| |||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
Strona - 18 - GREENDAY...
GREENDAY - BULLET IN A BIBLEWypad na koncert bandu, którego słucha się z nabożeństwem, można śmiało zaliczyć do jednego z najlepszych życiowych wyskoków. Niewiele rzeczy zastąpi tłum anonimowych ludzi, okupowana przez uwielbionych piosenkarzy scena i świadomość, iż weszli na nią, żeby zagrać specjalnie dla nas. Lecz każdego może spotkać fenomenalny niefart i przegapić takiego, na przykład, Greendaya. Wtedy z odsieczą przychodzą wypalone na płytach relacje. Co prawda, oglądanie relacji - nawet w kinie uzbrojonym w bajerancki systemem dźwiękowy - jest jak ciumcianie lizaka przez papier albo ręczne badanie ciała Salmy Hayek, ubranej w kombinezon narciarski, ale jeżeli komuś to tylko pozostało, bo koncert odbył się pół roku temu, to jest to ciekawa opcja. "Bullet in a bible", omawiany tutaj album, składa się z dwóch cedeków - DVD oraz CD - i jest właśnie takim lizakiem w papierku. Na CD otrzymacie nagrania live z "American Idiot" w postaci ścieżek audio. Puszczenie takiego materiału, w środku nocy, kiedy można siąść na parapecie otwartego okna i popijając piwo wpatrywać się w gwiazdy i księżyc, dostarcza naprawdę wyje***ej fazy. Rockowy wrzask, krzyczący ludzie, echo… hmm, właśnie zdefiniowałem orgazm człowieka żyjącego muzyką. DVD zawiera natomiast samą relację, przerywane od czasu do czasu wywiadami z greendayowskim trio, album zdjęć oraz opcje mieszania z dźwiękiem i wersją językową. Ta ostatnia bogata jest w napisy w kilku językach, ale polskiego jakoś zabrakło, a tego na plus zaliczyć nie mogę, choćbym zesrał się na kwadratowo. Samo nagranie tej rockowej imprezy, która zgromadziła 65.000(!) sztuk ludzi, zrobiono należycie. Kamera nad głowami publiki nie zawodziła, podobnie jak dobrze sklejone ujęcia z samego punktu Zero (sceny). W tej kwestii tego gitarowego cyrku nic nie zarzucę, chociaż operatorzy mogliby zwrócić większą uwagę na publikę nieopodal sceny, która permanentnie zdziczała i popełniała punkowy obrzęd, czyli pogo. Miło jest popatrzeć na taką kopaninę z boku, kiedy nie jest się w samym centrum tego tornada. Trochę o samym widowisku. Jak informuje pudełko płyty, kilka ważnych osób w świecie muzyki określiło ten koncert, jako najlepsze rock-show wszechczasów. Takich słów trzeba używać z rozwagą, bardzo rozsądnie i ostrożnie. Tak więc - uważam występ Greendaya w Anglii, wyryty na krążkach pod szyldem "Bullet in a bible", jako najlepsze, najbardziej efektownie muzycznie i wizualnie, rock n' rollowe show, jakie oglądałem na kineskopie. Nie jest to może rzetelna i odpowiednio sprecyzowana opinia, ale tylko na to mogę sobie pozwolić, bo właśnie tak to widzę. Zrozumcie - byłem m.in. na Patrycji Markowskiej i Perfect'ie, które zdecydowanie biły owy występ GD w Anglii, gdyż stałem jakieś dwa metry, może trzy, od sceny. Dlatego porównanie chociażby tych dwóch imprez nie przejdzie - po prostu miarki inne. Ale, powtarzam, spośród koncertów, oglądanych na monitorze/telewizorze ten zajmuje pierwsze miejsce.
|
Chłopaki przewidywali, że to przedstawienie będzie ich dotychczasowym szczytem, ukoronowaniem 16.-letniej pracy, czego dowiedzieć się można z rzeczonych wywiadów (o ile znasz choć trochę angielski). Dzięki "American Idiot" w ciągu jednego roku osiągnęli to, na co pracowali cały czas. Stwierdzam, iż celebracja ta przebiegła kameralnie. Ale... Teraz, żeby nie przesłodzić recenzji, opowiem o największym mankamencie, najbardziej dotkliwej wadzie tego produktu. Polscy dystrybutorzy po raz kolejny pokazali słuchaczom palec, bynajmniej nie serdeczny, a piratom cyfrowej autostrady dali kolejny motyw i usprawiedliwienie swojej działalności. Bo tak tylko mogę podsumować produkt fonograficzny za dziewięćdziesiąt złotych, czyli 1/10, a nawet 1/9 wypłaty bardzo wielu ludzi w tym kraju. Fakt - dostajemy za tę cenę dwie płyty (choć ja bym redukcję krążka CD na rzecz pozytywnej zmiany ceny przyjął z aprobatą), ale cena mogłaby być jednak łagodniejsza dla portfela. Ja osobiście tego widowiska nie miałbym przyjemności oglądać, właśnie dzięki cenie, gdyby nie koszalińska fonoteka, bo tam muzyka jest gratis. Jednodniowy, ale gratis. To sumujemy. Wydanie samo w sobie jest naprawdę niezłe, miłe dla oka, uszy wręcz rozpieszcza, a podczas ballad (np. "Wake me up...") wzrusza. Mimo to w dalszym ciągu uważam, że prawdziwego koncertu nie zastąpi w tej dziedzinie absolutnie nic. No, ale to recenzja albumu - nie koncertu. Dlatego uwzględniając mój ciepły stosunek do Greendaya dziewiątkę z lekkim sercem postawię... jeżeli nastąpi redukcja ceny. Do tego czasu pozostanę przy 7/10. * - Orgazm Bez Stosunku GREENDAY - BULLET IN A BIBLE utwory:
1- American Idiot
Autor:Michał Chmielewski | ||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||