|
Piłka nożna
Studniówka na śniegu
Kiedy do rozpoczęcia
finałów mistrzostw świata pozostaje już tylko kilka miesięcy, napięcie u
kibiców nie sięga jeszcze zenitu. Owszem, obserwują oni poczynania swoich
faworytów, ale mecze kontrolne traktują raczej z delikatnym przymrużeniem oka.
Pół biedy, jeśli zespół może nie zachwyca, ale jednak gra solidnie i uzyskuje
zadowalające wyniki. Co jednak myśleć wtedy, gdy przegrywa się z teamem
prezentującym się wyraźnie słabo, a szacownym reprezentantom starcza sił zaledwie
na pół godziny gry
Do meczu z Amerykanami
podszedłem bez większych emocji, nie spodziewając się jakiegoś porywającego
widowiska i gradu bramek. Nie bawiłem się w typowanie wyniku, nie kombinowałem,
kto i na jakiej pozycji wybiegnie w pierwszym składzie. W zasadzie ucieszyłoby
mnie obejrzenie kilku ciekawych akcji, paru nieszablonowych zagrań. Tymczasem
dostałem bezładną kopaninę, niestrawną tym bardziej, że w pierwszych
fragmentach meczu biało-czerwoni spisywali się naprawdę nieźle.
Już w czwartej minucie powinniśmy
objąć prowadzenie, niestety sędzia uznał, że wychodzący sam na sam z Kellerem
Tomek Frankowski znajdował się na pozycji spalonej. Ofsajdu nie było, a
kapitalne podanie Grzegorza Rasiaka nie miało okazji stać się asystą. W
13. minucie spotkania sędzia pomylił się kolejny raz, przyznając rzut wolny
spod linii bocznej dla USA. Nie bardzo potrafię powiedzieć, co się wtedy działo
z piłką, ale w gąszczu nóg na polu karnym wreszcie ktoś wyekspediował
futbolówkę daleko od naszej bramki i odetchnęliśmy.
17. minuta przyniosła najlepszą
okazję do zdobycia bramki - dośrodkowanie z linii końcowej od Frankowskiego,
świetne przyjęcie Szymkowiaka, zwód i... niestety, o jeden za mało, bo
strzał zablokował wślizg kolejnego obrońcy. Zaraz potem obejrzeliśmy pierwszy
strzał w światło bramki, główkował Frankowski, ale piłkę pewnie chwycił Keller.
Odnotować warto jeszcze "bombę" zza pola karnego w wykonaniu Krzynówka
(obok bramki) i podanie wyżej wymienionego do Euzebiusza Smolarka (to
już 27. minuta), po którym zawodnikowi Borussi do szczęścia zabrakło kilku
centymetrów.
Był to niestety koniec emocji w
pierwszej połowie - Polacy grali dobrze, Szymkowiak szybko rozprowadzał piłkę,
do akcji próbował włączać się Baszczyński. Brakowało jednak pomysłu, bo
reszta naszych zawodników nie była już tak kreatywna i obawiam się, że nawet
obecność na boisku kontuzjowanego Żurawskiego niewiele by tu pomogła. W
przerwie meczu Paweł Janas zdecydował się tylko na jedną zmianę, za to
kluczową - Jurka Dudka zastąpił Artur Boruc, który okazję do
interwencji miał już na początku drugiej odsłony...
Z lewej strony dośrodkowywał
Eddie Lewis, Boruc w zasadzie bez większego powodu wyszedł z bramki i
fatalnie wypiąstkował piłkę, która odbiła się od głowy Johnsona i
poszybowała w kierunku bramki. Zdążył ją jeszcze dobić Clint Dempsey i w
48. minucie zrobiło się 1:0. To już był w zasadzie koniec emocji w tym dość
dziwnym spotkaniu. Dziwnym, bo kibice obecni na trybunach podnosili wrzawę już
wtedy, gdy jakikolwiek zawodnik przebił się z piłką w miarę blisko pola karnego
przeciwnika, nawet, jeśli miał on przeciwko sobie co najmniej czterech
rywali... Przebiegu spotkania nie odzwierciedla również statystyka strzałów
(6-4 dla Polaków), bo zwyczajnie tych groźnych w zasadzie nie było - oczywiście
jeśli nie liczyć dobitki na pustą bramkę, która przyniosła jedynego gola meczu.
|
|
Kilka słów podsumowania -
zagraliśmy źle, przez większą część spotkania nie mieliśmy kompletnie żadnego
pomysłu na przeprowadzenie składnej akcji, a już kabaretem pachniały długie
podania do napastników w sytuacji, gdy atak tworzyli tacy "kolosi",
jak Ebi Smolarek i Andrzej Niedzielan... Zawodników tylko częściowo
tłumaczą warunki, z jakimi przyszło im się zmierzyć. Drugie 45 minut to była
prawdziwa bitwa śnieżna, z której, o dziwo, lepiej wyszli przyzwyczajeni raczej
do kalifornijskich upałów Amerykanie. My po stracie bramki pogubiliśmy się
strasznie i de facto chyba tylko śnieg przeszkodził drużynie USA w odniesieniu
okazalszego zwycięstwa.
Nie ma teraz sensu atakowanie
selekcjonera, bo tak na dobrą sprawę czasu to on na tym króciutkim zgrupowaniu
miał właściwie tylko tyle, co by powiedzieć, kto wyjdzie na boisko i
ewentualnie z kim ma się wymieniać pozycjami.
|
|
| źródło: AP | |
Resztę czasu naszym
reprezentantom zajęło kręcenie filmów reklamowych (wiadomo, sponsor). Wytknę
może tylko jedną niekonsekwencję - wystawienie od pierwszych minut Jurka Dudka
było zwyczajną pomyłką. Jak dużej bym do niego nie miał sympatii, to jednak
patrząc od strony szkoleniowej dla Janasa obecnie numerem jeden jest Boruc -
czemu więc został niemal upokorzony i wpuszczony dopiero na drugą połowę? To
nie daje pewności, jakże przecież golkiperowi potrzebnej.
Mecz z USA na pewno nie dał
odpowiedzi na kluczowe pytania, jeśli miałbym coś odrzec na nasuwające się
"gdzie jesteśmy na 3 miesiące przed finałami", odpowiedź brzmiałaby
krótko: nie mam pojęcia. Wiem za to, że o przegranej bezpośrednio zadecydował
błąd bramkarza, a przecież na tej pozycji mamy podobno kłopoty bogactwa. Wiem,
że bez formy są nasi pomocnicy (z wyjątkiem Szymkowiaka). Wiem, że piętą
achillesową naszej drużyny są boczni obrońcy - słabi i nie włączający się do
akcji zaczepnych. I wreszcie wiem, że o czterech napastnikach w świetnej formie
możemy obecnie zapomnieć, bo okazało się, że nie mamy żadnego (zdrowego). Tylko
czy dla tej wiedzy opłacało się ściągać zawodników z Anglii, Kataru i innych
zakątków piłkarskiego świata? Chyba jednak tak, przynajmniej ból głowy
selekcjonera spowodowany pozornym bogactwem dobrych piłkarzy zastąpi teraz
inny, o wiele zdrowszy: jak to wszystko poukładać?
USA - Polska 1:0 (0:0)
Bramka: Clint Dempsey (48 min.)
Żółte kartki: Carlos Bocanegra -
Mariusz Jop.
Sędzia: Thorsten Kinhofer
(Niemcy). Widzów: 13 395.
USA: Kasey
Keller (46-Tim Howard) - Oguchi Onyewu, Steve Cherundolo, Gregg Berhalter
(46-Carlos Bocanegra) - Clint Dempsey (89-Chris Klein), Kerry Zavagnin
(56-Pablo Mastroeni), Landon Donovan, Eddie Lewis, DaMarcus Beasley (71-Convey)
- Eddie Johnson (75-Josh Wolff), Taylor Twellmann.
Polska: Jerzy Dudek (46-Artur Boruc) - Marcin
Baszczyński, Jacek Bąk, Mariusz Jop (82-Tomasz Kłos), Michał Żewłakow
(72-Tomasz Rząsa) - Euzebiusz Smolarek, Arkadiusz Radomski (83-Radosław
Sobolewski), Mirosław Szymkowiak, Jacek Krzynówek - Tomasz Frankowski (62-Andrzej
Niedzielan), Grzegorz Rasiak (62-Kamil Kosowski).
Autor: Daniel "Tuxedo" Markiewicz
Skomentuj
na forum >>
| |