|
Igrzyska Olimpijskie w Turynie
Skandaliści z Austrii
Po raz kolejny okazało się, że wielka sportowa impreza nie może odbyć się bez
dopingowego skandalu. Oczywiście nie chodzi nam o to by o tych skandalach nie
mówiono, lecz by ich po prostu nie było. Jednak chyba każdy kibic zdążył się
już pogodzić z myślą, że nieodłączną częścią zawodowego sportu stało się
stosowanie przez sportowców zakazanych środków dopingujących.
Wątpliwymi bohaterami olimpijskiego skandalu stali się austriaccy biathloniści, którzy do
winy się nie poczuwają i ze wszystkich sił starają się odbić piłeczkę w drugą
stronę ukazując oburzenie na sposób w jaki została przeprowadzona w ich
pokojach rewizja. Akcja włoskich karabinierów odbyła się w nocy z 18 na 19
lutego i była spowodowana doniesieniami, jakoby z zawodnikami austriackimi
przebywał Walter Mayer - były dyrektor sportowy biathlonistów i
narciarzy austriackich, który został zdyskwalifikowany po ostatnich zimowych
igrzyskach w Salt Lake City po tym jak w jego kwaterze znaleziono aparaturę do
przetaczania krwi. ęłęó"Mayer
był tu prywatnie jako widz i spotkał się z zawodnikami. Być może udzielił im
jakichś rad przed startem. Trudno, żeby rozmawiali tylko o pogodzie" -
powiedział Erich Wagner, rzecznik prasowy Austriackiego Komitetu
Olimpijskiego, próbując jakoś wytłumaczyć obecność niepożądanego gościa.
Austriacki związek przesłał oficjalną skargę do MKOl chcąc zaprotestować przeciw
formie w jakiej ich podopieczni zostali przeszukani. Kontroli zostało poddanych
dziesięciu sportowców, jednak w żadnym przypadku wyniki badań krwi nie dały
wyniku pozytywnego. Coś jednak na sumieniu musieli mieć, skoro jeszcze tej
samej nocy dwóch z nich - Wolfgang Perner i Wolfgang Rottmann -
opuściło gościnną Italię i wróciło do kraju. Z igrzysk wycofano również trenera
Emila Hocha.
Dzień później wszystko już było jasne. Co prawda
wyniki badań zawodników nie wzbudzały żadnych podejrzeń, jednak prasa doniosła
o torbie jaka została przez nich wyrzucona przez okno. Pojawiły się
doniesienia, że torba pełna była nowych jak i zużytych strzykawek oraz
niezidentyfikowanych medykamentów. Austriacy odrzucali oskarżenia i spokojnie
odpowiadali ęłęó"Do nas
takie informacje oficjalnie nie dotarły, nadal czekamy na policyjny
raport" - stwierdził sekretarz generalny austriackiej federacji ęłęóHeinz Jungwirth. Czekali i
się doczekali. Turyńska prokuratura potwierdziła, że w osławionej już torbie
znajdowały się liczne zakazane środki dopingujące. Zabezpieczono między innymi
około stu strzykawek, 30 paczek z lekarstwami antydepresyjnymi i przeciw
astmie. Ponadto znaleziono aparaturę do przeprowadzania testów krwi i jej
transfuzji.
|
|
Posiadanie takiego sprzętu jest niezgodne z kodeksem antydopingowym MKOl i spokojnie może
posłużyć za dowód do dwuletniej dyskwalifikacji zawodników. Wówczas związek
przyjął inną linie obrony: ęłęó"Nikt
z ekipy nie miał pojęcia co robili w pokojach Perner i Rottmann. To ich
prywatna sprawa. Wszyscy pytają mnie czy coś więcej wiem, czy coś zauważyłem,
ale nie mogę nikomu pomóc w tej kwestii. Przecież nie spałem w pokojach Pernera
i Rottmanna, nie przeszukiwałem ich bagażu. To by było niepoważne" -
powiedział szkoleniowiec Alfred Eder.
Przebywający już w Austrii Perner zabrał głos w lokalnych mediach: ęłęó"Biathlon nie jest mi już do
niczego potrzebny. To skończony rozdział mojego życia". Dla większości
zabrzmiało to jak przyznanie się do winy. Ponadto wyraził zdziwienie, że uważa
się ich za uciekinierów, bo ponoć wszyscy wiedzieli że wyjeżdżają. Na
zakończenie zaatakował włoskich karabinierów: ęłęó"Do mojego pokoju wszedł policjant i jeden
cywilny urzędnik. M.in. dwa razy kazali mi się rozebrać do naga, a z mojego
łóżka wyrzucili wszystko co mogli. Krzyczeli na mnie. Nie znam włoskiego, ale
przypuszczam, że mi grozili. Bałem się" - relacjonował.
Tak to już bywa, że jedno takie wydarzenie może zamazać obraz i spowodować, że
całość zawodów widzimy w złych barwach. Tak jednak nie jest. Musimy pamiętać,
że turyńskie zmagania były jednymi z "najczystszych" pod tym względem
w historii. W ciągu 16 dni dokonano ponad 800 testów moczu i 362 krwi (pierwszy
raz w historii zimowych zmagań badano sportowcom krew). Tylko w jednym
przypadku przyłapano sportowca na dopingu i wcale nie był to Austriak! Zakazany
środek wykryto w organizmie rosyjskiej biathlonistki Olgi Pylewej, której
odebrano tym samym srebrny medal jaki wywalczyła w biegu na 15 kilometrów. "Wszyscy
wiedzieli, że na tych igrzyskach zostanie przeprowadzonych więcej badań
antydopingowych niż cztery lata temu. Dodatkowe testy robiły rodzime federacje
przed rozpoczęciem olimpiady. Dało to pożądany efekt" - mówił szef
Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) Dick Pound. W sumie liczba badań
zwiększyła się o 72 procent w porównaniu do zmagań w Salt Lake City. Dodatkowo
sportowcy obawiali się z pewnością surowego prawa jakie obowiązuje w Italii,
gdzie za posiadanie takich środków grozi kara więzienia!
Na pewno Igrzyska zakończyły się wielkim sukcesem dla wszystkich tych, którzy
walczyli z dopingiem. Tym bardziej trzeba potępić zarówno austriackich
zawodników oraz rosyjską biegaczkę, za to, że nie potrafili rywalizować w
sposób fair play!
Autor: Marek Iwaniszyn
Skomentuj na forum
>>
| |