| ||||||||||||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | ||||||||||||||||
Strona - 24 - judas priest...
Judas Priest - Angel of retributionSą zespoły słabe, średnie, dobre, w końcu bardzo dobre, są też legendy. Legendy na scenie metalowej, to zespoły takie jak na przykład (bo wszystkich nie wymienię) Iron Maiden, Black Sabbath i właśnie Judas Priest.
Judas Priest to zespół już ponad 35 letni, swoją najlepszą płytę (przynajmniej w mojej subiektywnej opinii) wydali w 1990 r., potem natomiast stracili duszę - wokalistę Roba Halforda. Halford założył swój własny zespół, nagrał kilka płyt, nie były one złe, ba, całkiem niezłe, ale nie był to Judas Priest... Natomiast reszta zespołu wraz z nowym wokalistą Timem `Ripperem` Owensem tworzyła dalej, podobnie jak Halford, dzieła niezłe, le nic ponad to. Widać było, że marzeniem fanów jest powrót legendarnego wokalisty do równie słynnego zespołu. Jak widać życzenia się spełniają...
Halford powrócił i chłopaki postanowili uderzyć, stworzyć nowy świetny album. Tak powstał Angel Of Retribution. Czy jest to płyta na poziomie Painkillera? Nie. Jednak jest to z całą pewnością ciekawa płyta. Problemem tego albumu jest to, że są tu zarówno utwory wyśmienite, całkowicie miażdżące, takie na poziomie tych najsłynniejszych, ale też co tu dużo gadać szmiry. Na początku Judasi atakują nas całkiem fajnym kawałkiem Judas Rising. Trochę powoli się rozpędza,ale potem nam to wynagradza (coś jak tytułowy utwór na Resurrection Halforda, przynajmniej ja mam takie skojarzenia).
Jest całkiem fajnie, podoba mi się, wokale Halforda ciągle na świetnym poziomie, czuć też kunszt muzyczny reszty ekipy. Deal With The Devil. Jeden z moich ulubionych kawałków, bardzo mi się podoba wokal, to co Halford wyprawia na początku 2 minuty tego kawałka daje potężnego kopa. Teraz wskakuje Revolution. Coś ze starych Judasów, to czuć... Tylko co on tutaj robi?! Po takich dwóch kawałkach wrzucać coś tego pokroju. Na pewno nie jest to zły utwór, ale to jednak w moich oczach (uszach?) średniak, który nie powinien się tu znaleźć po dwóch pierwszych.Worth Fight For. Zaczyna się z pewnością ciekawie, jednak co to ma wspólnego z heavy metalem? To jest balladka, miło, że Judasi potrafią łapać się za inne rzeczy, jednak po co mi coś takiego? Jak ktoś lubi, to fajnie, może nie jest to coś okropnego, ale moim zdaniem poprostu tu nie pasuje. Na pewno zaniża jednak ocenę albumu.
|
Jak na razie nie jest źle, jednak przecież to jest album bogów, a nie jakieś przeciętnej kapeli! I jak na potwierdzenie mych słów zjawia się Demonizer. No, to jest rzekłbym 'mocarny' ;) kawałek. Agresywny, przywodzi mi na mysl te najlepsze z solowych dokonań Halforda oraz świetny Painkiller. Na takie coś się nastawiłem, licząc na album powracających mistrzów. A jak jest dalej? Wheels Of Fire. Nie jest źle, ba, ponadprzeciętnie. Można powiedzieć, że kontynuacja dobrych Priestów. Mniej agresywny, ale dobry. No i niestety teraz znowu klapa. Mniej więcej tak jakbyś szedł sobie i ktoś by ci nagle piochą prosto w twarz przyrżnął. Niestety taka jest prawda. Kolejna ballada i tym razem już niestrawna. Jak ktoś lubi ballady, to może i mu podpasuje, ale ja mówię dziękuję. Jak słucham tego albumu tutaj przerzucam na następny utwór. A jest na co - Hellrider. Tym razem znowu otrzymujemy potężny kawałek, tak, znów coś w stylu Painkillera, wręcz mam wrażenie jakby nie zmieścił się na tamtej płycie. Świetne! Eulogy - nie, to nie jest to.
Kiepskie, to nie jest heavy metal i to jeszcze na dodatek mam wrażenie, że dodanye jest bardzo na siłę. No i na koniec Lochness. Może nie jest to beznadziejny kawałek jednak znowu nie pasuje tutaj zupełnie. Na pewno Halford zaskakuje oryginalnymi wokalami, ale czy musi? I tak wiemy, że jest świetny. Jeśli wyobrazimy sobie powoli (własnie - powoli! Judasi powolni? Tutaj niestety tak!) wynurzającego się mitycznego potwora z Loch Ness, to daje radę ten kawałek, jednak słuchając zwyczajnie, poprostu męczy. Sorry, to nie powinno się tu znaleźć i na Hellriderze bym ten album zakończył.
Reasumując - moim zdaniem dobrze, że Halford wrócił do Judasów, jednak nowa płyta zwyczajnie zawodzi. Oczywiście, nie ukrywajmy, wszyscy liczyliśmy na Painkillera 2 pod inną nazwą, trudno czegoś takiego wymagać, ale mogło być lepiej. Poprostu kilka kawałków jak te wymienione przeze mnie najlepsze, a nie katować nas kiepskimi pseudo balladami. Dobrze, że pokazali, że ciągle potrafią skonstruować razem coś co powala, a takie jest kilka utworów. Niech nie przestają, wierzę, że to jeszcze nie koniec Judas Priest.
Autor: El Zabbul konradzaba.prv.pl | |||||||||||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | ||||||||||||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | ||||||||||||||||