Kwiecień 2006      


|:  VARIA  :|

Wywiad z Johnem Keatingiem (bohaterem książki N.H Kleinbauma pt. „Stowarzyszenie umarłych poetów”)
Solar

Solar (Sol.): Przede wszystkim chciałbym bardzo Panu podziękować, za to, że zgodził się Pan udzielić wywiadu. Na początek chciałbym dowiedzieć się czemu zdecydował się Pan przyjąć nauczyciela języka angielskiego w Akademii Welsona.

John Keating (J.K.): Z bardzo prozaicznego powodu: musiałem z czegoś się utrzymać. W życiu chwytałem się różnych zajęć, ale właśnie praca nauczyciela jest zgodna z moim powołaniem i daje mi dużo radości. Poza tym z Akademią Welsona łączą mnie dobre wspomnienia, jak choćby Stowarzyszenie umarłych poetów.

(Sol.): Do tego zagadnienia wrócimy trochę później. Co Pan myśli o samej Akademii, o jej czterech zasadach (Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość) i jej rozwojowi, przez ostatnie lata?

(J.K.): Problem w tym, że tak naprawdę szkoła się nie rozwija, tylko tkwi w tym samym miejscu, trzymając się kurczowo starej tradycji. Razi mnie także zbyt surowa i nieprzyjemna atmosfera w niej panująca. Jako uczeń pamiętam, że nauczyciele niezbyt dobrze przyjmowali wszelkie przejawy młodzieńczego buntu, indywidualizmu, czy prób wyrażania swoich poglądów. Należało być grzecznym i spokojnym, dobrze się uczyć i odrabiać pracę domowe. Pracując w Akademii zauważyłem, że to się nie zmieniło. Dlatego też ja, jako nauczyciel, mam ambicje nie tylko nauczać, ale i wychowywać młode pokolenie, gdyż uczący powinien również zajmować się tym drugim zagadnieniem. Niestety większość znanych mi wychowawców o tym zapomina.

(Sol.): A zatem jaka jest Pana definicja „nauczyciela idealnego”?

(J.K.): Nie mam takowej, gdyż nie ma czegoś takiego, jak „nauczyciel idealny”. Dobry nauczyciel powinien być na równi uczącym, jak i przyjacielem. Powinien rozumieć uczniów, rozmawiać z nimi próbować się zaprzyjaźnić, docierać do najgłębszych zakamarków ich dusz i wyciągać z nich na światło dzienne to co najlepsze, a nie tylko trzymać się sztywnych ram podręczników. Taki powinien być dobry nauczyciel i takim nauczycielem staram się być.

(Sol.) Z pańskich poprzednich wypowiedzi można wywnioskować, że jest Pan przeciwnikiem tradycji...

(J.K.): Ależ broń Boże! Zawsze uważałem i nadal uważam, że tradycja jest ważna, jednak nie może wraz z nią iść zacofanie. Przecież można pogodzić tradycję z pewnym postępem, co jest najlepszym wyjściem. Bo przecież, jak wiadomo, kto nie idzie naprzód ten się cofa.

(Sol.) Więc skoro jest tam tak okropnie, to czemu młodzież wręcz bije się o miejsce w Akademii?

(J.K.) To oczywiste- Akademia Welsona to jedna z najlepiej renomowanych szkół w kraju. Ktoś kto ją ukończył z pozytywnym wynikiem ma dużą szansę na dobrą pracę.

(Sol.): Więc dobrze, zostawmy na razie politykę Akademii. Przejdźmy do Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Co pan z biegiem lat sądzi o nim i o pańskim w nim członkostwie?

(J.K.): Nie żałuje ani minuty spędzonej w grocie na czytaniu wierszy i ich wspólnym przeżywaniu. Zawsze będę twierdził, że Stowarzyszenie to najlepsze, co dała mi Akademia Welsona. Dzięki niemu dojrzałem dużo szybciej, otworzyłem oczy na rzeczy, które przedtem omijały mnie szerokim łukiem. Stało się tak, ponieważ my tam nie tyle czytaliśmy wiersze, co sami byliśmy tymi wierszami. Wchłanialiśmy je w siebie i nimi wybuchaliśmy siłą rażenia obejmując wszystkich dookoła. Spijaliśmy w ten sposób soki życia. To były narodziny bogów, proszę Pana, narodziny bogów! Żal mi wszystkich tych, którzy czegoś takiego w życiu nie doświadczyli.

(Sol.) Wiersze jakich autorów najczęściej można było usłyszeć na waszych zebraniach?

(J.K.) Bardzo różnie, ale chyba najczęściej czytaliśmy własną twórczość. Poza tym bardzo często czytaliśmy poezję angielską, rosyjską i hiszpańską. Nie będę jednak rzucał nazwiskami, gdyż zbyt wielu autorów się na naszych spotkaniach pojawiało, by kogokolwiek wyróżnić.

(Sol.) Jak to się stało, że daliście się złapać?

(J.K.) Po prostu staliśmy się w pewnym momencie zbyt pewni siebie. Uznaliśmy, ze skoro tyle czasu nie odkryto naszego małego sekreciku, to nikomu już się to nie uda. To była przyczyna naszej porażki.

(Sol.) Byliście w jakiś szczególny sposób karani?

(J.K.) Chłosta, długa pogadanka o tym co wolno robić w szkole, a czego nie i zawiadomienie rodziców o złym zachowaniu ich syna. Jednym słowem, nie było tak źle.

(Sol.) Pozwolę sobie zmienić temat. Jest Pan znany ze swoich ekstrawaganckich metod nauczania. Czy miał Pan z tego powodu jakieś nieprzyjemności?

(J.K.) Dyrektor był tym raczej zaciekawiony, niż zmartwiony. Dopóki nie robię czegoś niezgodnego z regulaminem szkolnym, to nikt się w mój sposób nauczania nie miesza. Zwłaszcza, że żaden z uczniów nie złożył na mnie skargi.

(Sol.) Właśnie do tego zmierzałem. Z dostępnych mi informacji wiem, że uczniowie Pana lubią i uważają, że jest Pan świetnym nauczycielem. Co Pan na to?

(J.K.) Jest mi bardzo miło, nie powiem. Staram się jak mogę, żeby da uczniów moje zajęcia nie były tylko kolejną nudną lekcją języka angielskiego. Chcę poszerzyć ich horyzonty i dać mi prawdziwą wiedzę o języku.

(Sol.) A czym jest dla Pana ta „prawdziwa wiedza”?

(J.K.) Na pewno nie samym klepaniem formułek i rozbieraniem języka na części pierwsze. Język jest czymś więcej- obecny w każdej książce, piosence, czy filmie, wiruje między nami i daje nam możliwość kontaktu ze sobą. Bywa piękny, bolesny, trudny, miły itp. „Taniec” z ojczystym językiem, to najtrudniejszy taniec w życiu. Ja chcę nauczyć moich studentów podstawowych kroków.

(Sol.) Udaje się to Panu?

(J.K) Może zabrzmi to nieskromnie, ale uważam, ze tak. Zauważyłem ogromne postępy u wielu moich uczniów, a także (co mnie niezmiernie cieszy) rosnące zainteresowanie poezją i literaturą.

(Sol.) Czy poza tymi dwoma dziedzinami ma Pan jeszcze jakieś inne zainteresowania?

(J.K.) Bardzo lubię sport, który daje mi odpoczynek i energię do dalszego działania. Moje ulubione dyscypliny to piłka nożna i hokej. Poza tym słucham dużo muzyki (zwłaszcza klasycznej) i piszę opowiadania, które śmiało można sklasyfikować, jako „literatura drogi”. Tak naprawdę całe moje życie kręci się w wokół poezji i literatury.

(Sol.) Jak wiadomo napisał Pan w swoim życiu trochę wierszy i zna się Pan na tym. Czy ma Pan zamiar zebrać je wszystkie do kupy i wydać tomik wierszy.

(J.K.) Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem. Piszę do szuflady, zawsze tak było i jakoś sobie nie wyobrażam, by mogło być inaczej. Niemniej dziękuje za pomysł.

(Sol.) Jak tylko takowy tomik się ukaże na pewno go kupię. Nasza rozmowa zbliża się wielkimi krokami do końca. Czy chciałby Pan coś powiedzieć naszym czytelnikom?

(J.K.) Carpe diem, chwytajcie dzień i czytajcie poezje, zatapiajcie się w jej niesamowitym pięknie, niechaj płynie po waszych ustach niczym nektar. I pamiętajcie, żeby czytać tylko to, co jest krwią zapisane. Bo jak to powiedział Fr. Nietzsche „Tylko to co było krwią zapisane jest duchem”. A duch w poezji jest najważniejszy.

(Sol.) Bardzo dziękuje za wywiad.

(J.K.) Ja również dziękuje.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!