|
PUBLICYSTYKA
Pieniądze to nie wszystko
Roman Abramowicz jest be, bo
ma pieniądze. Chelsea jest be, bo wygrywa. Fani The Blues są be, bo poszli nie
za miłością kibicowską, ale za forsą. Be jest nawet sam Mourinho, no bo jak on
śmiał wziąć pod swoje skrzydła jakikolwiek klub i sprawić, że jest on
perfekcyjnie zorganizowany i bogaty?
Powyższe wnioski jednoznacznie płyną z tekstu Piotrka Gogusia "Ruski pieniądz". Autor stara
się w nim udowodnić, że pieniążki rządzą futbolem i jest to bardzo, ale to
bardzo złe. Nie będę obalał tej pierwszej tezy, bo sorry, ale bez kasy to teraz
nawet marnego pucharu ligowego nie można ugrać, a co tu dopiero mówić o wejściu
do Ligi Mistrzów i skutecznej w niej walce. Ale...
Goguś zarzuca Chelsea nierozsądną
politykę transferową. Ja natomiast uważam, że jest dokładnie odwrotnie. Kiedy
przychodzi nowy trener to jasne jest, że zmiany są tylko kwestią czasu, bo
każdy ma własną wizję. Mourinho chciał Carvallho, Ferreirę i Drogbę
- cóż z tego? Może małe przypomnienie - Manchester United wydał po 27
milionów euro na Verona i Rooney'a, a jeszcze więcej, bo aż 30
milionów kosztował Rio Ferdinand. Dodać należy, że ManU to klub z
ogromnymi tradycjami, prowadzony od wielu lat przez jednego trenera. Ferguson
miał więc mnóstwo czasu na budowę teamu zgodnie ze swoimi upodobaniami.
Pieniążków też nie brakowało, bo przecież Christiano Ronaldo, Kleberson
czy Heinze za darmo nie przyszli...
Problem leży nie w tym, kto ma
większą kasę. W czasach, gdy futbol to miliony euro, mistrzostwem jest
dopiero robienie właściwego użytku z uskładanych dutków. A Abramowicz robi
to wyśmienicie - z wyczuciem, odmawiając tam, gdzie kontrahenci próbują
wycisnąć zbyt wiele.
|
|
Problem leży nie w tym, kto ma
większą kasę. W czasach, gdy futbol to miliony euro, mistrzostwem jest
dopiero robienie właściwego użytku z uskładanych dutków. A Abramowicz robi
to wyśmienicie - z wyczuciem, odmawiając tam, gdzie kontrahenci próbują
wycisnąć zbyt wiele.
Pieniądze są ważne, ale nie
kupimy za nie intuicji trenera, tak samo jak nie sprawimy, że Frank Lampard
kopnie piłkę z większą rotacją, a Makelele zacznie nagle harować jak
wół, od czego zdążył się odzwyczaić w "galaktycznym" Realu. Pieniądze
nie zastąpią trenerskiego nosa, nie dokonają za niego zmian, które w
konsekwencji wyniosą zespół na szczyt. Petr Ceh, Arjen Robben,
Ricardo Carvallho - który z tych transferów był choćby odrobinę chybiony?
Żaden!
Goguś pisze również, że wielu
kibiców Chelsea zyskało właściwie jedynie dzięki napływowi rosyjskiej gotówki.
Zgoda, ale czy to jest nienormalne? Czy nie było tak, że kiedy Wisła grała w
Pucharze UEFA, to niemal wszyscy Polacy jej kibicowali? W żadnym wypadku nie
próbuję tu porównywać skali majątków Bogusława Cupiała i Romana Abramowicza,
ale jeśli nagle znalazłby się u nas inwestor, który wpompowałby w dowolny klub
wiele milionów euro i ten klub zacząłby odnosić sukcesy, to powiadam wam:
wychwalałbym go pod niebiosa i dziękował losowi, że rzucił człowieka właśnie do
Polski. Tylko że w naszym kraju szanse na to są raczej znikome i może właśnie
to tak irytuje anty-fanów The Blues.
Jednych może denerwować nagły
sukces klubu, osiągnięty według nich jedynie za pomocą grubych milionów. Z tym,
że pieniądze raczej nie wybiegną na boisko i nie przeprowadzą ani jednej
składnej akcji. Drudzy mogą zazdrościć Anglikom, że mają teraz co najmniej trzy
silne zespoły, z których każdy może skutecznie powalczyć w europejskich
pucharach. Tylko nie możemy zapominać, że pod tą medialno-finansową otoczką na
końcu i tak znajdą się ludzie, bez których sukces byłby niemożliwy.
Autor: Daniel "Tuxedo" Markiewicz
Skomentuj
na forum >>
| |