strona: 05        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


IGRZYSKA OLIMPIJSKIE - TURYN 2006

Austriackie show - norweska niespodzianka


Kiedy cztery lata temu w Salt Lake City odbywały się Zimowe Igrzyska Olimpijskie, wszyscy Polacy byli przekonani o tym, że Adam Małysz może być tym sportowcem, który powtórzy sukces Wojciecha Fortuny z Sapporro (1972). Wprawdzie złota Adamowi nie udało się zdobyć, to jednak dwa medale przywiezione z USA mogły cieszyć..

Z tegorocznym występem Małysza na Olimpiadzie wielu nie wiązało żadnych większych sukcesów. Już drugi rok z rzędu nasz nadal najlepszy skoczek narciarski prezentuje formę, co najwyżej dobrą, która nie pozwala mu już na wygrywanie ważnych imprez czy chociażby pojedynczych konkursów Pucharu Świata. Wydaje się, że tegoroczny kryzys formy przypadł na 54 Turniej Czterech Skoczni. Do gry (a raczej „leczenia” polskich skoków) wrócił dr Żołądź, który współpracował z reprezentacją skoczków w latach 2000-2003. Wśród tych, którzy nadal wierzyli w Adama zapanował skrajny entuzjazm i nadzieja, że może być lepiej..

Patrząc na wyniki treningów można było dokładnie to samo stwierdzić – jest lepiej. Wprawdzie Małysz nie dominował tak jak chociażby w Val di Fiemme, jednak był w czołówce, co ostatnimi czasy (poza konkursami w Zakopanem) nie zdarzało mu się za często. Pocieszające było również to, że ze skoku na skok lądował dalej.. W seriach treningowych bardzo dobrze prezentowali się również pozostali Polacy, ze szczególnym wskazaniem na Roberta Mateję! Pierwszym ważniejszym sprawdzianem rzeczywistej formy były kwalifikacje, które odbyły się w sobotę 11 lutego.
| Niespodziewany złoty medalista |
W serii ją poprzedzającej kibice pod skocznią mogli zobaczyć groźny upadek Simmona Ammana, który bronił w Turynie dwóch złotych medali z Salt Lake City. Wracając jednak do kwalifikacji.. Już z drugim numerem na belce startowej pojawił się zawodnik, którego na skoczniach narciarskich nie widzieliśmy od dobrych dwóch lat! Mowa o Masahiko Haradzie, 37 letnim Japończyku, który mimo dobrej dyspozycji (95m) został zdyskwalifikowany za zbyt długie narty. Z zawodników, którzy zaskoczyli z formą możnaby uznać jeszcze Borka Sedlaka, Czecha, który wylądował na 99 metrze. Pierwszym Polakiem, którego mogliśmy obserwować na skoczni w Pragelato był Robert Mateja. Najstarszy zawodnik polskiej reprezentacji zaprezentował się z bardzo dobrej strony skacząc 100.5 metrów, co dało mu 12 miejsce! Z bardzo przyzwoitej strony zaprezentowała się pozostała dwójka: Hula i Stoch (odpowiednio 95m i 99m). Kolejni zawodnicy sukcesywnie zaczęli skakać dalej, lądując poza setnym metrem. Adam Małysz zajął w kwalifikacjach 6 miejsce (skok na odległość 102.5m). Powyższe wyniki świadczyły o tym, że nasz najlepszy skoczek będzie w stawce zawodników walczących o medale.

Konkurs olimpijski na skoczni K95 w Pragelato przeprowadzono w niedzielę 12 stycznia. Zdaje sobie sprawę z faktu, że liczba kibiców zgromadzonych przed odbiornikami telewizyjnymi była wtedy zdecydowanie niższa niż podczas konkursów w Salt Lake City, jednak wierzyłem w Małysza, i w to, że medal jest jak najbardziej w jego zasięgu. Wszyscy już wiemy, że tego dnia to się nie udało, chociaż tak naprawdę ten upragniony krążek (obojętnie jakiego koloru) był bardzo blisko! Ale zacznijmy od początku.. Pierwszym zawodnikiem w konkursie, który przekroczył punk konstrukcyjny był.. Robert Mateja. Wprawdzie jego próba nie była tak udana jak poprzednie, to jednak pozwoliło mu to na zajęcie 28 miejsca po I serii. Można pokusić się o stwierdzenie, że w konkursie „popisali się” Rosjanie, na czele z Vassilievem, który prowadził po I serii konkursu!!! Wracając jednak do polskiego motywu.. Odległość Mateji osiągnął również Stefan Hula, nasz najmłodszy skoczek w kadrze! Tak jak pierwszym zawodnikiem, który przekroczył punkt K był Mateja, tak pierwszym, który osiągnął 100 metr był Kamil Stoch! Ten bardzo dobry rezultat pozwolił młodemu Polakowi na zajęcie 15 lokaty po I serii! Kiedy na belce startowej pojawił się Adam Małysz, zapewne w wielu sercach zapaliła się nadzieja, że może poleci daleko.. Wprawdzie odległość 101.5m w tym momencie nie była najlepsza to dawała mu drugie miejsce przed skokiem najlepszej 12-ki. A z tego grona Polaka zdołała wyprzedzić jeszcze tylko szóstka zawodników. Żaden jednak nie wyprzedził prowadzącego Rosjanina, choć najbliżej tego był Janne Ahonen (103.5m-134.5 pkt). Adam zajmował ósme miejsce, ze stratą tylko 5pkt do lidera (przeliczając na odległość to 2.5 metra).

W drugiej serii konkursu olimpijskiego ujrzeliśmy całą czwórkę Polaków, co po raz ostatni miało miejsce.. Bardzo dawno temu, tak dawno, ze aż moja pamięć (ponoć dobra) nie sięga tak daleko (precyzując, mam na myśli konkursy PŚ bądź ważne, zimowe imprezy!). Jury konkursu zdecydowało się wydłużyć rozbieg – ta decyzja ta jednak nie wpłynęła w sposób widoczny na odległości, przynajmniej w I fazie serii drugiej! Robert Mateja w swoim finałowym skoku wylądował na linii 94.5m co pozwoliło mu na zajęcie 25 pozycji. Niestety gorszy rezultat zanotował Stefan Hula, który olimpijski konkurs skończył na miejscu 29. Dwójka bardzo dobrych zawodników ze światowej czołówki, która jednak miała pecha, czyli Widhoelzl i Janda, udowodnili w II serii, że nie zapomnieli jak się skacze. Obaj lądowali w okolicach setnego metra. Podobnie jak Kamil Stoch, który oddał skok na 98.5m i w klasyfikacji generalnej konkursu zajął bardzo dobre, 16 miejsce! Czym bliżej końca konkursu tym emocje były coraz większe, przede wszystkim za sprawą bardzo małych różnic punktowych między kolejnymi zawodnikami. W przypadku dalekiego skoku szansę na znaczący awans miał Małysz, jednak jego rezultat w drugiej serii – 102.5m – pozwolił mu na zajęcie miejsca siódmego. Fenomenalnie za to zachował się Lars Bystoel, który w swojej drugiej próbie poszybował na linię 103.5m, czyli tylko o metr dalej od Polaka, a mimo to zdołał...wygrać!!! Hautamaeki mimo identycznej odległości dostał słabsze noty, co pozwoliło mu na zdobycie srebrnego medalu. Trzeci był inny Norweg Lyokelsoey. Zawiedli przede wszystkim Ahonen, Morgenstern i sensacyjny lider po I serii – Vassiliev. Cała trójka lądowała w okolicach linii setnego metra, co okazało się odległością zbyt krótką na wywalczenie medalu olimpijskiego..

Mimo, że Adam Małysz nie zdobył medalu należy podsumować występ polskich skoczków jako dobry. Zawodnik z Wisły zajął miejsce punktowane, pozostała trójka awansowała do najlepszej 30-ki, co nie miało miejsca od bardzo dawna! Rokowało to nadzieje, na jeszcze lepszy konkurs na skoczni dużej.

 1. Lars Bystoel (NOR)  101.5 m 103.5 m  266.5 pkt
 2. Matti Hautamaeki (FIN)  102 m 103.5 m  265.5 pkt
 3. Roar Lyokelsoey (NOR)  102.5 m  102.5 m  264.5 pkt
 ...      
 7. Adam Małysz (POL)  101.5 m  102.5 m  261 pkt
 16. Kamil Stoch (POL)  100 m  98.5 m  247 pkt
 25. Robert Mateja (POL)  95.5 m  94.5 m  229 pkt
 29. Stefan Hula (POL)  95.5 m  90.5 m  218 pkt


K125

Pierwszy konkurs przyniósł wiele niespodzianek, począwszy od bardzo słabej formy Jandy, po nierówne skoki „młodych austriackich wilczków” kończąc na fenomenalnej dyspozycji Larsa Bystoela, którego chyba mało kto typował na zwycięzcę. Zawody na dużej skoczni miały być formą rewanżu przede wszystkim ze strony przegranych, czyli Morgensterna, Koflera, Ahonena i Jandy. Polacy liczyli po cichu na błysk Adama Małysza..

Tradycyjnie swoje rozważania i analizy rozpocznę od kwalifikacji, które mimo, że nie są wymiernym wyznacznikiem formy poszczególnych skoczków, to jednak mogą pokazać kto z całą pewnością będzie się liczył w walce o olimpijskie krążki.
| Austriackie show |
W reprezentacji Polski nastąpiła jedna zmiana: Stefana Hulę zastąpił Rafał Śliż. Niestety „zmiennik” popularnego już w Polsce „Stefanka” nie zdołał zakwalifikować się do konkursu głównego, co w obliczu 100% obecności naszych reprezentantów na skoczni K95, można to uznać za drobny krok wstecz. Robert Mateja wylądował na linii 108.5m, Kamil Stoch na 110m, a Adam Małysz na 125m (co było 14 rezultatem serii kwalifikacyjnej). Rewelacyjną formę potwierdzili: Morgenstern, Kofler, Kuettel i Ahonen..

Dla tego ostatniego konkurs na skoczni K125 był ostatnią szansą na zdobycie złotego medalu podczas Igrzysk Olimpijskich. Zacznijmy jednak od początku.. Pierwsi zawodnicy, którzy pojawili się na belce startowej nie prezentowali nadzwyczajnych skoków. Osobiście marzyłem o tym, by pewną stagnację złamał Robert Mateja. I może nawet miałoby to miejsce, gdyby nie pewna kuriozalna sytuacja. Sędziowie przetrzymali Polaka na belce przez 44 sekundy identycznych warunków wietrznych na obiekcie w Pragelato. W chwili gdy powinno zapalić się czerwone światełko nakazujące zawodnikowi zejście z belki pojawiło się światło zielone, nakazujące oddanie skoku.



Sytuacja o tyle frustrująca, gdyż w dużej mierze wypatrzyła skok naszego reprezentanta. Z 17 numerem pojawił się Japończyk Ichinoe, który oddał skok na 122.5m. Drugi z Polaków, Kamil Stoch doskoczył do linii 116.5m co po pierwszej serii dawało mu miejsce 30. Czym bliżej końca, tym emocje na skoczni rosły. Adam Małysz oddał przyzwoity skok na 123 metr, co w chwili obecnej dawało mu 1 miejsce. Tyle samo skoczył startujący po nim Andreas Widhoelzl, który jednak dostał gorsze noty. Granicę skoku, który liczył się będzie w walce o medal wyznaczył mistrz olimpijski z mniejszej skoczni, Lars Bystoel który doleciał do 127.5m. Jednak zdecydowanie najlepsi byli Austriacy: Kofler i Morgenstern, którzy znokautowali wszystkich skacząc grubo ponad 130 metrów. Zawiódł Ahonen, który skoczył zaledwie 123.5m i pożegnał się z walką o złoto. Adam Małysz po I serii zajmował 10 miejsce.

Pierwszym skoczkiem, który rozpoczął serię drugą był Kamil Stoch. Polak zaprezentował się znacznie lepiej, lądując na 121 metrze co w klasyfikacji generalnej konkursu pozwoliło mu zająć 26 lokatę. Bardzo dobry skok oddał Martin Schmitt, który w konkursie zastąpił Alexandra Herra (kolejna afera w ekipie niemieckich skoczków). Liczyliśmy na to, że Małysz w swoim drugim skoku zaprezentuje się znacznie lepiej i przesunie się o kilka pozycji w górę, jednak sobota nie była dniem „polskiego orła”. Walka o medale podczas tego konkursu nie była tak zaskakująca jak na skoczni średniej, jednakże z całą pewnością wielkie emocje pojawiły się podczas wewnętrznego pojedynku Koflera i Morgensterna. Obaj odskoczyli od reszty zawodników, co nie zdarzało się za często w dotychczasowych konkursach olimpijskich! Morgi pięknie poszybował aż na 140 metr, co przy skoku o pół metra krótszym Koflera (i wykonanym w słabszym stylu, błędy przy lądowaniu) pozwoliło słynnemu Austriakowi z ekipy „Red Bulla” na zdobycie olimpijskiego złota! Zresztą Andreas Kofler mimo, że przegrał złoto był bardzo zadowolony ze swojego występu. Brąz przypadł Larsowi Bystoelowi, który tym samym wywalczył swój drugi medal na Igrzyskach w Turynie!

Po słabszych skokach Adama Małysza – już tradycyjnie rozpętała się burza medialna z udziałem Heinza Kuttina. Trener zrzucił winę na Łukasza Kruczka i Apoloniusza Tajnera, zostawiając siebie samego w kręgu świętych i nieomylnych osób. Zapowiedział też, że nie przedłuży o kolejny rok umowy z PZN podając się jednocześnie do dymisji.

 1. Th. Morgenstern (AUT)  133 m 140 m  276.9 pkt
 2. Andreas Kofler (AUT)  134 m 139.5 m  276.8 pkt
 3. Lars Bystoel (NOR)  127.5 m  131.5 m  250.7 pkt
 ...      
 14. Adam Małysz (POL)  123 m  123.5 m  222.7 pkt
 26. Kamil Stoch (POL)  116.5 m  121 m  220 pkt
 38. Robert Mateja (POL)  111 m ---  


DRUŻYNÓWKA

Konkursy drużynowe są specyficzne, niekiedy walka o najwyższe miejsce na podium trwa do ostatniego skoku, innym razem emocje opadają znacznie szybciej w momencie gdy jeden zespół zdecydowanie przewyższa pozostałe. Również relacjonowanie tych zawodów jest w jakimś sensie specyficzne, gdyż tutaj – zupełnie inaczej niż w konkursach indywidualnych – śledzi się poczynania skoczków jak i ma obraz na bieżące wyniki na skoczni. Toteż nie lubię relacjonowania z „drużynówki” ;-).

Przed rozpoczęciem ostatniego konkursu na olimpijskiej skoczni w Pragelato były w sumie trzy drużyny, które miały między sobą walczyć o medale: Norwegia, Austria i Finlandia. W cieniu pozostały Niemcy, które po burzy wywołanej konfliktem na linii Rohwein-Herr (i odesłaniem tego ostatniego do domu) przestały liczyć się w stawce państw walczących o olimpijskie laury. Planem minimum dla naszej drużyny było wejście do ósemki, a planem już takim konkretnym – powtórzenie szóstego miejsca z Salt Lake City. Wyprzedzając fakty – nasi zawodnicy pokazali wielką ambicję i determinację, nie dość że miejsce z poprzednich Igrzysk obronili, to jeszcze przesunęli się o pozycję wyżej zajmując miejsce 5! Śmiem twierdzić, że w przypadku gdyby Adam Małysz był w swojej najwyższej formie, a Robert Mateja trochę lepiej skoczył w swojej drugiej próbie, szansę medalowe nie byłyby li tylko urojeniem „wiecznie optymistycznego fan(atyka)” skoków narciarskich w Polsce. Nie przesadzajmy jednak, cieszmy się z tego co osiągnęliśmy, gdyż jest to i tak największy sukces polskiej reprezentacji w konkursie drużynowym IO w historii! Za niespodziankę można uznać nie zakwalifikowanie się do drugiej serii drużyny Słowenii, która w Salt Lake zdobyła brązowy medal!!! Ten sam los spotkał Czechów, jednak akurat w tej drużynie oprócz Jandy i Matury nie ma za bardzo zawodników, którzy w tym momencie mogliby powalczyć o wyższe cele.

Najsłabiej z Polaków zaprezentował się Stefan Hula, jednak trzeba podkreślić to, że z całej drużyny ma on najmniejsze doświadczenie, a poza tym w tym przypadku najsłabiej nie oznacza wcale, że słabo. „Stefanek” oddał dwa, jak na niego bardzo dobre skoki na 118 i 119 metr!
| Alan Alborn |
Chociaż sam wcale nie był z nich do końca zadowolony, co zresztą się chwali – widać, że chłopak ambitny, a to najważniejsze. Bardzo dobrze zaprezentował się Kamil Stoch, dwukrotnie lądując poza granicą 120 metra (121m i 123.5m). Jeszcze więcej radości mieliśmy za sprawą Roberta Mateji, który w swoim pierwszym skoku przekroczył nawet punkt konstrukcyjny, i w swojej grupie skoczków miał drugą odległość (po Ahonenie). Druga próba była już gorsza (123m), co jednak nie zmieniło bardzo dobrej pozycji Polaków. Adam Małysz spisał się zdecydowanie najlepiej, lądując na 128 i 129.5m – szczerze mówiąc liczyłem na nieco lepsze skoki.

Austriacy wygrali przede wszystkim dzięki wspaniałej dyspozycji Thomasa Morgensterna oraz Andreasa Koflera, dodatkowo nieźle zaprezentował się Widhoelzl, trochę gorzej Koch. Brązowy medal Norwegów z całą pewnością jest „małą porażką” zawodników ze Skandynawii, jednak przy bardzo słabej postawie Tommy’ego Ingebrigtsena podopieczni Kojonkoskiego powinni cieszyć się z faktu, że ów medal zdobyli. Dodatkowo trzeba wspomnieć, że Lyokelsoey skacząc 141 metrów pobił rekord skoczni należący do Adama Małysza. Finowie, którzy w Pragelato zdobyli medal srebrny skakali równo i daleko, jednak zabrakło im do złota 7.6 pkt (czyli ok. 4 metrów). Z całą pewnością konkurs drużynowy był dla naszej reprezentacji szczęśliwy, i pokazał, że mamy grupę skoczków, którzy umieją powalczyć i daleko skoczyć..

 1. AUSTRIA  984 pkt
 2. FINLANDIA  976.6 pkt
 3. NORWEGIA  950.1 pkt
 ...  
 5. POLSKA  894.4 pkt


Igrzyska Olimpijskie w Turynie są już za nami. Adam Małysz nie powtórzył sukcesu z Salt Lake City, tym razem wrócił do Polski bez zdobyczy medalowych. Biorąc pod uwagę jego formę jeszcze miesiąc temu pozycje 7 i 14 indywidualnie nie są złe, jednak wielu nadal po cichu liczyło na medal. Kuttina na pozycji trenera kadry A mógł utrzymać tylko chociażby jeden medal Małysza, tak się nie stało. Być może właśnie dlatego po konkursie na skoczni K125 rozpętała się kolejna burza medialna wokół jego osoby, kolejna nie wiadomo do końca po co, i na co. Tym razem jednym z głównych bohaterów był Apoloniusz Tajner, który rzekomo wtrącał się w sprawy kadry. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie geneza tej małej afery, wiadomo już, że Kuttin skończy współpracę z polskimi skoczkami. Z jednej strony szkoda, bo mimo wszystko osiągnął wiele – i z juniorami, i z kadrą seniorską. Szkoda tylko, że niestety nie umiał „naprawić” Adama Małysza. Dostrzegam drobny paradoks: Tajner umiał trenować Adama, natomiast reszta skoczków była zupełnie zagubiona. Teraz jak gdyby sytuacja jest zgoła odmienna: Stefan Hula i Kamil Stoch, to zawodnicy, którzy najwyraźniej znaleźli wspólny język z Austriakiem. Większe opory miał Mateja, ale również i on koniec końców nie zawiódł. Nie wiadomo kto będzie nowym trenerem, doskonale jednak jesteśmy świadomi (przynajmniej ja jestem ;-)), że dwa lata Heinza Kuttina na stanowisku trenera kadry A to z całą pewnością czas nie stracony. Bo gwiazda Małysza i tak już świeci co raz mniej, a priorytetem jest szukanie zawodników, którzy mogą go chociaż po części zastąpić. Chociaż przy okazji warto by było, gdyby Małysz jeszcze nam zaświecił, może nie światłem tak mocnym i trwałym jak w latach 2001-2003, ale chociaż takim, by pokazać tym wszystkim niedowiarkom, że skakać nadal umie..


Autor: Paweł Talbierz

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>