Kwiecień 2006      


|:  RECENZJA  :|

Emil Zola  - Doktor Pascal
miekki

Po świetnym Germinalu, w którym poznałem cały kunszt artystyczny Zoli sięgnąłem po ostatnią część cyklu "Rougon-Macquartowie" (20 częściowego), w którym czytelnik obserwuje poczynania przedstawicieli rodów. Jak pisze sam Emil Zola - wydane przez niego w ciągu dziwięciu lat powieści stanowią część obszernej całości. Dotąd dzięki doskonałej akcji Gazety Wyborczej za niezbyt wygórowaną cenę bodajże 15 złotych miałem okazję, a także niewątpliwą przyjemność przeczytać trzynastą część-Germinal. I wiecie co jest najlepsze? Nawet w snach nie przyszło mi na myśl, że ta książka może być częścią czegoś większego.

Aż tu nagle pewnego pięknego zimowego wieczoru, nudząc się niemiłosiernie sięgnąłem po Doktora Pascala, który leżał (żeby nie powiedzieć zalegał ;p) gdzieś na półce. Muszę przyznać, że początek był dosyć ciężki. Sporo opisów, tworzenia scenografii, przedstawiania postaci. Mając jednak w pamięci opisy z Germinala miałem nadzieje na szybkie zawiązanie akcji. Po kolejnych dziesiątkach kartek zaczynałem tracić nadzieję.

Tytułowy doktor Pascal jest dojrzałym mężczyzną, który większość swojej pracy spędza na badaniach o dziedziczności. Od czasu do czasu, także dla potwierdzenia swych naukowych teorii, idzie do okolicznego miasteczka, odwiedzić swych pacjentów. Ów pan wiedzie spokojne, bardzo stateczne życie u boku swojej służącej - Marcysi oraz młodej dziewczyny - Klotyldy, którą Pascal wziął na wychowanie. Życie mogłoby tak płynąć z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, ale o czym w tym wypadku mielibyśmy czytać? Podobno gdy nie wiadomo już o czym pisać, należy wtrącić coś o miłości. W książce Zoli nie znajdziemy jednak pospolitej groteskowej historii o tym, jak starszy pan zakochał się młodej, pięknej dziewczynie. Piękno książki tkwi w dochodzeniu do pełni szczęścia Klotyldy i Pascala, którym na początku wcale nie wiodło się najlepiej. Ogromne różnice głównie w sferze religii i postrzegania Boga, stały się przyczyną ogromnego sporu w domu doktora. Jeśli czytaliście Germinala, to znajdziecie tu pewne podobieństwa w sposobie przedstawienia sporów. Wydaje mi się, że właśnie spory Emil Zola przedstawia doskonale. To one, a nie opisy przykuwają czytelnika do książki. Często złapałem się na tym, że czytając już książkę późną nocą przeciągałem lekturę, aż do tego momentu, w którym literki nie zaczęły się zlewać ze sobą.

O ile Zolę można nazwać mistrzem nawiązywania akcji małymi zwrotami fabuły, to nie są one w tej książce zbyt częste. Nie chcę powiedzieć, że jest monotonna, choć i fragmenty, w których nic się nie dzieje się zdarzają, ale zwykle rozpraszane zostają przez nagłe wydarzenie, którymi Zola żągluje w iście mistrzowski sposób. Potrzeba tylko czasami trochę samozaparcia, żeby późną nocą do tego momentu dociągnąć. ;)

Największe dzieło Zoli, którym niewątpliwie jest Germinal był w tej kwestii zupełnie inny. Tutaj czytelnik dostawał coś nowego-drogę do rewolucji proletariatu pokazaną oczyma robotnika kopalni. Nie wiem, czy to wina przejedzenia, ale wydaje mi się, że dla przeciętnego nastoletniego (nooo.. za 2 miechy dorosłego ;p) chłopca czytanie o miłości młodej dziewczyny i starszego pana jest trochę nużące. I obawiam się, że kłutnie mieszkańców, trochę teorii naukowych, niezłe zakończenie, może tutaj nie wystarczyć.
 

  Doctor Pascal
  klasyka obca
  brak

 


Dla kogoś, kto szuka książki o nieszczęśliwej, wręcz tragicznej miłości opisanej może niezbyt finezyjnym, bardziej prostym, zrozumiałym (co nie znaczy, że ubogim) słownictwem jest to książka bardzo dobra. Zdaje się jednak, że miłosne tematy, nawet nie wiem jakby były dziwaczne i zagmatwane nie są doktryną Zoli. Francuski autor cały swój geniusz pokazuje w powieściach, w których akcje dopełnia się tylko fantastycznymi opisami, utrzymująć równocześnie odpowiednio szybkie tempo utworu. Doktor Pascal oferuje zupełne przyciwieństwo. Tempo jest wolne, czasami nawet usypiające, a czytelnik budzi się tylko poprzez niewinnie zawiązywaną akcję. Sama fabuła nie obfituje w mnogość wątków, co jednak nie znaczy, że jest to powieść łatwa i przyjemna.

Dużą rolę odgrywają tu także świetnie zarysowane charaktery postaci. Każda jest inna wyjątkowa, co jak zwykle świetnie udaje się uchwycić Zoli w swoich opisach. Jest ich jednak na tyle mało, że całość pozostawia jednak mały niedosyt. Wszystko bowiem "kręci się" wokół czterech, może pięciu osób. Nie twierdzę wcale, że w dobrej książce postaci musi być niczym mrówek w wielkim mrowisku, ale przydałoby się coś, co nadałoby tempo całej rozgrywce.

Podsumowując. Książkę oceniam dobrze, choć nie uważam jej za jakiś majstersztyk w wykonaniu Zoli. Szczeże przyznam, że nie otrzymałem dzieła mogącego choć trochę zbliżyć się do wielkiego Germinala. Owszem, porządna powieść z ciekawą fabułą, jednak usypiającą akcją, której bliżej jest do wyłączenia lampki nocnej niż do kontynuowania czytania. Bezpowrotny epizod.

np. (nie ciąć ;p) Rancid & the Specials - Hooligans (life won't wait)

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!