|
Wywiad z Johnem
Keatingiem (bohaterem książki N.H Kleinbauma pt. „Stowarzyszenie umarłych
poetów”)
Solar Solar
(Sol.): Przede wszystkim chciałbym bardzo Panu podziękować, za to, że zgodził
się Pan udzielić wywiadu. Na początek chciałbym dowiedzieć się czemu zdecydował
się Pan przyjąć nauczyciela języka angielskiego w Akademii Welsona.
John Keating (J.K.): Z bardzo prozaicznego powodu: musiałem z czegoś się
utrzymać. W życiu chwytałem się różnych zajęć, ale właśnie praca nauczyciela
jest zgodna z moim powołaniem i daje mi dużo radości. Poza tym z Akademią
Welsona łączą mnie dobre wspomnienia, jak choćby Stowarzyszenie umarłych poetów.
(Sol.): Do tego zagadnienia wrócimy trochę później. Co Pan myśli o samej
Akademii, o jej czterech zasadach (Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość) i
jej rozwojowi, przez ostatnie lata?
(J.K.): Problem w tym, że tak naprawdę szkoła się nie rozwija, tylko tkwi w tym
samym miejscu, trzymając się kurczowo starej tradycji. Razi mnie także zbyt
surowa i nieprzyjemna atmosfera w niej panująca. Jako uczeń pamiętam, że
nauczyciele niezbyt dobrze przyjmowali wszelkie przejawy młodzieńczego buntu,
indywidualizmu, czy prób wyrażania swoich poglądów. Należało być grzecznym i
spokojnym, dobrze się uczyć i odrabiać pracę domowe. Pracując w Akademii
zauważyłem, że to się nie zmieniło. Dlatego też ja, jako nauczyciel, mam ambicje
nie tylko nauczać, ale i wychowywać młode pokolenie, gdyż uczący powinien
również zajmować się tym drugim zagadnieniem. Niestety większość znanych mi
wychowawców o tym zapomina.
(Sol.): A zatem jaka jest Pana definicja „nauczyciela idealnego”?
(J.K.): Nie mam takowej, gdyż nie ma czegoś takiego, jak „nauczyciel idealny”.
Dobry nauczyciel powinien być na równi uczącym, jak i przyjacielem. Powinien
rozumieć uczniów, rozmawiać z nimi próbować się zaprzyjaźnić, docierać do
najgłębszych zakamarków ich dusz i wyciągać z nich na światło dzienne to co
najlepsze, a nie tylko trzymać się sztywnych ram podręczników. Taki powinien być
dobry nauczyciel i takim nauczycielem staram się być.
(Sol.) Z pańskich poprzednich wypowiedzi można wywnioskować, że jest Pan
przeciwnikiem tradycji...
(J.K.): Ależ broń Boże! Zawsze uważałem i nadal uważam, że tradycja jest ważna,
jednak nie może wraz z nią iść zacofanie. Przecież można pogodzić tradycję z
pewnym postępem, co jest najlepszym wyjściem. Bo przecież, jak wiadomo, kto nie
idzie naprzód ten się cofa.
(Sol.) Więc skoro jest tam tak okropnie, to czemu młodzież wręcz bije się o
miejsce w Akademii?
(J.K.) To oczywiste- Akademia Welsona to jedna z najlepiej renomowanych szkół w
kraju. Ktoś kto ją ukończył z pozytywnym wynikiem ma dużą szansę na dobrą pracę.
(Sol.): Więc dobrze, zostawmy na razie politykę Akademii. Przejdźmy do
Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Co pan z biegiem lat sądzi o nim i o pańskim w
nim członkostwie?
(J.K.): Nie żałuje ani minuty spędzonej w grocie na czytaniu wierszy i ich
wspólnym przeżywaniu. Zawsze będę twierdził, że Stowarzyszenie to najlepsze, co
dała mi Akademia Welsona. Dzięki niemu dojrzałem dużo szybciej, otworzyłem oczy
na rzeczy, które przedtem omijały mnie szerokim łukiem. Stało się tak, ponieważ
my tam nie tyle czytaliśmy wiersze, co sami byliśmy tymi wierszami.
Wchłanialiśmy je w siebie i nimi wybuchaliśmy siłą rażenia obejmując wszystkich
dookoła. Spijaliśmy w ten sposób soki życia. To były narodziny bogów, proszę
Pana, narodziny bogów! Żal mi wszystkich tych, którzy czegoś takiego w życiu nie
doświadczyli.
(Sol.) Wiersze jakich autorów najczęściej można było usłyszeć na waszych
zebraniach?
(J.K.) Bardzo różnie, ale chyba najczęściej czytaliśmy własną twórczość. Poza
tym bardzo często czytaliśmy poezję angielską, rosyjską i hiszpańską. Nie będę
jednak rzucał nazwiskami, gdyż zbyt wielu autorów się na naszych spotkaniach
pojawiało, by kogokolwiek wyróżnić. |
|
(Sol.) Jak to się stało, że daliście się złapać?
(J.K.) Po prostu staliśmy się w pewnym momencie zbyt pewni siebie. Uznaliśmy, ze
skoro tyle czasu nie odkryto naszego małego sekreciku, to nikomu już się to nie
uda. To była przyczyna naszej porażki.
(Sol.) Byliście w jakiś szczególny sposób karani?
(J.K.) Chłosta, długa pogadanka o tym co wolno robić w szkole, a czego nie i
zawiadomienie rodziców o złym zachowaniu ich syna. Jednym słowem, nie było tak
źle.
(Sol.) Pozwolę sobie zmienić temat. Jest Pan znany ze swoich ekstrawaganckich
metod nauczania. Czy miał Pan z tego powodu jakieś nieprzyjemności?
(J.K.) Dyrektor był tym raczej zaciekawiony, niż zmartwiony. Dopóki nie robię
czegoś niezgodnego z regulaminem szkolnym, to nikt się w mój sposób nauczania
nie miesza. Zwłaszcza, że żaden z uczniów nie złożył na mnie skargi.
(Sol.) Właśnie do tego zmierzałem. Z dostępnych mi informacji wiem, że uczniowie
Pana lubią i uważają, że jest Pan świetnym nauczycielem. Co Pan na to?
(J.K.) Jest mi bardzo miło, nie powiem. Staram się jak mogę, żeby da uczniów
moje zajęcia nie były tylko kolejną nudną lekcją języka angielskiego. Chcę
poszerzyć ich horyzonty i dać mi prawdziwą wiedzę o języku.
(Sol.) A czym jest dla Pana ta „prawdziwa wiedza”?
(J.K.) Na pewno nie samym klepaniem formułek i rozbieraniem języka na części
pierwsze. Język jest czymś więcej- obecny w każdej książce, piosence, czy
filmie, wiruje między nami i daje nam możliwość kontaktu ze sobą. Bywa piękny,
bolesny, trudny, miły itp. „Taniec” z ojczystym językiem, to najtrudniejszy
taniec w życiu. Ja chcę nauczyć moich studentów podstawowych kroków.
(Sol.) Udaje się to Panu?
(J.K) Może zabrzmi to nieskromnie, ale uważam, ze tak. Zauważyłem ogromne
postępy u wielu moich uczniów, a także (co mnie niezmiernie cieszy) rosnące
zainteresowanie poezją i literaturą.
(Sol.) Czy poza tymi dwoma dziedzinami ma Pan jeszcze jakieś inne
zainteresowania?
(J.K.) Bardzo lubię sport, który daje mi odpoczynek i energię do dalszego
działania. Moje ulubione dyscypliny to piłka nożna i hokej. Poza tym słucham
dużo muzyki (zwłaszcza klasycznej) i piszę opowiadania, które śmiało można
sklasyfikować, jako „literatura drogi”. Tak naprawdę całe moje życie kręci się w
wokół poezji i literatury.
(Sol.) Jak wiadomo napisał Pan w swoim życiu trochę wierszy i zna się Pan na
tym. Czy ma Pan zamiar zebrać je wszystkie do kupy i wydać tomik wierszy.
(J.K.) Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem. Piszę do szuflady, zawsze tak
było i jakoś sobie nie wyobrażam, by mogło być inaczej. Niemniej dziękuje za
pomysł.
(Sol.) Jak tylko takowy tomik się ukaże na pewno go kupię. Nasza rozmowa zbliża
się wielkimi krokami do końca. Czy chciałby Pan coś powiedzieć naszym
czytelnikom?
(J.K.) Carpe diem, chwytajcie dzień i czytajcie poezje, zatapiajcie się w jej
niesamowitym pięknie, niechaj płynie po waszych ustach niczym nektar. I
pamiętajcie, żeby czytać tylko to, co jest krwią zapisane. Bo jak to powiedział
Fr. Nietzsche „Tylko to co było krwią zapisane jest duchem”. A duch w poezji
jest najważniejszy.
(Sol.) Bardzo dziękuje za wywiad.
(J.K.) Ja również dziękuje. |