Kwiecień 2006      


|:  VARIA  :|

Kwiaty i baobaby
Boginka

Od kiedy Darwin ogłosił swoją teorię ewolucji i przetrwania najsilniejszych metafora dżungli stała się bardzo nośna. Wprawdzie z czasem w odniesieniu do życia społecznego zdyskredytowali ją współcześni socjologowie, ale nadal czasem się przydaje. Pozwól więc Czytelniku, że użyję jej teraz - świat literatury to swoista dżungla.
Twierdzenie, że sztuka sama się obroni jest zwykłym mitem. Niestety w żadnej dziedzinie życia nie dzieje się jak w bajkach - cni ludzie i ich dzieła nie trafiają na Parnas czy Olimp tylko z racji cnoty, potrzebny jest chociaż szczątkowy rozgłos. Sczególnie istotne stało się to teraz, gdy liczba wydawanych rocznie pozycji jest taka, że przetrawienie ich wszystkich przez czytelników jest nierealne. Decyduje więc często oprócz naszego gustu także renoma pisarza, miejsce na półce w księgarni i wszelkiego rodzaju marketing.
Tymczasem jak to zwykle bywa poza tym co widać dobrze, czyli wysokimi drzewami są też równie interesujące acz rzadziej dostrzegane drobiazgi. To właśnie krzaczkom i kwiatkom wśród baobabów chciałabym zrobić darmowy marketing. A konkretnie...
Temu czego zazwyczaj nie uważa się za literaturę do czytania "dla przyjemności". Ktoś kiedyś wpadł na to by w literaturze wydzielić "beletrystykę" i tak już zostało. A jest to o tyle specyficzne, że większość gatunków "beletrystyki" ma przodków o rodowodzie niebeletrystycznym. Taki na przykład "Władca Pierścieni" czerpał przecież pełnymi garściami z tradycji sag. Powieść awanturnicza to nic innego jak podkoloryzowane (a czasem nawet nie) dziennik z wypraw w odległe strony. Powieści historyczne i quasi historyczne (do tego grona moim zdaniem można np. zaliczyć cykl "Narrenturm" imć Andrzeja Sapkowskiego) mają protoplastów wśród dzienników i kronik. Istniała (zdechła obecnie) tradycja powieści epistolarnej opartej na listach.


Chciałabym więc zachęcić tych, którym choć część takich klimatów nie jest obca by spróbowali sięgnąć do źródeł swojej ulubionej beletrystyki. Czy są to smoki, szkwały Karaibów, złamane serca w romansach czy horrory. Bo niemal wszystko ma gdzieś początek.
Inna sprawa że ten początek nigdy nie jest prosty do przyswojenia "od pierwszego kopa". Bo beletrystyka jest pisana pod nas - ludzi XXI wieku, którzy czynią pewne założenia, mają pewne gusta i przede wszystkim posługują się określonym językiem. Z tej perspektywy wiem, że proponowanie by ktoś w autobusie czytał "Mabbinogion" czy "Dzienniki Kapitana Cooka" jest lekko niedorzeczne.
Poza tym zdaję sobie sprawę, że takie teksty nie były tworzone z naciskiem na efekt literacki. Owszem, jeśli ktoś już pisał cokolwiek to jakiś warsztat miał, ale styl i treść takich tekstów jest jednak inny, niż to czego na co dzień oczekujemy od książki. Ale jednak taki eksperyment, jakim jest czytanie nazwijmy to umownie "tekstów źródłowych" oprócz wad ma jedną bardzo ważną zaletę.
To jest absolutnie autentyczna egzotyka. Czasem tak egzotyczna, że trzeba się mocno wysilić by ją pojąć. Coś co zostało napisane przez człowieka oddalonego od nas mentalnie zarówno o sporą ilość czasu jak i czasem o cały wymiar cywilizacyjny. Po co zadowalać się tylko wycieczką w inne strony? Zapraszam na wycieczkę po innych wymiarach myślenia. Owszem, droga jest męcząca i wyboista ale bywa bardzo interesująca. A jeśli akurat Tobie nie przypadnie do gustu zawsze możesz zawrócić. To jak, przejdziemy się po zakamarkach neuronów prawdziwego średniowiecznego mnicha, zakochanego Polskiego Króla, hiszpańskiego awanturnika albo egipskiego kapłana? Kiedy będziesz mieć trochę wolnego czasu przemyśl tę propozycję. Do zobaczenia.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!