:: Chemia organiczna
Tam, gdzie polisacharyd,
wśród insulin i glikoz,
się namiętnie wiązali
młody chemik - z chemicą.
Bez rękawic i czepków
wiedli żywot bezecny:
ona pukała w zlewkę,
on wykręcał bezpiecznik
i wśród równań i działań
się równali frywolnie.
Ona (od czadu?) mdlała,
on i owszem - podobnie.
Także inne zabawy
mieli pośród tych krzyków:
on jej rtęć robił z wprawą
ona z sokiem - spirytus.
I by grali tak w ciemno
w różne takie syntezy,
ale miłość nie chemia:
nie wszystko się odmierzy
i nie zawsze zadziała
inhibitor z apteki.
Tak rzecz ciała nabrała,
i wytrącił się becik.
Dziś już inne igraszki,
i reakcje mniej dzikie:
robią na prądzie kaszkę,
mleko grzeją - palnikiem.
* * *
Dla tych chemików motto,
co zaczęli praktyki:
zważaj, bo cię uwiążą
kiedyś wolne rodniki!
[II 2006]
- Michał "UnionJack" Krotoszyński
|