spis treści | poprzednia strona |
36 Bajka o Czerwonym Pelerynie

Był sobie raz typowy podrzędny i stojący na najniższym szczeblu drabiny przestępczej typek. Nazywał się Marian Czerwony, ale wszyscy wołali na niego Peleryn. Nazywali go tak z powodu dość krótkich bo sięgających mu tylko do pasa czerwonych, a poza tym sztywnych (bo nie mytych) prawie jak stalowe pręty włosów. Miłość do pewnego piosenkarza (większość wartości, jakie wyznawał Marian były inne od przyjętej przez społeczeństwo normy) zapewne tłumaczy ich kolor. Jego kariera w półświatku przestępczym była wątpliwej jakości. Ale to właśnie dzięki niemu pobliski zakład dla obłąkanych miał pełno pacjentów. Gdy Marian, zwany dalej Pelerynem zbliżał się do niczego nieświadomego ochotnika na zasilenie budżetu pechowego kieszonkowca, tenże ochotnik uciekał z panicznym wrzaskiem w bliżej nieokreślonym przez ogłuszonego rykiem Peleryna kierunku. W zbiegu dziwnych okoliczności w czasie kieszonkowej działalności Czerwonego, na osiedlowym komisariacie zanotowano wiele przypadków prób porwań przez kosmitów, które za zwyczaj kończyły się wizytą u lokalnego psychologa. Marian próbował później grabienia samochodów, ale dość często bywał na tym przyłapywały przez organy ścigania. Gdy zkolidował łom i powierzchnię szyby samochodu to wpychał tors oraz głowę (z włosami) przez tak powstały wyłom. Gorzej było, gdy próbował wyciągnąć z auta zdobycz oraz wcześniej wepchnięte części ciała. To właśnie włosy, które przy wpychaniu nosa do nie swojego samochodu wchodziły gładko, to przy wyciąganiu blokowały się z wiadomych przyczyn.

 

  Rozdział PIERWSZY: Zlecenie zgoła nie oczekiwane

 

    To stało się pewnego dnia, w pewnym mieście (zdaje się, że w Wąchocku). Marian szedł sobie ulicą (właściwie to chodnikiem, ale to nie ma większego znaczenia), gdy nagle spostrzegł przed swoim nosem grupę dresiaży. Miał pecha, ponieważ wziął ich za metali i dlatego żeby nie zarobić oklepania machy (był najbardziej znanym profanem metalu w mieście, za co nieraz dostawał po mordzie) zawołał "Jak tam nowa płyta Ajron Mejden?" Wtedy owi wygoleni na łyso, nieznoszący owego gatunku muzyki ludzie zaczęli krzyczeć "Patrzcie ten CENZURA czerwonowłosy hippis nas wyzywa! Oklepmy mu tę jego CENZURA gębę!" Jak powiedzieli tak zrobili. Wszyscy jak jeden mąż złapali za swe peacemakery pałając rządzą mordu rzucili się na niego z furią dorównującą stadzie byków biegnących na torreadora uzbrojonego w czerwoną płachtę. Biedny Peleryn w trybie natychmiastowym powziął jedyną słuszną i jakże trafną decyzję o natychmiastowej ewakuacji z miejsca zdarzenia. Niestety oślepiony strachem Marian nie widział drogi przed sobą, toteż nieraz jego głowa spotykała się po drodze z latarnią a nogi zatrzymywały się na rozmowę z wystającą płytą chodnikową. Po takich około stu dwudziestu trzech spotkaniach bliskiego stopnia poczuł, że ktoś zaciągnął go do ciemnego pomieszczenia i wtedy zemdlał. Gdy się ocknął przywitało go pytanie "Czy to ty jesteś Marian Czerwony pseudonim: Peleryn?" kiwnął głową twierdząco, przynajmniej tak mu się wydawało. Nadal czuł ból głowy spowodowany różnorakimi kolizjami. A tu ni z skąd ni zowąd ktoś uraczył go następnym pytaniem "Czy znasz drogę do Meliny u Staszka?" Pokiwał głową tym razem z większym entuzjazmem (To była  jego rodzinna melina! Został wypędzony, ale zawsze rodzinna!). "To dobrze" usłyszał zanim zemdlał. Obudził go obcy głos "Wstawaj CENZURA leniu, mam do ciebie ważną CENZURA sprawę. To jest CENZURA propozycja nie do odrzucenia CENZURA, jeżeli CENZURA się nie zgodzisz to nagrodą będzie kulka między twoje CENZURA wytrzeszcze. Zrozumiano CENZURA?" Marian po tej subtelnej perswazji doszedł do genialnego wniosku - lepiej się zgodzić, więc pokiwał głową. Na co tamten znowu przemówił "Masz dostarczyć CENURA tę paczkę do CENZURA samego Stanisława Z. pseudonim Babunia (pomniejszego bossa mafii) rezydującego w Melinie u Staszka, CENZURA zrozumiano? <kiwnięcie głową> To won mi CENZURA stąd bo ołowiem na pożegnanie poczęstuję." Wtedy wetknięto Pelerynowi paczkę w rękę, opisano Babunię (łysol z wąsami, wysoki) i grzecznie wykopano na zewnątrz.

 

  Rozdział DRUGI: Kraina Niemiłych Przypadków

 

    Gdy nieco wystraszony Peleryn zorientował się, że idzie w złą stronę było już za późno. Przed nim stała grupa dresiaży, która goniła go niedawno. Na jego widok jeden z nich zawołał "Patrzcie to ten CENZURA, który nas wczoraj wyzywał, do broni ludzie, do broni!" Peleryn myśląc, że ma za sobą całą mafię zawołał "Stój! Mam za sobą całą mafię. Jeżeli mnie tkniecie to pożałujecie!" Dresiaże ogarnięci szałem bojowym wcale się nie przejęli groźbą Peleryna. Marian w przebłysku odwagi postanowił, że tym razem nie stchórzy. Była to najgorsza decyzja w całym jego marnym życiu. Tak go wtedy tknęli, że siniaki zostały mu na całe życie. I wcale tego nie pożałowali! Wręcz przeciwnie, to Peleryn żałował, że nie dał dyla, gdy był na to czas. Gdy się ocknął stwierdził, że a)jest mu zimno; b)jest noc; c)jest CENZURA głodny. Nie mając nic do jedzenia Peleryn usnął. Gdy się obudził pomyślał, że pora iść do Meliny u Staszka. Jak pomyślał tak i zrobił. Po półgodzinnym marszu zatrzymał się przed sklepem U Jadzi, żeby odsapnąć. Traf chciał, żeby stał tam też człowiek imieniem Kazimierz. Kazimierz Wilk. Żebyście wiedzieli, kim był Wilk! To największy glina w mieście, to właśnie on zgarnął legendarnego Borysa I. pseudonim Leśniczy, starszego brata samego Władimira I. pseudonim Gajowy. Tak się złożyło, że Kazik był po służbie i zachciało mu się skoczyć na jednego. Niestety nie mogąc znaleźć towarzysza do popijawy zmusił się do zaproszenia Peleryna. Razem udali się do Pod Rozszalałym Mustangiem. Po półgodzince (niejednej!) zebrało im się na zwierzenia. "Szef to kompletny półgłówek i sadysta. I tylko 560 zł brutto pensji. I jak mam się za to wyżywić? buuuuuuuuuuu!" mówił (i płakał) Kazik. "Ja to nie mam lepiej" zaczął nawijać Peleryn "Nic mi się nie udaje. Dresiaże ganiają mnie po ulicach, a ostatnio to mnie nawet pobili! Jakieś męty wykorzystują mnie jako kuriera. <tu Wilk ożywił się i zaczął słuchać> Wiesz Kazik przy Ul. Złodzieja 13 jest moja rodzinna melina - Melina u Staszka, gdzie rezyduje sam Babunia. Mam <wyciąga paczuszkę> to coś dostarczyć do niego." Wilk w przebłysku obowiązku postanowił odebrać mu domniemane narkotyki. Lecz kiedy pochylił się w stronę Peleryna, co samo w sobie nie jest złym pomysłem, jeżeli nie ma się 3,25 promila we krwi, jego głowa hucznie przywitała się z podłogą. Peleryn przypominając sobie o własnym obowiązku wyszedł z knajpy chwiejnym krokiem. Obudził się na jakimś śmietniku. Z jego ust wydobyło się ciche "Wody!". Na szczęście niedaleko była kałuża (padało, gdy spał) toteż natychmiastowo ugasił palące pragnienie. Gorzej było z bólem głowy. Nie mogąc znaleźć na niego remedium udał się w stronę Meliny u Staszka. Gorzej było z Wilkiem. Z całej rozmowy zapamiętał tylko kilka słów: "Melina na Złodzieja 13", "Babunia" oraz "dostarczyć". Toteż szybko zorganizował obławę na zapamiętany adres.

 

  Rozdział TRZECI: Bitwa o Melinę u Staszka

 

    Wilk zaskoczył niczego niepodejrzewających uczciwych bandytów. Poszło mu łatwo, za łatwo. Przebrał się w strój Babuni a jego samego i jego kamratów wpakował do vana, którego zaparkował za rogiem. Już nie mógł się doczekać chwili, gdy otworzy tajemniczą paczkę. Nie zauważył tylko jednego - tajnego wyjścia za obrazem, którym uciekł (wyjściem oczywiście) Jan Donos. Peleryn aż sam się zdziwił, że tak łatwo doszedł do Meliny u Staszka. Nie spadła mu na łeb żadna cegła, przestali go gonić dresiaże i ani razu nie wpadł na latarnię! Toteż dotarł do celu akurat w chwili, gdy skończył się nalot. Przywitał go sam Babunia-Wilk. Peleryn po chwili skapował się, że coś jest nie tak! Opis się nie zgadzał. Więc zaczął się pytać "Babuniu a czemu masz włosy?" Wilk przypomniał sobie, że Babunia był łysy, zaczął, więc wymyślać na gorąco: "Bo mam perukę" odparł. "A po co ci peruka Babuniu?" zapytał Peleryn. Wilk po chwili zastanowienia odpowiedział "Bo świat nie lubi łysych." "A czemu nie masz wąsów?" strzelił kolejnym pytaniem Marian. "Nie pasowały do czupryny." odpowiedział Wilk. Lecz Peleryn nie poddawał się i zadał kolejne pytanie "Czemu jesteś taki niski Babuniu?" Nie na żarty przestraszony Wilk w obawie, że Peleryn go poznał i nie będzie chciał oddać paczki po dobroci, wyciągnął swoje 9 mm. Wtem usłyszał głos "Wychodź Wilk wiemy, że tam jesteś!" To przybył sam Gajowy ze swoją bandą. Gdy tylko dowiedział się o nalocie od Jana Donosa wyruszył ze swoją gwardią do Meliny u Staszka. Wychował się tam. Sam był tam pomniejszym bossem (wtedy nazywała się Melina u Władka) nim przejął interes po bracie, ale nawet wtedy lubił ją odwiedzać. Toteż tuż po donosie łza zakręciła mu się w oku i tym większą nienawiścią zapałał do Wilka. Gdy przybył uwolnił z vana Babunię i jego kamratów. Wtedy wyzwał zawiedzionego Wilka (Kazik nie zdążył dostać paczki w swoje łapska) na pojedynek. Zaiste srogi był to bój. Powietrze ciężkie było od wyzwisk i przekleństw, którymi miotali przeciwnicy. Naliczono 10 ofiar. Wśród zabitych i poszkodowanych w pojedynku było troje przypadkowych przechodniów, trzech przypadkowych policjantów, jednego złodzieja próbującego splądrować melinę i dwa lisy, które przypadkiem wychyliły się ze śmietnika oraz samego Wilka. Dostał on trzy kulki w brzuch. Gdy oberwał powiedział "Mam ostatnie życzenie. Chcę dowiedzieć się, co było w paczce dla Babuni." "W jakiej paczce? Aaaaaaaa w tej paczce!" zawołał Babunia "Ty Czerwony dawaj mi ją." Kaptur posłusznie oddał paczkę Babuni. "Nie no!" Jęknął Staszek "A miała być golonka!" "Cooooo?" zawołał Wilk" Jaka znowu golonka?" "Chamy jedne przysłali podwawelską, a mówiłem golonka!" kontynuował Babunia. Wtedy Wilk zemdlał z bólu i ze zdziwienia. Wszyscy rozeszli się w swoje strony oprócz Wilka (odwieziono go do szpitala i odratowano, o czym na szczęście dla niego nie dowiedział się Gajowy) i paru przypadkowych trupów.

 

 EPILOG: Co stało się z Marianem

   

   Marian po całym zdarzeniu został solidnie wynagrodzony przez Babunię (każdy uznałby dychę za solidną nagrodę gdyby jako argumentu użyto ołowiu). Wyprowadził się na wieś gdzie prowadził spokojne życie. Kradł płody rolne oraz pił mleko prosto od krów wydojonych na łące. Peleryn długo żył w legendach ludności wiejskiej, która opowiadała, że onegdaj sam Rokita warzywa kradł i krowy im udajał. Jak łatwo się domyślić cała sielanka nie trwała długo. Pewnego dnia poszedł jak zwykle wydoić krowy. Nagle zauważył, że obsługiwana właśnie krasula ma tylko jedno wymię, zdziwiony kontynuował dojenie, jednak krowa ta nie dała zbyt dużo mleka. Nagle Marian doznał olśnienia, ale było już za późno. Tenże (sprowadzony niedawno aż z Hiszpanii, co by polską wieś uczynić bardziej światową!) przedstawiciel rogatych powoli obrócił głowę. W jego oczach Peleryn zobaczył tylko obicie swych czerwonych włosów.

KONIEC

 
Łukasz Gosiewski [lukaszgosiewski@wp.pl]

|strona 54|