strona: 43        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


PUBLICYSTYKA

Pieniądze to nie wszystko


Roman Abramowicz jest be, bo ma pieniądze. Chelsea jest be, bo wygrywa. Fani The Blues są be, bo poszli nie za miłością kibicowską, ale za forsą. Be jest nawet sam Mourinho, no bo jak on śmiał wziąć pod swoje skrzydła jakikolwiek klub i sprawić, że jest on perfekcyjnie zorganizowany i bogaty?

Powyższe wnioski jednoznacznie płyną z tekstu Piotrka Gogusia "Ruski pieniądz". Autor stara się w nim udowodnić, że pieniążki rządzą futbolem i jest to bardzo, ale to bardzo złe. Nie będę obalał tej pierwszej tezy, bo sorry, ale bez kasy to teraz nawet marnego pucharu ligowego nie można ugrać, a co tu dopiero mówić o wejściu do Ligi Mistrzów i skutecznej w niej walce. Ale...

Goguś zarzuca Chelsea nierozsądną politykę transferową. Ja natomiast uważam, że jest dokładnie odwrotnie. Kiedy przychodzi nowy trener to jasne jest, że zmiany są tylko kwestią czasu, bo każdy ma własną wizję. Mourinho chciał Carvallho, Ferreirę i Drogbę - cóż z tego? Może małe przypomnienie - Manchester United wydał po 27 milionów euro na Verona i Rooney'a, a jeszcze więcej, bo aż 30 milionów kosztował Rio Ferdinand. Dodać należy, że ManU to klub z ogromnymi tradycjami, prowadzony od wielu lat przez jednego trenera. Ferguson miał więc mnóstwo czasu na budowę teamu zgodnie ze swoimi upodobaniami. Pieniążków też nie brakowało, bo przecież Christiano Ronaldo, Kleberson czy Heinze za darmo nie przyszli...

Problem leży nie w tym, kto ma większą kasę. W czasach, gdy futbol to miliony euro, mistrzostwem jest dopiero robienie właściwego użytku z uskładanych dutków. A Abramowicz robi to wyśmienicie - z wyczuciem, odmawiając tam, gdzie kontrahenci próbują wycisnąć zbyt wiele.



Problem leży nie w tym, kto ma większą kasę. W czasach, gdy futbol to miliony euro, mistrzostwem jest dopiero robienie właściwego użytku z uskładanych dutków. A Abramowicz robi to wyśmienicie - z wyczuciem, odmawiając tam, gdzie kontrahenci próbują wycisnąć zbyt wiele.

Pieniądze są ważne, ale nie kupimy za nie intuicji trenera, tak samo jak nie sprawimy, że Frank Lampard kopnie piłkę z większą rotacją, a Makelele zacznie nagle harować jak wół, od czego zdążył się odzwyczaić w "galaktycznym" Realu. Pieniądze nie zastąpią trenerskiego nosa, nie dokonają za niego zmian, które w konsekwencji wyniosą zespół na szczyt. Petr Ceh, Arjen Robben, Ricardo Carvallho - który z tych transferów był choćby odrobinę chybiony? Żaden!

Goguś pisze również, że wielu kibiców Chelsea zyskało właściwie jedynie dzięki napływowi rosyjskiej gotówki. Zgoda, ale czy to jest nienormalne? Czy nie było tak, że kiedy Wisła grała w Pucharze UEFA, to niemal wszyscy Polacy jej kibicowali? W żadnym wypadku nie próbuję tu porównywać skali majątków Bogusława Cupiała i Romana Abramowicza, ale jeśli nagle znalazłby się u nas inwestor, który wpompowałby w dowolny klub wiele milionów euro i ten klub zacząłby odnosić sukcesy, to powiadam wam: wychwalałbym go pod niebiosa i dziękował losowi, że rzucił człowieka właśnie do Polski. Tylko że w naszym kraju szanse na to są raczej znikome i może właśnie to tak irytuje anty-fanów The Blues.

Jednych może denerwować nagły sukces klubu, osiągnięty według nich jedynie za pomocą grubych milionów. Z tym, że pieniądze raczej nie wybiegną na boisko i nie przeprowadzą ani jednej składnej akcji. Drudzy mogą zazdrościć Anglikom, że mają teraz co najmniej trzy silne zespoły, z których każdy może skutecznie powalczyć w europejskich pucharach. Tylko nie możemy zapominać, że pod tą medialno-finansową otoczką na końcu i tak znajdą się ludzie, bez których sukces byłby niemożliwy.


Autor: Daniel "Tuxedo" Markiewicz

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>