strona: 29        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Studniówka na śniegu


Kiedy do rozpoczęcia finałów mistrzostw świata pozostaje już tylko kilka miesięcy, napięcie u kibiców nie sięga jeszcze zenitu. Owszem, obserwują oni poczynania swoich faworytów, ale mecze kontrolne traktują raczej z delikatnym przymrużeniem oka. Pół biedy, jeśli zespół może nie zachwyca, ale jednak gra solidnie i uzyskuje zadowalające wyniki. Co jednak myśleć wtedy, gdy przegrywa się z teamem prezentującym się wyraźnie słabo, a szacownym reprezentantom starcza sił zaledwie na pół godziny gry

Do meczu z Amerykanami podszedłem bez większych emocji, nie spodziewając się jakiegoś porywającego widowiska i gradu bramek. Nie bawiłem się w typowanie wyniku, nie kombinowałem, kto i na jakiej pozycji wybiegnie w pierwszym składzie. W zasadzie ucieszyłoby mnie obejrzenie kilku ciekawych akcji, paru nieszablonowych zagrań. Tymczasem dostałem bezładną kopaninę, niestrawną tym bardziej, że w pierwszych fragmentach meczu biało-czerwoni spisywali się naprawdę nieźle.

Już w czwartej minucie powinniśmy objąć prowadzenie, niestety sędzia uznał, że wychodzący sam na sam z Kellerem Tomek Frankowski znajdował się na pozycji spalonej. Ofsajdu nie było, a kapitalne podanie Grzegorza Rasiaka nie miało okazji stać się asystą. W 13. minucie spotkania sędzia pomylił się kolejny raz, przyznając rzut wolny spod linii bocznej dla USA. Nie bardzo potrafię powiedzieć, co się wtedy działo z piłką, ale w gąszczu nóg na polu karnym wreszcie ktoś wyekspediował futbolówkę daleko od naszej bramki i odetchnęliśmy.

17. minuta przyniosła najlepszą okazję do zdobycia bramki - dośrodkowanie z linii końcowej od Frankowskiego, świetne przyjęcie Szymkowiaka, zwód i... niestety, o jeden za mało, bo strzał zablokował wślizg kolejnego obrońcy. Zaraz potem obejrzeliśmy pierwszy strzał w światło bramki, główkował Frankowski, ale piłkę pewnie chwycił Keller. Odnotować warto jeszcze "bombę" zza pola karnego w wykonaniu Krzynówka (obok bramki) i podanie wyżej wymienionego do Euzebiusza Smolarka (to już 27. minuta), po którym zawodnikowi Borussi do szczęścia zabrakło kilku centymetrów.

Był to niestety koniec emocji w pierwszej połowie - Polacy grali dobrze, Szymkowiak szybko rozprowadzał piłkę, do akcji próbował włączać się Baszczyński. Brakowało jednak pomysłu, bo reszta naszych zawodników nie była już tak kreatywna i obawiam się, że nawet obecność na boisku kontuzjowanego Żurawskiego niewiele by tu pomogła. W przerwie meczu Paweł Janas zdecydował się tylko na jedną zmianę, za to kluczową - Jurka Dudka zastąpił Artur Boruc, który okazję do interwencji miał już na początku drugiej odsłony...

Z lewej strony dośrodkowywał Eddie Lewis, Boruc w zasadzie bez większego powodu wyszedł z bramki i fatalnie wypiąstkował piłkę, która odbiła się od głowy Johnsona i poszybowała w kierunku bramki. Zdążył ją jeszcze dobić Clint Dempsey i w 48. minucie zrobiło się 1:0. To już był w zasadzie koniec emocji w tym dość dziwnym spotkaniu. Dziwnym, bo kibice obecni na trybunach podnosili wrzawę już wtedy, gdy jakikolwiek zawodnik przebił się z piłką w miarę blisko pola karnego przeciwnika, nawet, jeśli miał on przeciwko sobie co najmniej czterech rywali... Przebiegu spotkania nie odzwierciedla również statystyka strzałów (6-4 dla Polaków), bo zwyczajnie tych groźnych w zasadzie nie było - oczywiście jeśli nie liczyć dobitki na pustą bramkę, która przyniosła jedynego gola meczu.



Kilka słów podsumowania - zagraliśmy źle, przez większą część spotkania nie mieliśmy kompletnie żadnego pomysłu na przeprowadzenie składnej akcji, a już kabaretem pachniały długie podania do napastników w sytuacji, gdy atak tworzyli tacy "kolosi", jak Ebi Smolarek i Andrzej Niedzielan... Zawodników tylko częściowo tłumaczą warunki, z jakimi przyszło im się zmierzyć. Drugie 45 minut to była prawdziwa bitwa śnieżna, z której, o dziwo, lepiej wyszli przyzwyczajeni raczej do kalifornijskich upałów Amerykanie. My po stracie bramki pogubiliśmy się strasznie i de facto chyba tylko śnieg przeszkodził drużynie USA w odniesieniu okazalszego zwycięstwa.

Nie ma teraz sensu atakowanie selekcjonera, bo tak na dobrą sprawę czasu to on na tym króciutkim zgrupowaniu miał właściwie tylko tyle, co by powiedzieć, kto wyjdzie na boisko i ewentualnie z kim ma się wymieniać pozycjami.
| źródło: AP |
Resztę czasu naszym reprezentantom zajęło kręcenie filmów reklamowych (wiadomo, sponsor). Wytknę może tylko jedną niekonsekwencję - wystawienie od pierwszych minut Jurka Dudka było zwyczajną pomyłką. Jak dużej bym do niego nie miał sympatii, to jednak patrząc od strony szkoleniowej dla Janasa obecnie numerem jeden jest Boruc - czemu więc został niemal upokorzony i wpuszczony dopiero na drugą połowę? To nie daje pewności, jakże przecież golkiperowi potrzebnej.

Mecz z USA na pewno nie dał odpowiedzi na kluczowe pytania, jeśli miałbym coś odrzec na nasuwające się "gdzie jesteśmy na 3 miesiące przed finałami", odpowiedź brzmiałaby krótko: nie mam pojęcia. Wiem za to, że o przegranej bezpośrednio zadecydował błąd bramkarza, a przecież na tej pozycji mamy podobno kłopoty bogactwa. Wiem, że bez formy są nasi pomocnicy (z wyjątkiem Szymkowiaka). Wiem, że piętą achillesową naszej drużyny są boczni obrońcy - słabi i nie włączający się do akcji zaczepnych. I wreszcie wiem, że o czterech napastnikach w świetnej formie możemy obecnie zapomnieć, bo okazało się, że nie mamy żadnego (zdrowego). Tylko czy dla tej wiedzy opłacało się ściągać zawodników z Anglii, Kataru i innych zakątków piłkarskiego świata? Chyba jednak tak, przynajmniej ból głowy selekcjonera spowodowany pozornym bogactwem dobrych piłkarzy zastąpi teraz inny, o wiele zdrowszy: jak to wszystko poukładać?

USA - Polska 1:0 (0:0)
Bramka: Clint Dempsey (48 min.)

Żółte kartki: Carlos Bocanegra - Mariusz Jop.
Sędzia: Thorsten Kinhofer (Niemcy). Widzów: 13 395.

USA: Kasey Keller (46-Tim Howard) - Oguchi Onyewu, Steve Cherundolo, Gregg Berhalter (46-Carlos Bocanegra) - Clint Dempsey (89-Chris Klein), Kerry Zavagnin (56-Pablo Mastroeni), Landon Donovan, Eddie Lewis, DaMarcus Beasley (71-Convey) - Eddie Johnson (75-Josh Wolff), Taylor Twellmann.

Polska: Jerzy Dudek (46-Artur Boruc) - Marcin Baszczyński, Jacek Bąk, Mariusz Jop (82-Tomasz Kłos), Michał Żewłakow (72-Tomasz Rząsa) - Euzebiusz Smolarek, Arkadiusz Radomski (83-Radosław Sobolewski), Mirosław Szymkowiak, Jacek Krzynówek - Tomasz Frankowski (62-Andrzej Niedzielan), Grzegorz Rasiak (62-Kamil Kosowski).


Autor: Daniel "Tuxedo" Markiewicz

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>