N U M E R :
4
kwiecień 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 11 - Być true metalowym...

Być true metalowym...

Bywając na metalowych imprezach, buszując po internetowych stronach, czy z ciekawości zaglądając na różnego rodzaju forum spotykam się z określeniami pokroju: „być true metalowy”, w wielu tego słowa znaczeniach. Jednak jeszcze częściej trafiam na komentarze typu: „nie jesteś true metalowy, bo słuchasz tego, ubierasz się tak, bo nie masz w sobie Szatana”. Przyznam, że wówczas pojawia się na mojej twarzy uśmiech i kątem oka zerkam czy aby na moim regale z płytami nie ma jakiegoś krążka, czy wykonawcy, który przed momentem został określony na jakiejś stronie „pedalskim” i nie będącym „wystarczająco metalowym”. Te wszystkie „doświadczenia” zachęciły mnie do tego, aby odpowiedzieć na pytanie - kto jest tak na prawdę „true” Po „długotrwałych” badaniach odkryłem, że jest kilka kryteriów określających stopień „bycia true”. Najważniejsze lub też najciekawsze z nich to: muzyka jakiej słuchasz i ile masz płyt bądź mp3, od jak dawna słuchasz metalu, sposób ubierania i wygląd zewnętrzny, jak bardzo masz wszystkich w dupie, no i oczywiście czy jesteś satanistą? Postarajmy się teraz przybliżyć powyższe określenia, aby nie było najmniejszych wątpliwości co do ich sensowności.

Więc po kolei. Pierwsza sprawa to muzyka i ilość płyt w domu. Nie odkryję Ameryki, jeżeli powiem, że ile gatunków metalu tyle ich fanów, a co za tym idzie ludzi święcie przekonanych, że to właśnie ich muzyka jest tą jedyną, prawdziwą. Wszystkie inne, to zwykłe pozerstwo i pedalstwo w jednym! Ileż to razy spotykam się z opiniami, że heavy to muzyka dla frajerów, power metalu słuchają tylko cioty, black to z kolei napierdalanka dla rzeźników i psychopatów, no oczywiście nie można też zapomnieć o hard rocku, muzyce dla podstarzałych ludzi. Litości! Rozumiem, że ktoś może czegoś nie lubić, ale żeby od razu gnoić to i mieszać z błotem. To tylko najlepiej świadczy, nie o tym czego słuchamy, ale jakimi jesteśmy ludźmi, a przeważnie wychodzą z nas po prostu wsioki ze zwykłymi ludzkimi kompleksami... niestety. Ważnym także czynnikiem, choć nie głównym jest ilość posiadanych płyt lub mp3. No cóż sam mam ich „trochę” na regale, a znam ludzi, którzy mają ich więcej niż „trochę”. Oczywiście wydawać by się mogło, że im bardziej pokaźna płytoteka tym jej właściciel powinien czuć się bardziej „true” metalowy. No cóż, wielu ludzi jednak, w tym i ja, uważa, że nie ilość krążków, ale chęć ich poznawania, ich znajomość, zgłębiania każdego szczegółu na płycie, to wszystko pokazuje prawdziwe zaangażowanie człowieka w muzykę.

Śmieszą mnie rozmowy w stylu – „znam całą dyskografię Slayer, Sodom i mam wszystko co wydał Nasty Savage – a który kawałek podoba Ci się najbardziej na „Reign In Blood”? – wiesz, nie bardzo pamiętam kawałki z tej płyty, ale uważam, że jest jednym z lepszych albumów Sodom” – bez komentarza chciałoby się rzec. Co najciekawsze do najbardziej ortodoksyjnych osobników uważających, że świetnie znają się na metalu, należą nastoletni, tudzież ledwo obsypani wąsikiem dwudziestoletni pseudo wojownicy, słuchający metalu od roku, dwóch, dla których Children Of Bodom i Rammstein to najlepsze metalowe kapele na świecie... reszta jest milczeniem, jak powiedział jeden z Szekspirowskich bohaterów. Za szczyt ignorancji uważam z kolei, zachowania typu – „słucham metalu 10, 15 lat mam od zajebania płyt, wiem wiele, a ty się dopiero zaczynasz tym interesować, więc co możesz wiedzieć o tej muzyce”. Nosz kur... niemiła! Aż mnie nosi, człowieku! Podziel się swoją wiedzą, wskaż zespoły, którą mogą gościa zainteresować, ukształtować. W metalu jak w życiu, powinno się pomagać ludziom, dzięki temu nasza muzyka dotrze do szerszego grona, ucieszy kilka nowych par uszu... to chyba o to w tym powinno chodzić, co nie?


Kolejnym kryterium jest ubiór i wygląd. Rozumujmy jak przeciętny człowiek, nie wgłębiający się w metal, ot taki sobie zwykły Kowalski. Dla takich ludzi nie jest „tajemnicą”, że fan ciężkiej muzy ubiera się na czarno i obowiązkowo ma glany i ramone. To przecież oczywiste. Najbardziej rozpieprza mnie fakt, że pod wpływem takich opinii, prawdziwi „true” metale tak właśnie się ubierają! No bo bądźmy szczerzy, jak nie ubierzesz się na czarno, nie włożysz skórzanych spodni lub jasnych jeansów, nie masz na sobie koszulki jakiejś kapeli, to co z ciebie za metal! Tyle tylko, jak to rzucił w starożytnych czasach jeden gość swoim rodakom – „nie szata zdobi człowieka...”. Ludziska! Można nie mieć długich włosów, być najzwyczajniej łysym, nie nosić ramony i skórzanych spodni a znać i kochać metal jak nie jeden długowłosy rocker, który za dwa lata znudzi się tym wszystkim i zacznie słuchać dajmy na to techno, bo na to lepiej wyrywa się dupy! Pieprzyć takich leszczy. Dla wielu osobników, przeważnie będących pod skrzydłami mamusi i tatusia, metal to świetna zabawa.

W końcu rodzice dadzą pieniążki na ciuchy, płytki. Wtedy wygodnie być „true” metalem. Potem jak przychodzi do wyjścia z pod „skrzydełek” i rozpoczęcia zawodowej pracy i życia na własny rachunek, nie wygląda to już tak różowo. Nagle okazuje się, że pracując w banku, nie można mieć długich włosków, a i koszulkę z kołnierzykiem dobrze by było włożyć. Wtedy następuję zmiana o 180 stopni i słychać wtedy „dojrzałe” słowa – „nie słucham już metalu, bo z tego wyrosłem”. Nic tylko rzucić takim gościem o ścianę. Niestety jednak często właśnie tak to wygląda. Dla wielu uważających się za fanów metalu, bycie „true” kończy się wtedy kiedy przestaje być to dla nich wygodne. Obserwując bezsensowne, momentami wręcz śmieszne spory na różnych forum metalowych, wyobrażam sobie tych wszystkich „bojowników” o prawdziwość metalu, jako młodzieńców, którzy zamiast znaleźć sobie kobietę, posiedzieć przy piwie z przyjaciółmi, wolą siedzieć przy kompie i w słownej batalii pokazywać jacy to oni nie są „metalowi” i czego to oni nie wiedzą o muzyce. Prawda jest taka, że są zwykłymi malutkimi ludźmi, którzy swoje życiowe kompleksy leczą w internetowych sprzeczkach, w których ich orężem jest to, że pozostają anonimowi i do woli bluzgają na wszystko, wszystkich i uznają siebie za wzory godne do naśladowania! Mam w dupie takich frajerów i tylko śmiech mnie ogarnia, kiedy czytam lub słucham ich opinie na różne tematy. Na całe szczęście nie mam wszystkich w dupie, a to znaczy, że jednak nie jestem prawdziwym fanem metalu. Chcesz być „true” – zlewaj wszystko! Nie pracuj!

Przecież to nie jest „true”! Kasę dadzą rodzice! Jak już jednak pracujesz to przypadkiem żebyś się nie wysilał i koniecznie pieprz wszystkich – to jest „true”! Obowiązkowo bluzgaj na wszystko co chrześcijańskie, żydowskie i w ogóle nie związane z metalem, inaczej nie będziesz „true”. Bez względu na konsekwencje nie kasuj biletów w autobusie – to nie jest „true”! Pamiętaj, impreza bez zaliczenia „zgonu” nie jest „true”. Wreszcie, żeby nie przedłużać obowiązkowo kup wszystkie płyty zespołu Metallica, ich brak jest postrzegany jako nie bycie „true”. No to teraz mam przewalone u wszystkich prawdziwych metali. Nic już mnie nie uratuje przed dosięgnięciem przez ogień piekielny. No właśnie, tak odnośnie ognia piekielnego. Zapamiętaj jedno! Im bardziej jesteś „true”, tym więcej musi być w tobie szatana! Tak! Ci, którzy nie chwalą pana ciemności, są zwykłymi pozerami i nie warto zaprzątać sobie nimi głowy! Pamiętaj, dobry metal, to ZŁY metal (czytaj wielbiący zło). Jeżeli jesteś już wystarczająco zły i plujesz na wszystko co dobre i inne, znaczy, że stałeś się prawdziwym „true” metalowym wojownikiem! Choć aż dziw bierze, że tylu tych wyznawców zła, którzy kościoły by najchętniej spalili, idą na przykład z mamusią i tatusiem poświęcić jajeczka na Wielkanoc.

Później gdy są już w wieku, gdy przychodzi czas na ożenek, nawet chętnie biorą ślub w kościele. Przyznam, że aż dziw bierze, że nie popali ich woda święcona. No, ale dość złośliwości, czas na podsumowanie. Pisząc ten artykuł moim zamierzeniem było pokazanie, jak łatwo wmówić sobie, że wszystko co robimy jest „true”, że inni są pozerami bo słuchają innej muzyki, ubierają się odmiennie od nas, mają inne spojrzenie na świat. Dla mnie bycie „true” metalowym to, przyjaźń, otwartość, umiejętność porozumienia się. To „oddychanie” muzyką, przeżywanie jej, cieszenie się każdym dźwiękiem, podziwianie jej różnorodności. To też szacunek dla innych, bo tyle ile masz go dla człowieka tyle on ma dla Ciebie. Oczywiście zdarzają się sytuacje kiedy najzwyczajniej w świecie trzeba dać komuś w mordę... Z drugiej jednak strony tak łatwo zapominamy o jakże prostym słowie TOLERANCJA. Bez niej ciężko zostać prawdziwym fanem muzyki metalowej. Uczmy się jej i nie wmawiajmy sobie na siłę „chcę być true metalowy”. Po prostu zwyczajnie cieszmy się muzyką, bo tak naprawdę to tylko ona się liczy. Jeżeli naprawdę jest dla nas ważna, to nie ma znaczenia czy jest to: heavy czy black, doom czy power. Ważne jest to, aby była

Autor:Furiat 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)