N U M E R :
4
kwiecień 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 10 - Clubbing...

Clubbing w Polsce

Wszystko zaczęło się mniej więcej 10-12 lat temu. Na początku nieśmiało wkraczało w polską rzeczywistość, później coraz odważniej, w końcu bez reszty opanowało umysły tych, którzy powiedzieli "dość" muzyce poważnej we wszelkich formach. Techno.

Zarówno samo w sobie, jak i gatunki mu pokrewne, bez wątpienia stanowiły nowość, łamały konwenanse, budziły skrajne emocje - od zachwytu, do zgorszenia. Wykreowały szereg stereotypów i schematów, zaczęto łączyć je z głośnymi dyskotekami, krzykliwymi strojami, mocnym rytmem i równie mocnymi używkami. W Polsce, choć początkowo był to zdecydowanie undergroundowy rodzaj muzyki, zaczął zdobywać popularność w atmosferze małego skandalu. Być może własnie to przyciągnęło do niego całe rzesze spragnionych odmiany młodych Polaków i stopniowo zaczęło stwarzać konkurencję dla dotychczasowych władców dyskotek w postaci Culture Beat czy Dj-a Bobo. Wraz z "kulturą techno" w Polsce pojawił się nowy, specyficzny sposób na życie, przeznaczony dla młodych, przebojowych ludzi, lubiących towarzystwo, szybkie bity i nie bojących się eksperymentów czy zarwanych nocy. Innymi słowy - "witamy w świecie clubbingu".

Jak właściwie można zdefiniować to zjawisko? W zasadzie ciężko jest znaleźć jednoznaczne określenie, gdyż każdemu kojarzy się ono z czymś innym. Dla imprezowiczów z większych miast będzie to "zaliczenie" kilku klubów w ciągu jednej lub nawet kilku nocy (pod rząd!). Dla studentów jest to sytuacja szczególnie korzystna, gdyż za okazaniem legitymacji mogą bawić się do białego rana w kilku miejscach za niewielkie pieniądze. Czymś innym będzie clubbing dla "podróżników", którzy jeżdżą po całej Polsce i co tydzień odwiedzają inny klub lub event. I w końcu inne pojęcie clubbingu funkcjonuje wśród bywalców dyskotek położonych na przedmieściach miasteczek lub wsi. Jednak zasadnicza idea jest dla wszystkich taka sama - liczy się głośna, szybka muzyka i dobra zabawa, która dla jednych oznacza szalony taniec, dla innych spotkanie ze znajomymi, spożycie kilku piw (lub czegoś mocniejszego) albo po prostu poderwanie kogoś. Ilu ludzi, tyle oczekiwań, a clubbing jest w stanie spełnić je wszystkie.

Od połowy lat 90-tych, kiedy to zaczerpnęlismy z zachodu ten wspaniały pomysł, w naszym nadwiślańskim kraju nastąpiła ogromna ewolucja gustów muzycznych, a zjawisko clubbingu stało sie powszechne. Mówiac językiem polityki - wraz z rozwojem kapitalizmu miał równiez prawdziwy rozkwit kultury klubowej. Techniczne dźwięki rodem z Love Parade szybko zadomowiły sie zwłaszcza na zachodzie i w centrum Polski, gdzie jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać różnego rodzaju lokale - od eleganckich klubów w dużych miastach do małych, wiejskich dyskotek. Bez względu na miejsce liczył się szybki rytm i atmosfera luzu.

Największą różnorodność muzyczną prezentowała Warszawa, w której do dziś "współegzystują" ze sobą różne gatunki muzyki elektronicznej - od łagodniejszych dźwięków progresywnego trance i house po cięzsze odmiany techno, np. pumpin' techno w wydaniu pochodzącej ze stolicy znakomitej polskiej dj-ki Diany D'Rouz. Warszawiakiem jest również najpopularniejszy i jeden z najlepszych polskich dj-ów, czyli Angelo Mike, którego styl muzyczny ewoluował w ostatnich latach od mocnego trance i techno do zdecydowanie spokojniejszych dźwięków. Specyficzny wizerunek na polskiej scenie muzyki elektronicznej "wypracowała" sobie Łódź, która od samego początku jest niekwestionowanym polskim sercem drum'n'bass-u i breakbeatów, a to głównie za sprawą powstałej w 1998 roku formacji Sonic Trip. Chociaż od tamtego czasu Łódź "otworzyła się" rownież na inne gatunki muzyki, hipnotyzujace brzmienia d'n'b nadal pozostają jej wizytówką, a w większości łódzkich klubów, takich jak Nexus czy Cube, regularnie odbywają się imprezy tematyczne poświęcone tej odmianie. Na południu i zachodzie kraju - w Krakowie, Katowicach czy Szczecinie - dominujące wydają się być dźwięki "w stylu Mayday", czyli mocniejsze brzmienia od electro do schranz'u. Stosunkowo niewiele dzieje się na wschodzie Polski, chociaż i tam już dawno dotarła kultura klubowa. Przykładem tego może być chociażby ubiegłoroczny Water Festiwal w Lublinie, na który przybyło ponad 5000 osób.


Duże zainteresowanie od samego początku wzbudzał w całej Polsce trance, początkowo głównie za sprawą emitowanych na Vivie czy MTV teledysków Paula van Dyk'a (legendarne już "Nothing but you" czy "We're alive"), lecz także dzięki nielicznym klubom grajacym tą mało popularną wówczas muzykę. Wśród nich bodajże najważniejszą rolę odegrał wrocławski klub Wagon, który docenił urok prawidziwego trance'u na długo przed tym, gdy zainteresowała się nim reszta kraju. Obecnie we Wrocławiu, podobnie zresztą jak w większości polskich miast, ściera się ze sobą o wiele więcej gatunków muzyki elektronicznej. Trance natomiast zdobywa obecnie coraz większą popularność. Zainteresowanie tym tematem rośnie,głównie za sprawą imprez masowych, na których gra się trance w coraz lepszym wydaniu. Ostatnio, za sprawą dość "modnych" dj-ów w stylu Marcela Woodsa czy Marco V, coraz popularniejsze stają się również specyficzne, bardziej "agresywne" odmiany tego gatunku, tzw. tech-trance i hard-trance.

Od kilku lat możemy w Polsce zaobserwować nową formę clubbingu, związaną ze zwiększającym się zainteresowaniem imprezami masowymi. Można ją określić jako clubbing "sezonowy" lub "nieregularny", gdyż opiera się na tym, że coraz więcej osób, zamiast cotygodniowych wojaży po okolicznych lokalach, woli pojechać raz na kilka tygodni lub miesięcy na jakąś większą imprezę w stylu Mayday, Soundtropolis lub Sunrise Festival. Są one droższe od zwykłych, klubowych baletów, no i czasem trzeba przebyć wiele kilometrów, aby się na nich znaleźć, jednak pozostawiają niezapomniane wrażenia. Obserwując wzrost ilości masowych eventów w Polsce można przypuszczać, że ta forma clubbingu wciąż będzie się rozwijać.

Polski clubbing to jednak nie tylko elitarne kluby, mniej lub bardziej komercyjne duże imprezy czy wiejskie dyskoteki. To także świat podziemnych, hardcore'owych imprez o których raczej się głośno nie mówi, organizowanych często nielegalnie na nieuczęszczanych plażach, nad jeziorami, w opuszczonych hangarach czy leśnych zakamarkach u podnóża gór. Do niego wstęp mają tylko ci wybrani, którzy sens życia odnajdują w hipnotyzujących dźwiękach goa trance, acid, psychodelicznego rave i cięzkiego schranzu, z dala od wszelkich zakazów i czujnych oczu policji. Ci, którzy czują clubbing. Bo jest to kultura ludzi wolnych, dla których zasady są tylko po to, żeby je łamać.

Autor:M@jKel 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)