| ::: Inercjał
... .. . .
"Ural wygląda naprawdę pięknie w zimę. Te połacie bieli
spokojnie zalegające na ostrych szczytach, delikatnie przyprószone śniegiem
drzewa... Niestety, obrazki nie oddają nawet w połowie mrozu, od którego aż
szczypią policzki. To jest ten element,
o którym nigdy nie wspomina się turystom jadącym w góry, nawet
najbezpieczniejsze. Sawicki nerwowo pocierał ręce. Byli w drodze dopiero od
kilku dni, a już jeden się powiesił, dwóch zginęło w dżentelmeńskim pojedynku
na karabiny, jeden spłonął przy próbie rozpalenia ogniska żelem zapalającym,
pięciu poparzyło się przy próbie gaszenia.
Michał sam był zadziwiony takim wynikiem. Nawet podczas jego
pierwszego rekonansu, odbytego zaraz po przybyciu do Twierdzy, nie było tyle
ofiar."
Gwizdon ::: Runiczna ściana
... .. . .
"Podobne przywidzenia zacząłem miewać na początku roku. Zawsze
są to postacie w niemieckich mundurach, zabite w jakiś wymyślny sposób.
Początkowo myślałem, że wariuję, więc nie dzieliłem się tym z innymi. Pewnego
razu zapytałem mojego kuzyna z technikum, czy nie miewa jakiś dziwnych
przywidzeń. Odpowiedź była twierdząca. Powiedziałem mu, dlaczego pytam. Chwilę
o tym porozmawialiśmy, aż opowiedział mi pewną historię, która rzekomo zdarzyła
się w połowie lat siedemdziesiątych i może miała coś wspólnego z naszymi
wizjami. Mianowicie, był kiedyś pewien uczeń, który tak ja i kuzyn, miewał
dziwne przywidzenia. Z tego powodu badał dokładnie historię tej okolicy.
Podobno, przeglądając książki naszej biblioteki, zalazł małą, ale bardzo
interesującą wzmiankę na temat szkoły. Zszedł wtedy do piwnic i zaczął
penetrować tamtejsze korytarze. Trwało to jakiś czas, aż pewnego dnia zniknął.
Odnaleziono go trzy dni później w Parku Szczytnickim, powieszonego za szyję na
drzewie. Kuzyn usłyszał to od naszego woźnego, Styrlitz. Czasem ich widzę, jak
wyskoczą razem na jakieś wino marki "Wino". Wtedy to
zbagatelizowałem. W końcu mogła to być kolejna pijacka opowieść naszego woźnego."
Kosimus ::: Atak
... .. . .
"Jeszcze gdy rechotali oboje z tej hipotezy, okno na drugim piętrze rozpadło się z brzękiem i wyleciała z niego z przeraźliwym wrzaskiem profesor Rogowiec, rozbijając głowę o asfaltowe podłoże dziedzińca. Natychmiast zaległa cisza jak makiem zasiał. Zaskoczenie wszystkich było tak wielkie, że nikt się nie poruszył przez pierwsze pięć sekund po zdarzeniu. Następnym dźwiękiem, był długi, cienki, spazmatyczny krzyk którejś z stojących obok roztrzaskanych zwłok dziewczyn."
Gabriel Garcia Marquez ::: Carpe diem
... .. . .
|