|
Wątek nieśmiertelny
=CleoVII=
Jest w literaturze jeden wątek, który nie został i prawdopodobnie nigdy nie
zostanie porzucony przez pisarzy. Pojawia się niemal w każdej książce jaką
czytamy. Widać go wyraźnie, lub tylko domyślamy się jego istnienia. Ma mniejszy
lub większy wpływ na fabułę, ale... prawie zawsze jest. Wątek miłosny. Nie mam
na myśli miłości braterskiej, siostrzanej czy takiej w relacjach dziecko -
rodzic ( chociaż... jeśli spojrzeć na Edypa... ).
Dlaczego nie mamy go dość? Nikt nie dziwi się temu, że zawsze jeden z bohaterów
znajdzie swoją "drugą połowę" akurat wtedy , kiedy ratuje świat, rozwiązuje
zagadkę kryminalną, wylatuje w kosmos albo walczy ze smokiem. Dlaczego tak się
dzieje?
Może to kwestia przyzwyczajenia? W dzieciństwie słuchamy pięknych opowieści o
cudownych księżniczkach i wspaniałych książętach. Jeśli córka króla została
otruta, zapadła w stuletni sen lub została zamknięta w wieży, oczywiste jest, że
uratuje ją facet na białym koniu, w lśniącej zbroi i... jak dowiadujemy się
ostatnio z reklam, z białymi i lśniącymi zębami. Co dalej? Wiadomo: dają sobie
buzi i żyją długo i szczęśliwie.
Później idziemy do szkółki. Tutaj rozkładamy nasz wątek na części pierwsze,
składamy z powrotem i przechowujemy w pamięci i w zeszytach. I nie daj Boże żeby
ktoś śmiał o nim zapomnieć na sprawdzianie!!! Przechodzimy gładko przez "Tego
Obcego", gdzie bardziej domyślamy się, że temat został poruszony, "Krzyżaków" -
podwójnie: Jagna i piękna Danuśka ( dla tych, którzy nie mieli cierpliwości do
książki, a oglądali tylko ekranizację: piękna Danuśka to ta, którą grała piękna
aktorka z równie pięknym, garbatym nosem...) i oczywiście "Pana Tadeusza". A
wątek się utrwala... Zarówno w pamięci czytelników, jak i przyszłych pisarzy.
|
|
Istnieje też inne wytłumaczenie. Bardzo proste z resztą... Bohater jest (
aczkolwiek niekoniecznie... ) tylko człowiekiem. Wiadomo przecież, że ludziom
zawsze jakieś uczucia kłębią się pod czachami. Miłość jest nieodłączną częścią
naszego życia, leży w naszej naturze itp., itd. W związku z tym , autorom może
się wydawać, że ich postacie byłyby niepełne, bezbarwne, nieludzkie... Czytelnik
mógłby nie chcieć się utożsamiać z bohaterem, który ma pod nosem piękną blondynę
i nie zaprosi jej na kolację. Przecież wszyscy wręcz podświadomie oczekują tego
momentu. Nie można biednego czytającego rozczarować, albo nadwyrężać jego
wyobraźnię. Jeszcze odłożyłby lekturę, krytycy by się zbuntowali...
Tylko... czy to wszystko wystarczy, żebyśmy tolerowali harlequina ukrytego
niemal we wszystkich książkach jakie czytamy (przesadziłam z tym harlequinem...
Nie jest aż tak źle, że cały wątek układa się w schemat: poznają się, kochają,
kłócą, godzą, happy end...)?
A może... po prostu przesadzam? Temat miłości jest nieśmiertelny. Pojawia się
tak często, że staje się monotonny, ale pewna dawka monotonii daje w końcu
poczucie bezpieczeństwa. Leży w naszej naturze, jesteśmy do niego przyzwyczajeni
i... przecież wszyscy kochamy wątek miłosny ;)
|