|
Kwiaty i baobaby
Boginka Od
kiedy Darwin ogłosił swoją teorię ewolucji i przetrwania najsilniejszych
metafora dżungli stała się bardzo nośna. Wprawdzie z czasem w odniesieniu do
życia społecznego zdyskredytowali ją współcześni socjologowie, ale nadal czasem
się przydaje. Pozwól więc Czytelniku, że użyję jej teraz - świat literatury to
swoista dżungla.
Twierdzenie, że sztuka sama się obroni jest zwykłym mitem. Niestety w żadnej
dziedzinie życia nie dzieje się jak w bajkach - cni ludzie i ich dzieła nie
trafiają na Parnas czy Olimp tylko z racji cnoty, potrzebny jest chociaż
szczątkowy rozgłos. Sczególnie istotne stało się to teraz, gdy liczba wydawanych
rocznie pozycji jest taka, że przetrawienie ich wszystkich przez czytelników
jest nierealne. Decyduje więc często oprócz naszego gustu także renoma pisarza,
miejsce na półce w księgarni i wszelkiego rodzaju marketing.
Tymczasem jak to zwykle bywa poza tym co widać dobrze, czyli wysokimi drzewami
są też równie interesujące acz rzadziej dostrzegane drobiazgi. To właśnie
krzaczkom i kwiatkom wśród baobabów chciałabym zrobić darmowy marketing. A
konkretnie...
Temu czego zazwyczaj nie uważa się za literaturę do czytania "dla przyjemności".
Ktoś kiedyś wpadł na to by w literaturze wydzielić "beletrystykę" i tak już
zostało. A jest to o tyle specyficzne, że większość gatunków "beletrystyki" ma
przodków o rodowodzie niebeletrystycznym. Taki na przykład "Władca Pierścieni"
czerpał przecież pełnymi garściami z tradycji sag. Powieść awanturnicza to nic
innego jak podkoloryzowane (a czasem nawet nie) dziennik z wypraw w odległe
strony. Powieści historyczne i quasi historyczne (do tego grona moim zdaniem
można np. zaliczyć cykl "Narrenturm" imć Andrzeja Sapkowskiego) mają
protoplastów wśród dzienników i kronik. Istniała (zdechła obecnie) tradycja
powieści epistolarnej opartej na listach. |
|
Chciałabym więc zachęcić tych, którym choć część takich klimatów nie jest obca
by spróbowali sięgnąć do źródeł swojej ulubionej beletrystyki. Czy są to smoki,
szkwały Karaibów, złamane serca w romansach czy horrory. Bo niemal wszystko ma
gdzieś początek.
Inna sprawa że ten początek nigdy nie jest prosty do przyswojenia "od pierwszego
kopa". Bo beletrystyka jest pisana pod nas - ludzi XXI wieku, którzy czynią
pewne założenia, mają pewne gusta i przede wszystkim posługują się określonym
językiem. Z tej perspektywy wiem, że proponowanie by ktoś w autobusie czytał "Mabbinogion"
czy "Dzienniki Kapitana Cooka" jest lekko niedorzeczne.
Poza tym zdaję sobie sprawę, że takie teksty nie były tworzone z naciskiem na
efekt literacki. Owszem, jeśli ktoś już pisał cokolwiek to jakiś warsztat miał,
ale styl i treść takich tekstów jest jednak inny, niż to czego na co dzień
oczekujemy od książki. Ale jednak taki eksperyment, jakim jest czytanie nazwijmy
to umownie "tekstów źródłowych" oprócz wad ma jedną bardzo ważną zaletę.
To jest absolutnie autentyczna egzotyka. Czasem tak egzotyczna, że trzeba się
mocno wysilić by ją pojąć. Coś co zostało napisane przez człowieka oddalonego od
nas mentalnie zarówno o sporą ilość czasu jak i czasem o cały wymiar
cywilizacyjny. Po co zadowalać się tylko wycieczką w inne strony? Zapraszam na
wycieczkę po innych wymiarach myślenia. Owszem, droga jest męcząca i wyboista
ale bywa bardzo interesująca. A jeśli akurat Tobie nie przypadnie do gustu
zawsze możesz zawrócić. To jak, przejdziemy się po zakamarkach neuronów
prawdziwego średniowiecznego mnicha, zakochanego Polskiego Króla, hiszpańskiego
awanturnika albo egipskiego kapłana? Kiedy będziesz mieć trochę wolnego czasu
przemyśl tę propozycję. Do zobaczenia. |