|
Igrzyska Olimpijskie w Turynie
Olimpijskie podsumowanie
XX Zimowe Igrzyska w Turynie
są już przeszłością. Polscy kibice liczyli na medale, i je otrzymali. Mimo to
można doszukać się głosów krytyki czy rozczarowania. Szans medalowych, takich
realnych nie było dużo: doliczyłem się Małysza, Justyny Kowalczyk, Tomka Sikory
i Jagny Marczułajtis. Tyle nie było nawet w Salt Lake City, czyli na dotychczas
najlepszej zimowej olimpiadzie..
Najbardziej denerwowały mnie głosy szanownych
dziennikarzy stacji tvn24, która za swoje credo obrała chyba istne zmieszanie z
błotem polskiego sportu. A to się słyszy jakieś docinki, a to słowa krytyki,
aby zdobyte medale nie zaciemniały obrazu polskich sportów zimowych. Popatrzmy
wpierw trochę wstecz, a później komentujmy.. Pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie
rozegrano w 1924 roku we francuskim kurorcie Chamonix. Przez te wszystkie lata
Polacy zdołali zdobyć tylko siedem medali, z czego dwa zdobył przed czterema
laty Adam Małysz. Poza tym sukces Małysza był tym, czym awans polskiej
reprezentacji na Mundial w Korei i Japonii. Był przerwaniem fatalnej passy, z
tą różnicą, że kibice piłkarscy na jej przerwanie czekali lat 16, a kibice
sportów zimowych aż 30!!! Tyle bowiem wiosen dzieliło złoty medal Wojciecha Fortuny
w Sapporo, od brązu i srebra Adama Małysza w Salt Lake. I teraz nagle, kiedy to
udaje nam się wspaniały (jak na polskie realia) dorobek medalowy powtórzyć
odzywają się życiowi dekadenci i „zapchaj-mordy”, negując sukces olimpijski. I
mało istotne w tym momencie czy są to dziennikarze, czy politycy.
Justyna Kowalczyk jest wielką nadzieją polskich
biegów narciarskich. Dziewczyna już w tak młodym wieku, osiąga tak wiele, na
każdym kroku zaskakując nie tylko kibiców przed telewizorami, ale też sztab
szkoleniowy czy nawet rywalki. Igrzyska w Turynie były dla niej wielką przygodą
zmieniającą się jak sinusoida. Bo
przecież rozpoczęła w pięknym stylu, zajmując 8 miejsce w biegu łączonym na
15km, który nie jest jej ulubioną konkurencją. Później przyszedł fatalny start
na koronnym dystansie 10km st. klasycznym. Wtedy większość postawiło na nią
krzyżyk. Słyszałem nawet komentarze typu: „przekoksowała się”. W końcu piękny
brąz na 30km, który równie dobrze mógłby być złotem, gdyby w końcówce starczyło
sił. W Vancouver możemy mieć z niej jeszcze większy pożytek, o ile jej kariera
pójdzie właściwym torem. Wierzę, że trener Wierietelny będzie bacznie
przyglądał się Justynie, i nie dopuści by Polka podążyła złą ścieżką.
Na medal Tomka Sikory po cichu liczono już
podczas Igrzysk w Nagano i Salt Lake. Jednak tam nie dość, że najlepszy polski
biathlonista ich nie zdobył, to jeszcze przepadł z kretesem lądując zazwyczaj
poza 30-ką. Myślał nawet o zakończeniu kariery, jednak od tej decyzji odwiódł
go duet trenerski z Bondarukiem na czele. Wkrótce potem Tomek zaczął liczyć się
w światowej czołówce biathlonistów, zdobywając nawet medal MŚ w 2004 roku.
|
|
Uśmiech na twarzy, wzniesione ręce, znak krzyża – tak wyglądała radość Sikory,
który w biegu masowym na 15km wbiegł na metę jako drugi, tuż za Niemcem Greisem.
Jego łzy widziała cała Polska – takie chwile pokazują tylko co to za wielkie
przeżycie. Lata wyrzeczeń, treningi, poświęcenie ze strony rodzin, wytrwałość –
wszystko po to by walczyć o najwyższe cele! Komentator EuroSportu Krzysztof Wyrzykowski
pokusił się o sformułowanie, że srebro Tomka Sikory jest „bardziej cenne” od
medali Adama Małysza przed czterema laty. Nie da się ukryć, że ma rację. Niby
się spodziewaliśmy, że nasz biathlonista może walczyć o medal, ale nie był
murowanym faworytem – stawka zawodników na światowym poziomie jest bardzo
wyrównana. Igrzyska Olimpijskie w Turynie można nazwać sukcesem kadry
biathlonowej. Trenerzy Bondaruk i Olga Biełowa bardzo dobrze
przygotowali swoich podopiecznych. W sumie Polacy zajęli trzy punktowane
miejsca: na 5 pozycji bieg indywidualny na 15km zakończyła Krystyna Pałka,
zaś na miejscu siódmym sztafeta pań. Być może sukces koleżanek mogliby
powtórzyć panowie, gdyby nie fatalne strzelanie Michała Piechy.
Najbliżej medalu byli skoczkowie, którzy zajęli w
drużynie 5 miejsce. Można było wreszcie stwierdzić, że drużyna zaskoczyła!
Bardzo dobre skoki całej czwórki i wielka sensacja, bo nikt nie przypuszczał,
że nasi reprezentanci mogą zostać sklasyfikowani tak wysoko! Przed Japończykami
czy Słoweńcami. O medal miał też walczyć Adam Małysz.. Skończyło się na, i tak
bardzo dobrym 7 miejscu wywalczonym na skoczni K95. Występ pozostałych polskich
skoczków można uznać za udany. Do II serii na mniejszej skoczni awansowała cała
czwórka! Wprawdzie na K125 było już gorzej, bo oprócz Małysza awansował tylko
Kamil Stoch, to jednak pozostali zrekompensowali to niepowodzenie w
drużynówce. Raczej pewne jest, że Heinz Kuttin pożegna się z polską
kadrą, chociaż summa sumarrum przygotowanie olimpijskie mu się prawie udało.
Gdyby Adam zdobył chociaż jeden medal, to obraz i oceny Kuttina byłyby
diametralnie inne.
Nadzieje olimpijskie najbardziej zawiedli chyba
snowboardziści, z Jagną Marczułajtis na czele. Tak jak po „klanie Ligockich”
odczekiwano li tylko miłej niespodzianki, to start Jagny rozpatrywano w
kategorii medalu olimpijskiego. No i niestety, panie i panowie – spotkało nas
wielkie rozczarowanie. Można uznać, że był to najsłabszy występ
snowboardzistów, jako jednej z ekip na tej Olimpiadzie. Na szczęście spotkały
nas również miłe niespodzianki, jak chociażby bardzo dobre starty Katarzyny Wójcickiej
(zajęła punktowaną, ósmą pozycję). Również awans do ćwierćfinału Dawida Kuleszy
w short-tracku można było uznać za sukces. Przyzwoicie spisali się bobsleiści,
wspomniana już Krystyna Pałka czy też Krężelok i Kreczmer w sprincie
drużynowym
Jak będzie w Vancouver? Przez te 4 lata dzielące nas do
następnych Igrzysk wszystko może się zdarzyć, jednak uważam, że może być
jeszcze lepiej niż w Turynie. Na to pytanie jednak najlepiej odpowie nam czas..
Autor: Paweł Talbierz
Skomentuj na forum
>>
| |