|
Igrzyska Olimpijskie w Turynie
Kombinacja norweska: Faworyt zawiódł
Podczas Igrzysk olimpijskich w Salt Lake City kombinacja
norweska upłynęła pod znakiem jednego zawodnika. Całą konkurencję zdominował
reprezentant Finlandii, późniejszy zdobywca drugiego miejsca w klasyfikacji
generalnej Pucharu Świata – Samppa Lajunen. We Włoszech miało być tak samo, a
komplet złotych krążków miał zdobyć inny fiński dominator – Hannu Manninen.
Po raz pierwszy kombinatorzy stanęli do rywalizacji już w
pierwszy dzień olimpijskiej rywalizacji. Walka o pierwszy komplet medali
została rozegrana metodą Gundrusena. Każdego zawodnika czekały po dwa skoki na
obiekcie HS 106 (K 95) oraz bieg na dystansie 15 kilometrów. Sobotnie zawody
miały dać odpowiedź na pytanie: „Czy rzeczywiście diabeł jest tak straszny jak
go malują?”. Dotyczyło to oczywiście lidera klasyfikacji PŚ i głównego faworyta
imprezy, który w środowym treningu prezentował się przeciętnie, a w czwartkowym
nie wystartował.
Pierwsza seria skoków narciarskich przyniosła wiele
zaskakujących wyników. Wygrał ją Norweg Petter Tande, uzyskując odległość 103 metra, za co otrzymał notę 131,5
punktu. Drugie miejsce zajął Francuz Jason Lamy
(102,5 m; 130,5 pkt), a trzecie Niemiec Georg Hettich (101 m; 129 pkt). Największemu kandydatowi do złota
przypadła 14. lokata (96,5 m; 117 pkt). Swoje szanse na dobrą pozycję zmarnował
niemiecki dwukrotny mistrz świata z Oberstdorfu Ronny Ackermann, lądując na końcu trzeciej dziesiątki. W drugiej kolejce
błysnął Hettich. Odległość 104 metrów i łączna nota 265 punktów dała mu pozycję
lidera w biegu na dochodzenie. Prowadzący po pierwszym skoku Tande spadł na
drugie miejsce. Na trzecim utrzymał się Lamy, lecz nie samodzielne. Razem z nim
na trasę wyruszyć gundursenowy obrońca srebrnego medalu, Fin Jaakko Tallus. Manninenowi udało się awansować
o sześć pozycji, co dawało mu stratę minuty i trzydziestu ośmiu sekund do
Hetticha.
Tego samego dnia zawodnicy ruszyli na piętnastokilometrową
trasę biegową. Wyścig rozgrywano metodą „na dochodzenie”. Jako pierwszy
wyruszył sensacyjnie prowadzący Niemiec, po upływie dwóch sekund Norweg, a po
kolejnych dwudziestu Francuz z Finem. Właśnie w czasie wyścigu kombinatorzy
pokazują swoją klasę. Na uznanie zasługuje wyczyn ostatecznie szóstego Niemca
Sebastiana Haseneya, który awansował
o dwadzieścia dwie pozycje. Ostra rywalizacja o złoto stoczyła się między
pierwszym po skokach, a brązowym medalistą w tej konkurencji z Salt Lake City
Austriakiem Felixem Gottwaldem.
Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł 27-letni Hettich, dla którego było to
pierwsze indywidualne zwycięstwo w całej karierze. Gottwald zdobył swój czwarty
medal olimpijski, a na najniższym stopniu podium uplasował się Norweg Magnus Moan. Manninen, który w Pucharze Świata
zgromadził prawie dwa razy więcej punktów, niż drugi Ackermann, musiał
przełknąć gorzką pigułkę i zadowolić się dziewiątą pozycją.
Następnie zawodnicy przenieśli się na dużą skocznię. Po
emocjach związanych z zawodami indywidualnymi, przyszedł czas na konkurs
drużynowy, w którym wystartowało dziewięć drużyn. Na obiekcie K-125 (HS-140) od
początku warunki dyktowali Niemcy. Prowadzili oni po pierwszej serii, mając
niewielką przewagę nad Austriakami. Trzecie miejsce niespodziewanie zajmował
team Rosji. Druga seria z powodu silnego wiatru została przerwana i przełożona
na kolejny dzień. Niewiele to zmieniło w klasyfikacji konkursu. Skoki wygrali
Niemcy przed Austrią (strata 10 sekund), Rosją (23s), Finlandią (35s) i Japonią
(49s).
|
|
Od początku biegu warunki dyktowali zwycięzcy skoków.
Znakomicie na trasie radził sobie na pierwszej zmianie Jens Gaiser. Startujący jako drugi Georg
Hettich powiększył przewagę. Niewiele wolniej pojechał Ackermann. Kryzys
przyszedł dopiero na ostatniej zmianie Bjoerna Kirscheisena. Ostatni z teamu nie stanął na wysokości zadania i dał
się wyprzedzić Austriakowi Gottwaldowi, dla którego był to piąty medal
olimpijski. Brązowy medal dla Finów udało się wywalczyć na ostatniej zmianie
Hannu Manninenowi. Na całej linii zawiedli Rosjanie, którzy z trzeciego miejsca
po skokach spadli na ostatnie dziewiąte.
Ostatnią konkurencją olimpijskiej rywalizacji był sprint –
jeden skok na dużym obiekcie oraz bieg na 7,5 kilometra. Po dramatycznej walce
w drużynówce oraz złocie Georgia Hetticha praktycznie nic nie powinno
zaskakiwać. Po skokach mieliśmy na czele tych samych zawodników, co w czasie
Gundursena. Prowadził niemiecki mistrz, lądując między sto trzydziestym
trzecim, a czwartym metrem. 1,3 punkty ustępował mu Francuz Lamy. Większą
stratę mieli Finowie Anssi Koivuranta
i Jakko Tallus. Mistrz świata Ronny Ackermann zajmował dziesiątą lokatę, a dwa
piętra niżej znajdował się Austriak Gottwald. Utonął Manninen, który nie wszedł
do piętnastki.
Z powodu złych warunków atmosferycznych bieg został
opóźniony o godzinę. Na trasę ruszyli zgodnie z klasyfikację po skokach. Jednak
prowadzący na skoczni nie zawsze wygrywają całą konkurencję. Niezbitym dowodem
na to jest wspaniała postawa wicemistrza z Gundursena oraz Norwega Magnus
Moana. Startujący jako dwunasty i trzynasty pobiegli wprost wspaniale, czego
efektem są medale odpowiednio złoty i srebrny. Brąz przypadł Hettichowi.
Przepadł Koivuranta, a Tallus ponownie zakończył rywalizację na piątym miejscu.
Kombinacja norweska podczas Igrzysk Olimpijskich w Turynie
przeszła do historii. Opiewała w wiele pozytywnych wydarzeń. Przede wszystkim
należy wyróżnić trzech zawodników: Felixa Gottwalda, Georgia Hetticha i Magnusa
Moana. Pierwszy po Turynie stał się zdobywcą największej w historii liczby
medali dla Austrii – 5 (2 złote, 1 srebrny, 2 brązowe).
Drugi wyskoczył z nikąd
i okazał się najjaśniejszą postacią w drużynie niemieckiej, a z Włoch wyjechał
z trzema krążkami (każdym z innego kruszcu). Norwegom swoimi występami lekko
osłodził zawiedzenie kibiców, którzy liczyli na wyższe miejsce w klasyfikacji
medalowej. Największym antybohaterem tych igrzysk zdecydowanie był Fin Hannu
Manninen. Lider klasyfikacji Pucharu Świata wyraźnie zdominował sezon.
Niestety, stało się z nim to samo, co z czeskim skoczkiem Jakubem Jandą.
Przyjechał do Turynu jako faworyt i kandydat do zdobycia kompletu złotych
krążków. Okazało się jednak, że jest bez formy i w najważniejszym momencie
zawiódł. Bo inaczej nie można określić występu dwuboisty mającego 659 punktów
przewagi nad drugim Moanem, a w czasie Igrzysk krążącego w pobliżu dziesiątej
lokaty. Sukces Samppy Lajunena powtórzy najwcześniej za cztery lata. Lecz za
nim pojedzie do Vancoucer, powinien zapisać się na zajęcia z kadrą fińskich
skoczków, prowadzoną przez Tommiego Nikunena, trenera kombinatorów z Salt Lake
City i głównego twórcę sukcesu Lajunena.
Autor: Łukasz "Legionista" Koszewski
Skomentuj na forum
>>
| |