N U M E R :
4
kwiecień 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 25 - Mourning Sun...

Mourning Sun - Fields Of The Nephilim

Reaktywacja Fields Of The Nephilim była największą niespodzianką minionego 2005 roku, płyta, która miała ukazać się kilka miesięcy od ogłoszenia powrotu kapeli w stan bytności, była oczekiwana przez wielu maniaków gotyckiego rocka, w tym przez moją nieskromną osobę. Zespół, który ustawił sobie poprzeczkę na wysokości nieba, musiał w opinii wielu osób, przeskoczyć ją i przesunąć na poziom jeszcze wyższy. Czy się udało?

Fields Of The Nephilim

Tak piszę "zespół" z przyzwyczajenia, a w zasadzie Fields Of The Nephilim to na chwilę obecną Carl McCoy i grupka nieujawnionych światu współpracowników. Dobre i to. "Mourning Sun" od samego początku budził emocje, co było pozytywnym objawem. Sam przez pewien czas byłem zdeklarowanym przeciwnikiem albumu, który przez swoją niecierpliwość znałem jedynie z niedoprodukowanego promo krążącego sobie w przepaściach internetu. Z biegiem czasu, jak to mówią, wyprałem się, i chociaż albumu nie uważam za szczytowe osiągnięcie Carla, wiem, że jest dobrze i wstydu on nikomu nie przynosi. Na samym początku trzeba stwierdzić, że mimo, iż "Mourning Sun" to nie "Elizium" - to i tak większość zespołów klimatycznych może co najwyżej marzyć o stworzeniu tak spójnej i sugestywnej wizji muzycznej. Z tym się trzeba po prostu urodzić. Najnowsze dziecko Carla McCoya i jego enigmatycznych przyjaciół to chyba najbardziej eklektyczny i zróżnicowany krążek zespołu. Nie poszło na darmo to, co McCoy robił z macierzystym zespołem, ale również doświadczenia z muzyką metalową w The Nefilim są na "Mourning Sun" słyszalne. Osiem utworów (licząc z bonusowym "In The Year 2525") składa się na muzyczny witraż, w którym każde szkiełko posiada inny kolor, w całości tworząc dzieło spójne.

Nie mam wątpliwości, że to album bardzo dobry; pod względem wokalnym niektóre partie McCoya biją na łeb wszystko, co do tej pory zrobił, na przykład natchnione i wypełnione emocjami śpiewo - krzyki w "New Gold Dawn" i "Requiem XIII-33". Mimo 43 lat na karku, Carl ma jeszcze wiele do powiedzenia i wciąż potrafi swoim śpiewem wyrazić przeróżne emocje, co oczywiście słychać na "Mourning Sun". Niektóre partie instrumentalne, chociażby pulsujący bas w "Straight To The Light" kojarzą się z dawnym Fields Of The Nephilim, słuchając tego utworu mam wrażenie, jakby grał tam Pettitt. Można sobie tylko wyobrażać, jak brzmiałby ten album nagrany ze starym składem, tym bardziej, że tutaj niestety nie ma żywej perkusji, którą zastąpił automat. To widoczna wada płyty, ale można przywyknąć, ponieważ na pozostałych płaszczyznach dzieje się bardzo dużo.

Jak wspomniałem wyżej, "Mourning Sun" jest bardzo zróżnicowanym dziełkiem. Są tu utwory przebojowe, witalne, bardzo mocne, jak "Straight To The Light" i jeden z lepszych na płycie "New Gold Dawn" przesycony atmosferą lat 80. - melodie dosłownie rozsadzają czaszkę. Mamy również potwornie zimną, industrialną niemal "Xiberię", w czasie słuchania której można poczuć się, jak w tytułowej lodowej klatce, jest nawiązanie do "Elizium" w postaci "Requiem XIII-33 (Le Veilleur Silencieux)" - podobnie stopniowane napięcie co w "At The Gates Of Silent Memory". Na koniec dwa utwory: "She" oraz tytułowy. Pierwszy z nich to niespodziewania ciepła, jak na zespół, rockowa ballada, pełna długich, wybrzmiewających dźwięków, też przypominają się lata 80. "Mourning Sun" to tradycyjnie punkt kulminacyjny albumu, rodzaj podsumowania, słychać uroczystą atmosferę, emocjonalne melodie, gitarowo - klawiszowe pasaże; we fragmencie zaśpiewały nawet córki McCoya. Jako bonus dołożono jeszcze przeróbkę utworu z lat 60. "In The Year 2525" - lepiej jej słuchać osobno, nie dlatego, że jest kiepska - po prostu nie pasuje ona do integralnej wizji albumu.

Mimo, że "Mourning Sun" jest pierwszym albumem Fields Of The Nephilim, który nie zrobił mi kuku, i tak uważam, że to bardzo dobra płyta i warto na nią kilka dukatów przeznaczyć. Z początku nie musi zachwycić, ale z kolejnym przesłuchaniem zyskuje na wartości i pierze niezauważanie, chociaż z siłą wodospadu. Lepiej niż "Persil".

Tracklista:
01. Shroud (Exordium)
02. Straight To The Light
03. New Gold Dawn
04. Requiem XIII 33 (Le Veilleur Silencieux)
05. Xiberia (Seasons In The Ice Cage)
06. She
07. Mourning Sun
08. In The Year 2525 (bonus)


Autor:Furiat 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)