strona: 45        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Jak w Polsce zrobić wielką piłkę?


7000 kibiców na meczach II ligi z Świtem, MKS Mława, Arką Gdynia i Widzewem. Dobra piłka w dużym mieście. Szanse na awans do ekstraklasy. To wszystko już przeszłość. Kujawiaka już nie ma. Klub, który w ciągu dwóch sezonów awansował z IV do II ligi gra obecnie na piątym froncie. Wszystko przez kaprysy działaczy, którym zachciało się robić piłkę w Bydgoszczy. Tylko dla kogo?

Kibice Zawiszy nie chcą tego klubu w Bydgoszczy. Oni mają swojego Zawisze w IV lidze. Na przestrzeni ostatnich lat nie jest to pierwszy wybryk działaczy, którzy nad głowami kibiców przenoszą klub z miasta do miasta. Niebiesko-czarni fani są jednak pierwszymi, którzy się temu sprzeciwili.

Wszystko zaczęło się w 1995 roku. W I lidze grała wtedy Olimpia Poznań i Sokół Pniewy. Obydwie drużyny z Wielkopolski. Na meczach średnio około 2000 kibiców. Olimpia była głównie kojarzona z dobrze radzącą sobie żeńską drużyną koszykówki. Sokół to produkt zmiany systemu. Był pierwszym klubem z małego miasteczka, który zaszedł tak wysoko dzięki sponsorom. Pierwszym w którym w miejsce historycznej nazwy zaczęły się pojawiać inne. Sokół-Elektromis, Tygodnik Miliarder. Zarówno w Poznaniu jak i w Pniewach ciężko było przyciągnąć uwagę ludzi. W stolicy Wielkopolski firmową drużyną był Lech Poznań. Z nim większość się identyfikowała. Kluby zostały więc przeniesione. Olimpia połączyła się z Lechią Gdańsk, natomiast Sokół z GKS-em Tychy. Marketingowo ruch był świetny. Były to pierwsze takie przypadki, nikt więc nie zdawał sobie sprawy do czego to może doprowadzić. Na Pomorzu Gdańskim cieszono się, że po 7 latach znów mają klub w I lidze. Głód piłki był ogromny. Wystarczy przypomnieć frekwencje na pierwszych meczach w Gdańsku. 12000 ze Śląskiem, 10000 z Bełchatowem i 16000 z Legią. Czy ta fuzja miała szanse przetrwania. Po 4 meczach Lechia miała 10 punktów i nieśmiało mówiło się o walce o najwyższe cele. Jedną z głównych przyczyn niepowodzenia było niejasne podejście do sprawy ze strony PZPN-u. Związek zgodził się na przeniesienie klubu do Gdańska, lecz zaznaczył że rywale muszą się zgodzić na grę przy Traugutta. W przeciwnym wypadku mecz winien się odbyć w Poznaniu. Położenie Gdańska sprawiło, że rywale zaczęli wykorzystywać ten zapis, by zainkasować 3 punkty bez gry. Walkowery w spotkaniach z GKS Katowice i Lechem Poznań zdemobilizowały drużynę. Kolejne zwycięstwo Gdańszczanie odnieśli dopiero w 14 kolejce na wyjeździe w Szczecinie. Apogeum słabej gry nastąpiło podczas meczu z Widzewem przegranym w Gdańsku 1-7. Ostatecznie Lechia spadła najpierw do II, a potem po kolejnym sezonie do III ligi. Nie był to jednak koniec fuzyjnych zapędów w Gdańsku. W 1997 roku do II ligi awansowała Polonia Gdańsk. Podobnie jak Olimpia w Poznaniu, Polonia była „drugim” jeśli nie „trzecim” klubem dla kibiców z Gdańska. Sezon później Lechia przegrała walkę o powrót do II ligi, a Polonia radziła sobie w niej nadzwyczaj dobrze. Zajęła 4 miejsce, zapowiadano walkę o awans. W głowach władz miasta i działaczy zrodził się pomysł, by kluby połączyć, by w Gdańsku była jedna mocna drużyna mogąca skutecznie walczyć o awans do I ligi. Tak też się stało. Od roku 1998 w drugiej lidze grała Lechia/Polonia. Dawne miejsce biało-zielonych zajęły rezerwy nowego tworu, które szybko spadły do IV ligi a potem zostały rozwiązane. Nowy klub nie spełniał pokładanych nadziei. W 2000 roku spadł do III ligi. Jego występy na tym froncie nie wzbudzały już jednak emocji. Do A-klasy została bowiem zgłoszona... Lechia Gdańsk, faktyczny spadkobierca tradycji klubu założonego w 1945 roku. Mieliśmy więc dość paradoksalną sytuację. W III lidze Lechia/Polonia, w IV Polonia (potem spadła do V ligi) i Lechia/Polonia II (rozwiązana w 2001 roku). Ciężko jest to wszystko ogarnąć. Fakt jest taki, że „nowa” Lechia sezon po sezonie awansowała z A-klasy do II ligi. Polonia gra obecnie na piątym froncie. A fuzyjnych „wynalazków” już na Pomorzu Gdańskim nie ma. Sokół Tychy natomiast utrzymał się w ekstraklasie w pierwszym sezonie funkcjonowania. W drugim zbankrutował i wycofał się z rozgrywek na 8 kolejek przed końcem. Oznaczało to degradacje o dwie klasy rozgrywkowe do IV ligi w której klub z Wielkopolski gra do dziś. Na tym samym poziomie występuje GKS Tychy. Żaden z klubów nie zgłasza aspiracji do awansu.

Od momentu przekształcenia klubów ze stowarzyszeń w sportowe spółki akcyjne przeniesienie drużyny jest dużo łatwiejsze. Polonia i Górnik Zabrze, które są obecnie wystawione na sprzedaż wymagają nawet podpisania specjalnej umowy. Nowy właściciel nie może zmienić barw i siedziby klubu. A takie przypadki niestety już w Polsce bywały. W 2000 roku w Pogoń Szczecin duże pieniądze zainwestowali Turcy.



Najpierw Sabri Bekdas, a potem Les Gondor. Klub odniósł swój największy sukces. W 2001 roku zdobył wicemistrzostwo Polski. I nagle coś zaczęło się psuć. Miasto nie chciało bowiem udostępnić właścicielowi Pogoni terenów dokoła stadionu. Klub odpadł już w rundzie wstępnej Pucharu UEFA (po blamarzu z Fylkirem Reykiavik). Rok później był już w rozsypce. Pogoń spadła do II ligi uzyskując 9 punktów w 30 meczach. 1-7 ze Szczakowianką i 0-9 z Górnikiem najlepiej pokazują do czego doprowadzili klub tureccy biznesmeni. Występowało ogromne prawdopodobieństwo, że drużyna ze Szczecina nie otrzyma licencji na grę w II lidze. Z pomocą przyszedł Antoni Ptak. Człowiek znany wówczas z tego, że doprowadził Łódzki Klub Sportowy do mistrzostwa Polski, a rok później spuścił do drugiej ligi. W 2002 roku jego Piotrcovia awansowała na drugi front. W rundzie jesiennej była typową drużyną środka. Wszystko miały zmienić transfery dokonane w przerwie zimowej. Do klubu przyszli tacy piłkarze jak Tomasz Łapiński, Sławomir Majak, a na ławkę trenerską Ptak sprowadził Franciszka Smudę. Cały plan pogoni za czołówką legł już w pierwszym meczu. W Gdyni Piotrcovia przegrała z przeciętną Arką 0-4. Smuda podał się do dymisji, a drużyna wróciła do swego dawnego poziomu kończąc rozgrywki na 10 miejscu. Po tym sezonie klub z Piotrkowa przestał istnieć. Biznesmenowi wpadł pomysł przeniesienia go do Szczecina w miejsce upadłej Pogoni. Kibicom Portowców nie przeszkadzało to że by oni mogli oglądać II ligę zostaną niej przy zielonym stoliku pozbawieni fani z Piotrkowa. Ostatecznie mimo protestów sympatyków likwidowanego klubu do przenosin doszło. Nowa Pogoń po roku wywalczyła promocje do ekstraklasy. Pierwszy sezon skończyła na 10 pozycji. Jak będzie teraz nie wiadomo. Kontrowersyjny właściciel usunął bowiem z drużyny wszystkich Polaków w ich miejsce sprowadzając Brazylijczyków. Czy ten eksperyment wypali. Wyniki sparingów (m.in. 0-3 ze Śląskiem Wrocław) pokazują że może być ciężko.

Razem z Portowcami z I ligą żegnało się KSZO także i w tym wypadku nie jest już to samo KSZO. Tam Ptak, tu Stasiak kolejny biznesmen, który mąci w polskiej piłce przeniósł Ceramikę Opoczno do Ostrowca. Doszło tu do dość paradoksalnej sytuacji. „Dawne” KSZO rozpadło się bowiem w zimowej przerwie rozgrywek. Została tu więc zachowana ciągłość jeśli chodzi o ligę (podobnie jak w wypadku Pogoni), ale w drugiej części sezonu za KSZO uważany był klub kompletnie ze starym nie związany, z którym zlikwidowana drużyna z Ostrowca rozegrała nawet na jesień mecz (było 4-1). W wypadku tych przenosin spokojnie było jeśli chodzi o kibiców, gdyż Ceramika nie wzbudzała w Opocznie większego zainteresowania.

Wreszcie doszliśmy do tego sezonu. Dwie słynne już sprawy. Pierwsza to przejęcie Lecha Poznań przez Amikę (a może odwrotnie). W tej sprawie naprawdę niewiele wiadomo. Prawdopodobnie po tym sezonie z pierwszoligowej piłkarskiej mapy Polski zniknie Amica Wronki. Sponsor przeniesie się do Poznania i powstanie „wielki” Lech. Jak w praktyce to będzie wyglądało jednak nie wiadomo. Pojawia się wiele pytań. Co z miejscem które zajmie Amika? Co jak zagra w pucharach? Jeśli klub faktycznie miałby występować na miejscu Lecha wówczas musiałby spłacić długi, których „kolejorzowi” nie brakuje. Jak Amika podejdzie do rozgrywek skoro wiadomo że którego miejsca by nie zajęła to i tak... spadnie (?). A może działacze sprzedają miejsce w I lidze jeszcze komuś innemu. Wszystkiego dowiemy się po sezonie. Teraz wiemy, że klub który powstał z niczego i jak burza przechodził kolejne szczeble rozgrywek będzie grał w III lidze, a jeszcze nie dawno do Wronek przyjeżdżało Atletico Madryt i Glasgow Rangers. Kibice protestują ale niewiele mogą. W Poznaniu się cieszą i czekają na lepsze jutro, ale czy nadejdzie gdy dla osiągnięcia własnych celów niszczy się inny klub. Zobaczymy.

I doszliśmy do sprawy Zawiszy, klubu któremu w doświadczeniu w fuzjach dorównuje chyba tylko Lechia. Ile tu już pozaboiskowych kroków było podejmowanych by wskrzesić piłkę w Bydgoszczy. Były próby łączenia Zawiszy z Chemikiem (zakończona spadkiem do V ligi tego pierwszego), eksperymenty z KP Konin. Wreszcie z „pomocą” przyszła Hydrobudowa. Poznańska firma, dzięki inwestycji której Kujawiak Włocławek awansował w ciągu dwóch lat o dwie klasy rozgrywkowe. Mimo że we Włocławku większość zawsze kibicowała Włocłavii dzięki poziomowi drużyna zyskała sobie sympatyków. W zeszłym roku była bliska awansu do ekstraklasy. W tym zajmowała pozycję w środku tabeli. W przerwie zimowej nastąpił wstrząs. Sponsor zadecydował, że przeniesie II ligę do tak wyczekującej na nią Bydgoszczy. I tu pojawia się pytanie czy piłka nożna aby na pewno jest dla kibiców. Tego sztucznego tworu nikt w Bydgoszczy nie chce. Kibice z tego miasta stoczyli walkę o to by sponsor nie przejął także IV-ligowca obawiając się, że mogą stracić wszystko. Kujawiak miał kibiców na Kujawach. Zrobienie tam wielkiej piłki mogłoby być sukcesem marketingowym dla firmy. Skąd więc wziął się ten dziwny kaprys. Doprowadził on tylko do tego że na większości stadionów Hydrobudowa stała się „persona non grata” podobnie jak panowie Ptak i Stasiak.


Autor: Łukasz Bieszke

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>