Kwiecień 2006      


|:  RECENZJA  :|

AJ Quinnell  - Reporter
Michał Chmielewski

Sprawa formalnościowa: recenzja posiada tzw. spoilera, zdradzającego najbardziej istotny element fabuły. To oznacza, że dla tych, którzy tej książki nie przeczytali, nastała odpowiednia chwila na "pulling out!".

Na moich kolanach leży amberowe wydanie "Reportera" pióra A.J. Quinnella i mam w związku z tym pewien problem. Silę się mianowicie na ocenienie tej książki, próbując nadać tej recenzji jednoznaczny werdykt. Jednak nie mogę, bo "Reporter" jest zlepkiem najgorszego gatunku cech - ambiwalentnych.

"Izraelskie myśliwce bombardują iracki reaktor nuklearny. Ale jedna maszyna odłącza się od eskadry i zrzuca bomby gdzie indziej...
Tylko jeden człowiek wie, co się za tym kryje. David Munger, amerykański fotoreporter, najlepszy w swoim fachu. Jego zdjęcie może uratować świat. Ale wcześniej on sam musi przejść przez piekło."

Cytat z telegraficznego skrótu fabuły na jej - książki - tylnej okładce, którym zaopiekuję się pod koniec artykułu. A teraz...
Omawiana powieść należy do gatunku psychologiczno-politycznych thrillerów, wiec na dzień dobry powinienem się zniechęcić (polityka...). I rzeczywiście, jeżeli komuś obcowanie z polityką przysparza kłopotów w koncentracji - wymaganej przy czytaniu - na dobrą sprawę powinien odpuścić sobie "Reportera". Ale po przeczytaniu powyższego cytatu pomyślałem sobie, że warto pogrzebać kilka godzin w kartkach tej powieści.
Całość trzyma się kupy (co niekoniecznie równoważy się z atrakcyjnością), akcja brnie dość przekonywująco (tu podobnie), czyli w tym przypadku przerażająco, gdyż mamy tu żonglerkę międzynarodową polityką, siatką szpiegowską i bombami dużego formatu. Wszystko opisane w naprawdę wiarygodny sposób. Za to zbyt delikatny nacisk położono na styl. Postacie również funkcjonują prawidłowo; mamy tu dwóch fotoreporterów wojennych, wpływowego szpiega, francuską piękność o mentalności Kobry Królewskiej i innych pobocznych, a wszystkich wiążą różne, ale nachodzące na siebie, cele.

Kwestia fabuły. Właściwie to podanego przeze mnie cytatu, który za zadanie miał przedstawienie głównego wątku fabuły. W tym miejscu muszę z przykrością stwierdzić, iż zostałem bardzo nieprzyzwoicie i niegrzecznie wydymany przez wydawnictwo "Amber". Cytat zapowiada, iż książę rozpoczyna bombardowanie irackiej bazy, co jest półprawdą. Owszem, scena bombardowania występuje, jeden samolot detonuje bombę gdzie indziej, ale potem akcja cofa się o potężny kawał czasu wstecz. Wychodzi z tego scena a la Tarantino - historię rozpoczyna początek końca.
Dzięki temu moja lektura "Reportera" podtrzymywana głównie przez była przez chęć przeczytania ostatniej sceny. Tak, na okładce podany jest kluczowy, najbardziej dynamiczny rozdział, zdradzający dużo z wcześniejszej akcji! Tak się nie robi.

  Snap shot
  polityczno-psychologiczny thriller
 

 

Cholernie trudno jest mi jednoznacznie określić tę książkę. Okładkowy spoiler gniecie całą przyjemność pytania "co dalej?", a akcja dzięki temu wlecze się jak żółw na wstecznym biegu. Lecz gdy już do tego doszedłem, akcja naprawdę sunęła błyskawicznie. Właśnie wtedy, kiedy ciekaw byłem następnej strony, czytało mi się naprawdę przyjemnie.
W związku z tym decyzja o ocenie ćmi mnie do tej pory. Ale w końcu nadszedł moment jej postawienia: 5/10. Dla fanów polityki (czyli świrów) 6-7/10.
Poza kilkoma kartkami przed epilogiem jest za nuuu<zwieeew!>dno na więcej. Ta piątka jest za finał, a to i tak za dużo...

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!