strona: 11        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Igrzyska Olimpijskie w Turynie

Kombinacja norweska: Faworyt zawiódł


Podczas Igrzysk olimpijskich w Salt Lake City kombinacja norweska upłynęła pod znakiem jednego zawodnika. Całą konkurencję zdominował reprezentant Finlandii, późniejszy zdobywca drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata – Samppa Lajunen. We Włoszech miało być tak samo, a komplet złotych krążków miał zdobyć inny fiński dominator – Hannu Manninen.

Po raz pierwszy kombinatorzy stanęli do rywalizacji już w pierwszy dzień olimpijskiej rywalizacji. Walka o pierwszy komplet medali została rozegrana metodą Gundrusena. Każdego zawodnika czekały po dwa skoki na obiekcie HS 106 (K 95) oraz bieg na dystansie 15 kilometrów. Sobotnie zawody miały dać odpowiedź na pytanie: „Czy rzeczywiście diabeł jest tak straszny jak go malują?”. Dotyczyło to oczywiście lidera klasyfikacji PŚ i głównego faworyta imprezy, który w środowym treningu prezentował się przeciętnie, a w czwartkowym nie wystartował.

Pierwsza seria skoków narciarskich przyniosła wiele zaskakujących wyników. Wygrał ją Norweg Petter Tande, uzyskując odległość 103 metra, za co otrzymał notę 131,5 punktu. Drugie miejsce zajął Francuz Jason Lamy (102,5 m; 130,5 pkt), a trzecie Niemiec Georg Hettich (101 m; 129 pkt). Największemu kandydatowi do złota przypadła 14. lokata (96,5 m; 117 pkt). Swoje szanse na dobrą pozycję zmarnował niemiecki dwukrotny mistrz świata z Oberstdorfu Ronny Ackermann, lądując na końcu trzeciej dziesiątki. W drugiej kolejce błysnął Hettich. Odległość 104 metrów i łączna nota 265 punktów dała mu pozycję lidera w biegu na dochodzenie. Prowadzący po pierwszym skoku Tande spadł na drugie miejsce. Na trzecim utrzymał się Lamy, lecz nie samodzielne. Razem z nim na trasę wyruszyć gundursenowy obrońca srebrnego medalu, Fin Jaakko Tallus. Manninenowi udało się awansować o sześć pozycji, co dawało mu stratę minuty i trzydziestu ośmiu sekund do Hetticha.

Tego samego dnia zawodnicy ruszyli na piętnastokilometrową trasę biegową. Wyścig rozgrywano metodą „na dochodzenie”. Jako pierwszy wyruszył sensacyjnie prowadzący Niemiec, po upływie dwóch sekund Norweg, a po kolejnych dwudziestu Francuz z Finem. Właśnie w czasie wyścigu kombinatorzy pokazują swoją klasę. Na uznanie zasługuje wyczyn ostatecznie szóstego Niemca Sebastiana Haseneya, który awansował o dwadzieścia dwie pozycje. Ostra rywalizacja o złoto stoczyła się między pierwszym po skokach, a brązowym medalistą w tej konkurencji z Salt Lake City Austriakiem Felixem Gottwaldem. Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł 27-letni Hettich, dla którego było to pierwsze indywidualne zwycięstwo w całej karierze. Gottwald zdobył swój czwarty medal olimpijski, a na najniższym stopniu podium uplasował się Norweg Magnus Moan. Manninen, który w Pucharze Świata zgromadził prawie dwa razy więcej punktów, niż drugi Ackermann, musiał przełknąć gorzką pigułkę i zadowolić się dziewiątą pozycją. Następnie zawodnicy przenieśli się na dużą skocznię. Po emocjach związanych z zawodami indywidualnymi, przyszedł czas na konkurs drużynowy, w którym wystartowało dziewięć drużyn. Na obiekcie K-125 (HS-140) od początku warunki dyktowali Niemcy. Prowadzili oni po pierwszej serii, mając niewielką przewagę nad Austriakami. Trzecie miejsce niespodziewanie zajmował team Rosji. Druga seria z powodu silnego wiatru została przerwana i przełożona na kolejny dzień. Niewiele to zmieniło w klasyfikacji konkursu. Skoki wygrali Niemcy przed Austrią (strata 10 sekund), Rosją (23s), Finlandią (35s) i Japonią (49s).



Od początku biegu warunki dyktowali zwycięzcy skoków. Znakomicie na trasie radził sobie na pierwszej zmianie Jens Gaiser. Startujący jako drugi Georg Hettich powiększył przewagę. Niewiele wolniej pojechał Ackermann. Kryzys przyszedł dopiero na ostatniej zmianie Bjoerna Kirscheisena. Ostatni z teamu nie stanął na wysokości zadania i dał się wyprzedzić Austriakowi Gottwaldowi, dla którego był to piąty medal olimpijski. Brązowy medal dla Finów udało się wywalczyć na ostatniej zmianie Hannu Manninenowi. Na całej linii zawiedli Rosjanie, którzy z trzeciego miejsca po skokach spadli na ostatnie dziewiąte.

Ostatnią konkurencją olimpijskiej rywalizacji był sprint – jeden skok na dużym obiekcie oraz bieg na 7,5 kilometra. Po dramatycznej walce w drużynówce oraz złocie Georgia Hetticha praktycznie nic nie powinno zaskakiwać. Po skokach mieliśmy na czele tych samych zawodników, co w czasie Gundursena. Prowadził niemiecki mistrz, lądując między sto trzydziestym trzecim, a czwartym metrem. 1,3 punkty ustępował mu Francuz Lamy. Większą stratę mieli Finowie Anssi Koivuranta i Jakko Tallus. Mistrz świata Ronny Ackermann zajmował dziesiątą lokatę, a dwa piętra niżej znajdował się Austriak Gottwald. Utonął Manninen, który nie wszedł do piętnastki.

Z powodu złych warunków atmosferycznych bieg został opóźniony o godzinę. Na trasę ruszyli zgodnie z klasyfikację po skokach. Jednak prowadzący na skoczni nie zawsze wygrywają całą konkurencję. Niezbitym dowodem na to jest wspaniała postawa wicemistrza z Gundursena oraz Norwega Magnus Moana. Startujący jako dwunasty i trzynasty pobiegli wprost wspaniale, czego efektem są medale odpowiednio złoty i srebrny. Brąz przypadł Hettichowi. Przepadł Koivuranta, a Tallus ponownie zakończył rywalizację na piątym miejscu.

Kombinacja norweska podczas Igrzysk Olimpijskich w Turynie przeszła do historii. Opiewała w wiele pozytywnych wydarzeń. Przede wszystkim należy wyróżnić trzech zawodników: Felixa Gottwalda, Georgia Hetticha i Magnusa Moana. Pierwszy po Turynie stał się zdobywcą największej w historii liczby medali dla Austrii – 5 (2 złote, 1 srebrny, 2 brązowe).
Drugi wyskoczył z nikąd i okazał się najjaśniejszą postacią w drużynie niemieckiej, a z Włoch wyjechał z trzema krążkami (każdym z innego kruszcu). Norwegom swoimi występami lekko osłodził zawiedzenie kibiców, którzy liczyli na wyższe miejsce w klasyfikacji medalowej. Największym antybohaterem tych igrzysk zdecydowanie był Fin Hannu Manninen. Lider klasyfikacji Pucharu Świata wyraźnie zdominował sezon. Niestety, stało się z nim to samo, co z czeskim skoczkiem Jakubem Jandą. Przyjechał do Turynu jako faworyt i kandydat do zdobycia kompletu złotych krążków. Okazało się jednak, że jest bez formy i w najważniejszym momencie zawiódł. Bo inaczej nie można określić występu dwuboisty mającego 659 punktów przewagi nad drugim Moanem, a w czasie Igrzysk krążącego w pobliżu dziesiątej lokaty. Sukces Samppy Lajunena powtórzy najwcześniej za cztery lata. Lecz za nim pojedzie do Vancoucer, powinien zapisać się na zajęcia z kadrą fińskich skoczków, prowadzoną przez Tommiego Nikunena, trenera kombinatorów z Salt Lake City i głównego twórcę sukcesu Lajunena.


Autor: Łukasz "Legionista" Koszewski

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>