|
AJ Quinnell - Reporter
Michał Chmielewski
Sprawa formalnościowa: recenzja posiada tzw.
spoilera, zdradzającego najbardziej istotny element fabuły. To oznacza, że dla
tych, którzy tej książki nie przeczytali, nastała odpowiednia chwila na "pulling
out!".
Na moich kolanach leży amberowe wydanie "Reportera" pióra A.J. Quinnella i mam w
związku z tym pewien problem. Silę się mianowicie na ocenienie tej książki,
próbując nadać tej recenzji jednoznaczny werdykt. Jednak nie mogę, bo "Reporter"
jest zlepkiem najgorszego gatunku cech - ambiwalentnych.
"Izraelskie myśliwce bombardują iracki reaktor nuklearny. Ale jedna maszyna
odłącza się od eskadry i zrzuca bomby gdzie indziej...
Tylko jeden człowiek wie, co się za tym kryje. David Munger, amerykański
fotoreporter, najlepszy w swoim fachu. Jego zdjęcie może uratować świat. Ale
wcześniej on sam musi przejść przez piekło."
Cytat z telegraficznego skrótu fabuły na jej - książki - tylnej okładce, którym
zaopiekuję się pod koniec artykułu. A teraz...
Omawiana powieść należy do gatunku psychologiczno-politycznych thrillerów, wiec
na dzień dobry powinienem się zniechęcić (polityka...). I rzeczywiście, jeżeli
komuś obcowanie z polityką przysparza kłopotów w koncentracji - wymaganej przy
czytaniu - na dobrą sprawę powinien odpuścić sobie "Reportera". Ale po
przeczytaniu powyższego cytatu pomyślałem sobie, że warto pogrzebać kilka godzin
w kartkach tej powieści.
Całość trzyma się kupy (co niekoniecznie równoważy się z atrakcyjnością), akcja
brnie dość przekonywująco (tu podobnie), czyli w tym przypadku przerażająco,
gdyż mamy tu żonglerkę międzynarodową polityką, siatką szpiegowską i bombami
dużego formatu. Wszystko opisane w naprawdę wiarygodny sposób. Za to zbyt
delikatny nacisk położono na styl. Postacie również funkcjonują prawidłowo; mamy
tu dwóch fotoreporterów wojennych, wpływowego szpiega, francuską piękność o
mentalności Kobry Królewskiej i innych pobocznych, a wszystkich wiążą różne, ale
nachodzące na siebie, cele.
Kwestia fabuły. Właściwie to podanego przeze mnie cytatu, który za zadanie miał
przedstawienie głównego wątku fabuły. W tym miejscu muszę z przykrością
stwierdzić, iż zostałem bardzo nieprzyzwoicie i niegrzecznie wydymany przez
wydawnictwo "Amber". Cytat zapowiada, iż książę rozpoczyna bombardowanie
irackiej bazy, co jest półprawdą. Owszem, scena bombardowania występuje, jeden
samolot detonuje bombę gdzie indziej, ale potem akcja cofa się o potężny kawał
czasu wstecz. Wychodzi z tego scena a la Tarantino - historię rozpoczyna
początek końca.
Dzięki temu moja lektura "Reportera" podtrzymywana głównie przez była przez chęć
przeczytania ostatniej sceny. Tak, na okładce podany jest kluczowy, najbardziej
dynamiczny rozdział, zdradzający dużo z wcześniejszej akcji! Tak się nie robi.
|
|
|
|
| Snap shot |
|
|
polityczno-psychologiczny thriller |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Cholernie trudno jest mi jednoznacznie określić tę książkę. Okładkowy spoiler
gniecie całą przyjemność pytania "co dalej?", a akcja dzięki temu wlecze się jak
żółw na wstecznym biegu. Lecz gdy już do tego doszedłem, akcja naprawdę sunęła
błyskawicznie. Właśnie wtedy, kiedy ciekaw byłem następnej strony, czytało mi
się naprawdę przyjemnie.
W związku z tym decyzja o ocenie ćmi mnie do tej pory. Ale w końcu nadszedł
moment jej postawienia: 5/10. Dla fanów polityki (czyli świrów) 6-7/10.
Poza kilkoma kartkami przed epilogiem jest za nuuu<zwieeew!>dno na więcej. Ta
piątka jest za finał, a to i tak za dużo...
|
|