|
Siatkówka
Ćwierćfinał LM: Porażka w Salonikach
Bardzo dobra passa Skry Bełchatów w Lidze Mistrzów chyba
powoli się kończy. Mistrzowie Polski przegrali na wyjeździe z Iraklisem
Saloniki 0:3 i zdobyli zaledwie 58 punktów. W tej sytuacji awans naszych
zawodników do Final Four staje się niemal niemożliwy.
Pierwszy punkt meczu zdobyli
blokiem goście. Potem nie było już tak kolorowo. Zawodnicy Iraklisu zdobyli
kilka punktów z rzędu, a Bełchatowianom
udało się ich dogonić dopiero po paru chwilach. Nie na długo niestety
nastąpił okres wyrównanej gry. Na pierwszą przerwę techniczną Polacy schodzili
ze spuszczonymi głowami – przegrywali czterema punktami. Nie tego spodziewali
się oni i ich kibice. Wprawdzie dzięki świetnym zagrywkom Maciejewicza
stan seta wyrównał się, ale było to wszystko, na co było stać zawodników Skry.
Pierwszy set zakończył się wygraną Greków do 22 i nikłymi nadziejami na
odrodzenie Polaków.
Początek drugiego seta i prowadzenie gości dwoma
punktami sprawiło, że wśród kibiców i samych zawodników Skry pojawiła się
nadzieja na odwrócenie losów meczu. Niestety, okazała się ona płonna. Po chwili
było już po cztery i zawodnicy Iraklisu zaczynali przejmować inicjatywę. Do
przerwy technicznej zdobyli cztery punkty, podczas gdy Polacy uciułali ledwo
dwa.
|
|
Znakomita gra gospodarzy i szkolne błędy Bełchatowian
wyprowadziły tych pierwszych na prowadzenie 14:11. Mistrzowie Polski grali
tragicznie, bez wiary w zwycięstwo, co wykorzystywali Grecy. W rezultacie
przegrywaliśmy już siedmioma punktami – 20:13. Pewni swego gospodarze grali na
luzie. Świetnie spisujący się Kravarik zepsuł zagrywkę, ale po chwili to
samo zrobił Witalij Kiktyev, kończąc seta, którego Skra przegrała do 19.
Zawodnicy mistrza Polski przestali myśleć o zwycięstwie – chcieli już tylko
wyjść z tej konfrontacji z twarzą.
Trzecia partia rozpoczęła się od
mocnego uderzenia uskrzydlonych łatwym zwycięstwem w poprzednich odsłonach
gospodarzy. Prowadzili 3:1, a po chwili było już 8:6 i przerwa techniczna. Po
błędzie serwisowym Winiara i efektownym ataku Cernica przewaga
powiększyła się do czterech oczek (12:8). Taka sytuacja utrzymywała się do
końca seta i meczu. Gospodarze systematycznie powiększali swoje prowadzenie, a
goście rozpaczliwie się bronili. Nie pomogły nawet zagrywki Maciejewicza, które
przerwał z drugiej piłki Lloy Ball. Zawodnicy Iraklisu byli o niebo lepsi od
Skry w każdym elemencie. Wychodziło im wszystko – od ryzykownych zagrywek po
trudne obrony. Gra Polaków była obrazem nędzy i rozpaczy. Nic dziwnego, że
przegrali ostatniego seta do 17 i cały mecz 0:3.
Mistrzowie Polski musieliby
dokonać cudu, aby dostać się do kolejnej Final Four Ligi Mistrzów. Z taką gra,
jaka prezentowali w środę, nie mają czego szukać na europejskich boiskach. W
naszym zespole swoje zadanie wykonał dobrze tylko Mariusz Wlazły, a i
jemu zdarzały się błędy. Bełchatowianie przegrali głównie przez błędy własne –
zły odbiór i niewykorzystane kontry były ich piętą Achillesową. Są jeszcze małe
szanse na awans Skry do czołowej czwórki Europy. Aby pokonać Iraklis, mogliby
średnio w secie oddać im tylko po 19 punktów. Będzie to bardzo trudne, żeby nie
powiedzieć niewykonalne. Nie można jednak z góry skazywać naszych zawodników na
porażkę. Może klęska na wyjeździe zmobilizuje ich do dalszej pracy i w rewanżu
zobaczymy inną, odmienioną Skrę? Miejmy nadzieję, że tak. W siatkówce przecież
też zdarzają się cuda.
Autor: Zosia Górna
Skomentuj
na forum >>
| |