strona: 10        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Igrzyska Olimpijskie w Turynie

Narciarstwo alpejskie: Igrzyska niespodzianek


Skoczkowie zajechali do Pragelato, hokeiści do Turynu, a olimpijską areną zmagań alpejczyków i alpejek stały się malutkie, leżące w regionie Piemont miejscowości Sestriere i San Sicario. Organizatorzy dopieli wszystko na ostatni guzik. Na zawodników czekały wyjątkowo dobrze przygotowane trasy, po raz pierwszy w historii Igrzysk pokryte sztucznym śniegiem. Mieszkańcy czekali już tylko na emocje związane z walką na stokach.

Pierwszą konkurencją, w jakiej przyszło rywalizować narciarkom, była najszybsza z nich – bieg zjazdowy. Do faworytek należało zaliczyć przede wszystkim Austriaczki: Alexandrę Meissnitzer, Renate Goetschl, liderkę klasyfikacji Pucharu Świata w zjeździe Michaelę Dorfmeister, mistrzynię olimpijską z Salt Lake City Francuzkę Carole Montillet oraz mistrzynię świata z Bormio Chorwatkę Janicę Kostelić.

Zacięta walka między alpejkami miała miejsce już w czasie treningów. Niektóre zawodniczki jechały bardzo ostro, a czasami nawet zbyt agresywnie. Dotyczy to przede wszystkim kanadyjki Alison Forsyth, obrończyni złota olimpijskiego Montillet oraz wiceliderki Pucharu Świata w tej konkurencji – Lindsay Kildow. Od samego początku wysoką dyspozycję prezentowała pragnąca zwycięstwa Dorfmeister. Na ostatniej z ćwiczeniowych jazd (będącej jednocześnie losowaniem kolejności) najszybsza okazała się Kanadyjka Kelly Vanderbeek. Drugiej miejsce zajęła liderka klasyfikacji generalnej PŚ Szwedka Anja Paerson, a trzecie Julia Mancuso z USA. Z powodu złego samopoczucia ze startu w „kwalifikacjach” zrezygnowała Kostelić, eliminując się tym samym z udziału w wyścigu o złoto.

Nieobecność Chorwatki, słaba forma Montillet, niezdecydowanie Geotschl oraz dekoncentracja Kildow zostały bezwzględnie wykorzystane. Wszystkie wyżej wymienione panie pogodziła trzydziestotrzyletnia Michaela Dorfmeister, która uzyskała czas 1,56.49. Kończąca karierę w marcu Austriaczka zdobyła swój pierwszy od pięciu lat złoty medal w zjeździe. Srebro przypadło Szwajcarce Martinie Schild, a brąz Szwedce Paerson. Nie był to koniec emocji zjazdowych, gdyż kolejną konkurencją, w jakiej przyszło paniom rywalizować okazała się kombinacja alpejska, czyli połączenie zjazdu ze slalomem. Za murowaną faworytkę do zdobycia najcenniejszego krążka uważano Janicę Kostelić, aktualną mistrzynię świata i olimpijską.

Paniom przyszło rywalizować w bardzo trudnych warunkach. Z powodu silnego wiatru i obfitych opadów śniegu zawody nie mogły rozpocząć się tradycyjnie, czyli zjazdem. Bieg ten przekładano na coraz późniejsze pory, aż podjęto decyzję o rozegraniu go w dniu następnym.
Rywalizacja rozpoczęła się więc od slalomu. Po pierwszym prowadziła Austriaczka Marlies Schild z czasem 38.39 sekundy, wyprzedzając Kostelić, Paerson i swoją rodaczkę Nicole Hosp. Ostatecznie slalom wygrała liderka po pierwszym przejeździe. Na drugim miejscu ze stratą 0,46 sekundy znajdowała chorwacka mistrzyni, a na trzecim inna reprezentantka Austrii Kathrin Zettel. Wszystko miało rozstrzygnąć się w zjeździe. Królowej Janicy bardzo zależało na obronie tytułu w swojej koronnej konkurencji. Liderka klasyfikacji Pucharu Świata zmobilizowała się i ruszyła na trasę, mając do pobicia 2,51.63 Paerson. Jej zjazd trwał niecałe półtora minuty i wyprzedziła Szwedkę o 0,55 sekundy. Prowadząca po slalomie Child nie wytrzymała presji, pojechała gorzej i spadła na drugie miejsce. Chorwatka po raz kolejny udowodniła, że w kombinacji nie ma na nią mocnych.

Po połączeniu slalomu i zjazdu przyszedł czas na super-gigant. Z jego rozegraniem było dużo problemów. Największe komplikacje sprawiał bardzo gęsty śnieg. Konkurencję długo przekładano. W końcu zdecydowano się puścić zawodniczki w bój. W czasie przejazdu zgromadzeni na trybunach kibice nie mogli narzekać na brak wrażeń. Także i tych złych. Miejscowym ogromny zawód sprawiła obrończyni złota Daniela Ceccarelli, wypadając poza pierwszą trzydziestkę. Małą rekompensatę stanowiła ósma lokata innej Włoszki Lucii Recchii. Pasjonująca okazała się walka o medale. Emocje trwały do zakończenia konkurencji przez zwyciężczynię ostatniego treningu Michaelę Dorfmeister. Austriaczce szło od samego początku aż do mety, gdzie okazała się najlepsza, wyprzedając o prawie 0,3 sekundy Chorwatkę Kostelić i o ponad pół rodaczkę Alexandrę Meissnitzer.

Po przygodach związanych z konkurencjami szybkościowymi alpejki stanęły w szranki w konkurencjach technicznych – dwuprzejazdowych. Jako pierwszą zaplanowano slalom. Wzięła w nim udział Polka Katarzyna Karasińska, jedenasta zawodniczka mistrzostw świata w Bormio. Biało-czerwona długo przygotowywała się do olimpijskiego startu. Pomimo tego miała tego taki pożytek, jak Adam Małysz z uniknięcia Willingen. Po pierwszym przejeździe nasza reprezentantka zajmowała dopiero 33. miejsce, tracąc ponad trzy sekundy do prowadzącej Anji Paerson. Tuż za Szwedką plasowały się dwie Austriaczki: Nicole Hosp i Michaela Kirchgasser. Dalsze pozycje zajmowały typowane do złota Finka Tanja Poutiainen i mistrzyni olimpijska Janina Kostelić. W drugim podejściu popisała się Austriaczka Marlies Schild, której z dalszej pozycji udało się awansować na podium. W podobnym stylu pojechały Skandynawka i Bałkanka, ostatecznie poza „pudłem”. Walka o złoto rozegrała się między wyżej wspomnianą Schild, jej krajanką Hosp oraz prowadzącą Szwedką. Paerson jechała jak natchniona. Od początku jej międzyczasy były lepsze od Austriaczek. Potwierdziło się to na mecie. Wiceliderka PŚ zdobyła w ten sposób swój pierwszy tytuł mistrzyni olimpijskiej.

Ostatnią konkurencją, w jakiej przyszło paniom rywalizować był slalom gigant. Walkę o pierwsze miejsce zdecydowanie ułatwiła absencja chorwackiej królowej nart. Głównymi kandydatkami do złota stały się wtedy Paerson, Poutiainen oraz Amerykanka Julie Mancuso. Tak się złożyło, że wszystkie po pierwszym przejeździe zgodnie okupowały pierwsze trzy lokaty. Jedyna startująca Polka, Dagmara Krzyżyńska nie dostała się do trzydziestki. W drugim przejeździe popisała się Szwedka Anna Ottosson, skacząc z trzynastego miejsca na najniższy stopień podium. Nie popisała się za to Marlies Schild, zajmując 17. miejsce. W jej ślady poszła prowadząca Paerson, spadając z pierwszego na siódme miejsce. Jej słabszą dyspozycję wykorzystały Finka i Amerykanka, zdobywając odpowiednio srebrny i złoty medal w slalomie gigancie, ostatniej kobiecej konkurencji Igrzysk Olimpijskich

W podobnej kolejności rozgrywano wyścigi mężczyzn. Ci także rozpoczęli rywalizację od zjazdu. Za największych faworytów zawodów uważano Austriaków: Hermana Maiera, lidera klasyfikacji Pucharu Świata w tej konkurencji Michaela Walchhofera, mistrza olimpijskiego z Salt Lake City Fritze Strobla, Amerykanów: Darona Rahlvesa oraz mistrza świata z Bormio Bode Millera. Od początku na treningach dobrze poczynał sobie Rahlves. Wyprzedzał Austriaków i kolegę z reprezentacji, Millera. Ostatnia jazda treningowa przed wyścigiem olimpijskim (jednocześnie losowanie numerów startowych) bardzo niespodziewanie zakończyło się zwycięstwem dwudziestodziewięcioletniego Francuza Antione’a Deneriaza.

Zawody od początku układały się po myśli południowych sąsiadów Czechów. Prowadzenie szybko objął Walchhofer. Długo go nie oddawał. Gorsze rezultaty uzyskiwali jego rodacy: Strobl, Kroell i Maier, Szwajcar Bruno Kernen oraz najlepsi z Amerykanów. Gdy lider już udzielał wywiadu mistrza, na trasę wyruszył Deneriaz. Już na pierwszych metrach uzyskał przewagę, którą stale powiększał. Na metę przybył z czasem 1,48.49, pokonując Walchhofera o 0.72 sekundy. Austriak musiał zadowolić się srebrem, a brąz przypadł Kernenowi. 55. czas uzyskał Polak Michał Kałwa.

Dwa dni później przystąpiono do kombinacji alpejskiej. Bukmacherzy zgodnie stawiali na wygraną wicemistrza świata z Bormio Bode Millera. Amerykanin jednak ponownie spisał się poniżej oczekiwań. Udziału w walce o medale nie mógł wziąć kontuzjowany po zjeździe mistrz olimpijskie Norweg Kjiekil Andre Aamodt. Na tej samej trasie, co poprzednio, całkiem nieźle spisali się nowy wicemistrz Walchhofer oraz rodak Aamodta, Lasse Kjus. Słabo poszło pozostałym Austriakom. Rainer Schoenfelder zajmował dziewiąte miejsce, a mistrz świata Benjamin Raich trzynaste. Na czele stawki znalazł się główny faworyt. Lider stawki miał olbrzymiego pecha na początku slalomu. Powtórki telewizyjne wykazały, że jedną z tyczek minął niezgodnie z przepisami, za co ukarano go dyskwalifikacją. Podobny los podzielił reprezentant Polski, Kałwa.



Dwa dni później przystąpiono do kombinacji alpejskiej. Bukmacherzy zgodnie stawiali na wygraną wicemistrza świata z Bormio Bode Millera. Amerykanin jednak ponownie spisał się poniżej oczekiwań. Udziału w walce o medale nie mógł wziąć kontuzjowany po zjeździe mistrz olimpijskie Norweg Kjiekil Andre Aamodt. Na tej samej trasie, co poprzednio, całkiem nieźle spisali się nowy wicemistrz Walchhofer oraz rodak Aamodta, Lasse Kjus. Słabo poszło pozostałym Austriakom. Rainer Schoenfelder zajmował dziewiąte miejsce, a mistrz świata Benjamin Raich trzynaste. Na czele stawki znalazł się główny faworyt. Lider stawki miał olbrzymiego pecha na początku slalomu. Powtórki telewizyjne wykazały, że jedną z tyczek minął niezgodnie z przepisami, za co ukarano go dyskwalifikacją. Podobny los podzielił reprezentant Polski, Kałwa. Pod nieobecność Amerykanina na pierwsze miejsce awansował czempion globu Raich, wyprzedzając Chorwata Ivicę Kostelicia i rodaka Millera - Teda Ligety’ego. Drugi przejazd okazał się popisem tego ostatniego. 32. po zjeździe, a trzeci po pierwszym przejeździe dwudziestojednolatek okazał się najbardziej wszechstronnym narciarzem w Turynie, zwyciężając po raz pierwszy w karierze. Srebrny medal zachował brat słynnej Janicy, a na najniższy stopień podium awansował Schoenfelder. Presji nie wytrzymał Raich, wypadając z trasy.

Po kombinacji dokończono rywalizację w konkurencjach szybkościowych. Na trzeci ogień poszedł super-gigant. Ze startu w tym wyścigu zrezygnował między innymi Włoch Giorgio Rocca, chcący się lepiej przygotować do slalomu. Wśród kandydatów do złota przewijały się nazwiska: lidera klasyfikacji Pucharu Świata w supergigancie Hermanna Maiera, pierwszego w generalce Benjamina Raicha, mistrza świata Bode Millera, mistrza olimpijskiego z Salt Lake City Kjekila Andra Aamodta. Aura nie rozpieszczała alpejczyków. Rozpoczęcie zawodów przekładano, jak ostatni etap kobiecej rywalizacji w kombinacji. Wystartowano dopiero o godzinie 1530. Przez dłuższy czas na czele stawki znajdował się reprezentant Liechtensteinu Marco Buechel. Prowadził, póki lepszego czasu nie uzyskał Szwajcar Ambrowi Hoffman. Prowadzeniem nie cieszył się długo, gdyż zaraz wyprzedził go norweski mistrz Aamodt. Wtedy zaczęły się nerwy. Na starcie pojawiali się coraz lepsi zawodnicy. Jednak lider znajdował się poza zasięgiem. Nie udało się go wyprzedzić Kjusowi, Raichowi i Rahlvesowi. Po raz kolejny zawiódł Miller – czempion globu na samym początku wypadł z trasy. Ostatni klasowy na starcie zawodnik – Maier uzyskał czas dający mu drugie miejsce. Oprócz niego i mistrza na podium znalazł się także Hoffman.

Kolejne konkurencje olimpijskie rozgrywano w bardzo trudnych warunkach. Zawody utrudniał gęsto padający śnieg oraz mgła. Pomimo tego, zdecydowano się przystąpić do walki o złoto olimpijskie w slalomie gigancie. Wśród kandydatów do medal wymieniało się głównie lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w gigancie Benjamina Raicha, Szweda Fredrika Nyberga oraz Bode Millera. Po pierwszym przejeździe nieoczekiwanie na prowadzeniu znalazł się reprezentant Kanady Francois Bourque, wyprzedzając o 0,19 sekundy Francuza Jola Chenala, a o 0,22 Nyberga i Hermana Maiera. Słabo spisali się srebrny i brązowy medalista sprzed czterech lat: Amerykanin Miller znalazł się na 12, a Lasse Kjus na 19. miejscu. Jeszcze gorzej poszło Darzono Rahlvesowi oraz pochodzącemu z Liechtensteinu Marco Buechelowi – obaj wypadli z trasy. W drugim przejeździe warunki atmosferyczne jeszcze bardziej się pogorszyły, czego efektem były przejazdy wolniejsze o ponad dwie sekundy. Tą sytuację wykorzystali Miller i Raich plasując się na pierwszych dwóch miejscach. W ich głowach zawrzało, gdy na starcie stanęła pierwsza czwórka. Słabiej pojechał Nyberg, rozdzielając obu narciarzy. Lepiej poszło rodakowi Raicha, który na mecie zameldował się ze stratą 0,17 sekundy do lidera. Następnie ruszył Francuz. 32-latek jechał prawie jak natchniony, wyprzedzając na mecie Maiera o 0,06 sekundy. Pod wielką presją znalazł się Kanadyjczyk. Ostatecznie spalił się i wylądował poza podium, a prowadzący w PŚ Austriak mógł cieszyć się z pierwszego w karierze złotego medalu.

Ostatnią konkurencją, w jakiej przyszło rywalizować mężczyznom okazał się slalom. Tam faworyt był jeden: brązowy medalista mistrzostw świata i najlepszy obecnie zawodnik slalomu Włoch Giorgio Rocca. Na treningu w dniu poprzedzającym start doszło do przykrego zdarzenia.
Na trasie wypadek miał mistrz olimpijski z Salt Lake City Francuz Jean-Pierre Vidal. Uniemożliwiło mu to obronę tytułu. Pierwszy przejazd okazał się bardzo loteryjnym. Z trasy wypadło wielu zawodników, m.in. Amerykanie Ligety i Miller oraz (ku zaskoczeniu Włochów) Rocca. Słabiej poszło Ivicy Kosteliciowi, który znalazł się tuż za pierwszą dziesiątką. Lokaty medalowe należały do Austriaka Raicha, Fina Kalle Palandera i Japończyka Kentaro Minagawy. W drugim poprawił się Chorwat, awansując z jedenastej na szóstą pozycję. Za to słabiej poszło zawodnikom zajmującym drugie i trzecie miejsce. Reprezentant kraju kwitnącej wiśni pojechał wolniej, a Sakndynaw źle minął jedną bramkę i został zdyskwalifikowany. Ten fakt wykorzystali Austriacy Rainer Schoenfelder i Reinfried Herbst. Pozycję lidera udało się obronić liderowi klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Raichowi. Michał Kałwa nie ukończył konkurencji.

Tegoroczną olimpiadę w Turynie z czystym sumieniem można nazwać imprezą niespodzianek. Przede wszystkim ze względu na pojawienie się nowych zawodników – być może przyszłych zwycięzców konkursów Pucharu Świata. Chodzi tu o przede wszystkim o Amerykanina Teda Ligety’ego oraz Francuza Antoine’a Deneriza, którzy w ostatniej chwili utarli nosa najlepszym. Należy też wspomnieć o dwóch zlotach kończącej ze sportem Michaeli Dorfmeister, dwóch krążkach z najcenniejszego kruszcu Benjamina Raicha, czwartym mistrzostwie olimpijskim Kjekila Andre Aamodta oraz dwóch medalach do kolekcji dwudziestopięcioletniej Janicy Kostelić, która już jest jedną z najlepszych narciarek w historii. Za największy zawód można, a nawet trzeba uznać Amerykanina Bode Millera. Trzykrotny mistrz świata miał pojedyncze błyski, ale ostatecznie spisał się poniżej oczekiwań. Co jak co, ale on na pewno liczył na więcej, niż piąte i szóste miejsce w zjeździe i gigancie. Ponadto nie ukończył supergiganta i kombinacji. Do rehabilitacji może nie mieć okazji, bo z taką jazdą długo w czołówce Pucharu Świata się nie utrzyma. Słabo spisali Polacy. Biało-czerwoni stanowili jedynie tło dla walki o zaszczyty i zapisanie się w historii Igrzysk. Kto wie, może osiągnięte rezultaty byłyby lepsze, gdyby dyscypliną olimpijską stał się curving.

Klasyfikacja medalowa w konkurencjach alpejskich:

KRAJ ZŁOTO SREBRO BRĄZ
AUSTRIA 4 5 5
USA 2 0 0
CHORWACJA 1 2 0
FRANCJA 1 1 0
SZWECJA 1 0 3
NORWEGIA 1 0 0
SZWAJCARIA 0 1 2
FINLANDIA 0 1 0


Medaliści
slalom: 1.Anja Paerson; 2.Nicole Hosp; 3.Marlies Schild

slalom-gigant: 1.Julie Mancuso; 2.Tanja Poutiainen  3.Anna Ottosson

super-gigant: 1.Michaela Dorfmeister; 2.Janica Kostelić; 3.Alexandra Meissnitzer

zjazd: 1.Michaela Dormeister; 2.Martina Schild; 3.Anja Paerson

kombinacja: 1.Janica Kostelić; 2.Marlies Schild; 3.Anja Paerson


mężczyzni:
slalom: 1.Benjamin Raich; 2.Reinfried Herbst; 3.Rainer Schoenfelder

slalom-gigant: 1.Benjamin Raich; 2.Joel Chenal; 3.Hermann Maier

super-gigant: 1.Kjekil Andre Aamodt; 2.Hermann Maier; 3.Ambrosi Hoffmann

zjazd: 1.Antoine Deneriaz; 2.Michael Walchhofer; 3.Bruno Kernen

kombinacja: 1.Ted Ligety; 2.Ivica Kostelić; 3.Rainer Schoenfelder

Autor: Łukasz "Legionista" Koszewski

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>