku była bliska awansu do ekstraklasy. W tym zajmowała
pozycję w środku tabeli. W przerwie zimowej nastąpił wstrząs. Sponsor
zadecydował, że przeniesie II ligę do tak wyczekującej na nią Bydgoszczy. I tu
pojawia się pytanie czy piłka nożna aby na pewno jest dla kibiców. Tego
sztucznego tworu nikt w Bydgoszczy nie chce. Kibice z tego miasta stoczyli
walkę o to by sponsor nie przejął także IV-ligowca obawiając się, że mogą
stracić wszystko. Kujawiak miał kibiców na Kujawach. Zrobienie tam wielkiej
piłki mogłoby być sukcesem marketingowym dla firmy. Skąd więc wziął się ten
dziwny kaprys. Doprowadził on tylko do tego że na większości stadionów
Hydrobudowa stała się „persona non grata” podobnie jak panowie Ptak i
Stasiak.
Autor: Łukasz Bieszke
Skomentuj
na forum >>
| |