spis treści | poprzednia strona | następna strona
21 Zakon Rycerski Świętego Jerzego, Rozdział 1

“Sekta”


To miała być zwykła sobotnia impreza. Spotkanie towarzyskie w kameralnym gronie. Spotkaliśmy się jak zwykle u mojego kumpla Wacława. Imprezka na początku była grzeczna i cicha, ale później przyszło jeszcze trochę wiary z trunkami. Tak oto nasze dyskusyjne spotkanko przemieniło się w suto zakrapianą balangę. Koło pierwszej towarzystwo miało już trochę w czubie, więc taniec się skończył. Nieliczni jeszcze kiwali się po zabałaganionym parkiecie cicho podśpiewując do "Despre Tine". Myślałam już, że Wacuś wcześniej zakończy popija... Przyjęcie. Gospodarz jednak nie zamierzał kończyć. Do tego zachowywał się jakby nie był wcale nachlany. Co więcej dziwni kolesie co przywieźli napitek także byli zupełnie trzeźwi. Nic nie pili! Jak ja coś przyniosę na imprezę to wychleję to w pierwszej kolejności. Może prowadzą? W takim razie nie mogliby się nawzajem podwozić? Może mieszkają wszyscy w różnych kierunkach? Ale skoro prowadzą to, po co by innym przywozili chlanko? Z tych rozmyślań wyrwało mnie głośne trzaśnięcie. To tylko reszta tańczących zaczęła się przewracać z upicia. Wacuś i dziwni kolesie zbili się w kółeczko i zaczęli o czymś cicho dysputować. Wszyscy inni imprezowicze leżeli albo pod stołem albo na parkiecie albo jeszcze gdzie indziej w różnych niekiedy bardzo interesujących pozach ( ile miało procent to winko?!). Ja leżałam pod kanapą i udawałam bardziej pijaną niż jestem. Mocno się nie schlałam, byłam najwyżej na lekkim rauszu. Nie piłam teraz dużo, bowiem planowałam trochę popracować jutro a nie leżeć skacowana przy kiblu. Wacuś i kolesie tymczasem sprawdzali przytomność balangowiczów. Pociągnęłam narzutę z tapczanu tak, że zasłoniła mnie zostawiając tylko wąską szparkę do patrzenia. Sprawdzili wszystkich a o mnie chyba zapomnieli. Ignoranci!!!!
- Sprawdziliście wszystkich? - Spytał jeden z "Dziwnych kolesi". Miał jakieś specjalne cuda powieszone na szyi i wyglądał mi na "szefa" bandy tych dziwnych metalowców.
- Raczej tak. - Powiedział Wacuś.
- Świetnie! Ułóżcie z nich teraz pentagram!
No i zaczęli układać z nich pentagram. Psychole. Po co mieli by to robić? Może by przywołać demony? Blahhhhh!!!! Niedoszli sataniści! Trochę krzywy był ten ich pentagram, no bo wiadomo, że wszyscy ludzie nie są w jednym rozmiarze i symbol zawsze wyjdzie im mniej lub bardziej nierówny. W czasie moich rozmyślań panowie skończyli układać rzekomą figurę i przystąpili do rozkładania świeczek typu " tilajt ". Bardzo interesujący widok, ale naprawdę niespodzianka, że takie debile po świecie się kręcą. Jak im się to uda to kupię sobie parasol z ogrzewaniem. Świetnie! A ja tu sobie poleżę dopóki nie skończą i wtedy się zmyję. Mogę się nawet przespać. Tak jak pomyślałam tak zrobiłam. Nie zważając na kolesi starannie rozkładających świeczki i dorysowujących brakujące kreski w miejscach gdzie leżący się nie stykali, przekimałam się równo. Obudziło mnie szarpnięcie i krzyk pełen radości: "Mamy ofiarę! Mamy ofiarę! Ta ruda, co leżała pod kanapą". Już chciałam uświadomić mu, że to nie rudy kolor włosów tylko oberżyna, gdy nagle zostałam brutalnie wywleczona spod tapczanu. Próbowałam się wyrywać, ale moje wyczyny nie robiły na nich wrażenia. Nic dziwnego, nie byłam nigdy orłem z WF' u. Jeden z " dziwnych kolesi" zawlókł mnie na środek pentagramu gdzie stał wieszak na płaszcze i przywiązał do niego. Świetnie to prawdziwi psychole. Co ja teraz zrobię? Mogę się drzeć, ale kto na to zwróci uwagę? Zwykle drę się na imprezach, więc ludzie są przyzwyczajeni. Mogę wprawdzie wyrwać się z wieszaka, zabić nim Wacusia & kumpli, potem wyskoczę przez okno i będę skakać po balkonach. Jakby był to niskobudżetowy film akcji klasy "Ż" np. VIP to pewnie by się to udało, ale niestety jest to szara polska rzeczywistość i takich jazd tu nie zrobisz. Poza tym mówiłam już, że jestem kiepska w takich rzeczach. Do tego czułam się taka senna po tym podejrzanym winku! W chwili gdy ja rozmyślałam nad ucieczką "główny kapłan", czyli szef "Dziwnych kolesi", zaczął odprawiać jakieś modły z jakieś starej karteczki. Myślałam, że sataniści używają "Biblii Szatana". Ale ci to przecież psychole! Wiedziałam dobrze iż nic im z tego nie wyjdzie. Tylko czemu zaczełam się bać?! Otóż wtedy mogli robić co im się podoba, bo ja siedziałam bezpiecznie pod moim kochanym tapczanikiem a gdy przywiązali mnie do wieszaka i traktowali jako ofiarę to mogli mi coś zrobić nie?! Nigdy przecież nie wiadomo co im przyjdzie do tych spaczonych umysłów! Tymczasem do kapłana przyłączyli się inni członkowie śpiewając jakąś potępioną pieśń. I tak wyli dokładnie czternaście minut pięćdziesiąt dwie sekundy i dziewięć setnych sekund ( z nudów i w strachu patrzyłam na zegar w magnetowidzie ). Potem kapłan podszedł do mnie i zaczął chrzanić nowe pierdoły malując mi czerwonym pisakiem (!) jakiś znaczek na czole (!!).
- Ty debilu! - Powiedziałam - Ty wiesz, że to trzeba będzie zmyć pumeksem?!
Oczywiście ten frajer mnie nie słuchał tylko dalej gadał swoją kwestię. Potem odszedł parę kroków i odwrócił się do kumpli.
- Już za chwilę pojawi się demon, który będzie naszym podwładnym i pozwoli nam zdobyć władzę! - Wykrzyknął wzniosłym głosem.
- Acha, jasne. Uważaj bo ci się uda. - Powiedziałam.
Tymczasem kultyści ponownie wznieśli potępione pieśni. I tak minęło mi następne piętnaście minut. Ze zdenerwowania zaczęłam się trząść. Co oni mi zrobią?! Na razie popisali mnie markerem ale równie dobrze mogą zaraz zabić, zgwałcić, zranić podpalić albo zrobić coś jeszcze gorszego! Czemu to zawsze trafia się mi! Nagle kultyści zamilkli. "Główny kapłan" popisał sobie nadgarstki markerem i rzucił się na ziemię wywrzaskując słowa jakiegoś zaklęcia. W pomieszczeniu zrobiło się cicho. Wypełniła je dziwna mgła wylatująca z "tilajtów". Potem pentagram z ludzi zaczął świecić a pokój falować. Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Poczułam w sobie wielką przepaść i głębię. Jakaś energia pulsowała mi w środku. Sznury które mnie krępowały zaczęły się rozwiązywać. Mglista siła uniosła mnie w powietrze. Teraz i ja zaczęłam świecić. Leżący kapłan zaczął drgać. Coraz mocniej i mocniej. W końcu wił się jak wąż i wrzeszczał. Kartka którą trzymał wyfrunęła mu z ręki. Przerażeni kultyści cofnęli się pod ścianę. Kudłata dziewczyna zakwiliła:
- To nie tak! To ona miała być ofiarą nie kapłan!
Spuściłam głowę. Pod moimi stopami leżała kartka. Ta mglista siła kazała mi czytać. Wargi bezwładnie wypowiadały słowa pisane w tym dziwnym języku. Nie potrafiłam opanować tej siły! To ona opanowała mnie! Część kultystów zemdlała. Z przerażeniem odkryłam iż dotarłam prawie do końca kartki! Próbowałam przestać mówić. Bezskutecznie! Nieubłaganie zbliżałam się do końca zdania. Jeszcze cztery słowa. Trzy. Przedostatnie. Ostatnie. I stało się! Z pentagramu wystrzelił strumień energii. Wieszak po prostu wypaliło w powietrze. Usłyszałam głośne bluzgi i groźby sąsiadki. Ciało kapłana podrygiwało na dywanie w przerażających skurczach palonych mięśni. Straciłam prawie panowanie nad moim ciałem. Jakaś inna mroczna świadomość zaczęła wypierać mój umysł. Świry wstały z ziemi i poczęły radować się i krzyczeć, że nadszedł ich pan. Wtem szyba pękła. Na tle czarnego nieba pojawiła się długowłosa postać w skórzanym płaszczu. Rzuciła dziwną kartkę w moją stronę. Kartonik zrobił parę obrotów i wbił mi się w czoło. Straciłam przytomność.
Obudziłam się na kanapie w domu Wacusia. Stały nade mną cztery osoby w sztruksowych płaszczach i skórzanych kurtkach.
- Obudziła się - powiedziała jedna z osób.
- Jak się czujesz? Pamiętasz jak się nazywasz? - Powiedziała druga.
W głowie miałam kompletny chaos. Z nachodzących na głowę pytań wybrałam najprostsze:
- Kim jesteście?!
- To teraz nieistotne. Chcemy wiedzieć, dlaczego wywołałaś tego demona i skąd miałaś fragment Księgi Krzyku?! - Surowo oznajmiła następna osoba.
- Nie tak od razu Danka - Zdenerwowała się ta pierwsza. - Daj jej dojść do siebie!
- Co ty tak jej bronisz co?! - Odpowiedziała osoba zwana Danką.
No i zaczęli się kłócić. Obraz zaczął mi się już wyostrzać i zauważyłam pomarańczowe cienie na suficie. Cholera! O trzeciej miałam być w domu! Spróbowałam ruszyć ręką. Strasznie bolała. Takich zakwasów jeszcze nigdy nie miałam. Spróbowałam oprzeć się na łokciach. Bezskutecznie! Zbyt boli. Znów zaszumiało mi w głowie. Co ja właściwie robiłam wczoraj? Zaraz. Jestem u Wacusia bo robił imprezę. Potem zrobiła się z niej popijawa. Wszyscy zemdleli. Chcieli coś wywołać ale im nie wyszło. Wtedy zemdlałam. Zaraz! WYSZŁO im! Z raczej mi! Ja wywołałam demona!
- Ja wywołałam demona! - krzyknęłam - Przypadkiem. A kapłan stał się ofiarą i wszyscy zemdleli a wieszak odpaliło! Potem ocalił mnie koleś w czarnym płaszczu.
Mimo bólu mięśni siedziałam i trzeźwo rozglądałam się po pomieszczeniu. Te osoby. Dwie dziewczyny w sztruksowych płaszczach, jedna blondynka, druga tleniona na biało. Dwóch chłopaków, długowłosi w skórzanych kurtkach. Oni byli... przerażeni. Tleniona cicho wyszeptała:
- Złamałaś moją pieczęć... jesteś... jesteś... LEPSZYM MEDIUM!!!!

C.D.N.

 
Kyuketsuneki Hime Zelda [kyuketsuneki_hime_zelda@wp.pl]

|strona 41|